Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

48346 miejsce

O pisarstwie. Recenzowanie i bycie recenzowanym.

Nie piszę ostatnio recenzji, ubiegam się natomiast o to, aby być recenzowanym. Nie jest to proste; recenzenci są bardzo zajęci, albo ja nie umiem do nich dotrzeć. Może nie mam cierpliwości szukać po Internecie i prosić o recenzje.

Wczesne recenzje własnych utworów (jeszcze przed ich wydaniem) traktuję nad wyraz poważnie; wolę znać słabości i niedomagania utworu zanim ujrzy on światło dzienne. Potem jest już za późno. Ostatecznym recenzentem, ostatecznym i bez odwołania, jest czytelnik.

Proste zasady ubiegania się o recenzję:

Zwracaj się do osób, które czytają i lubią gatunek literacki, do którego należy utwór oddawany do recenzji. Prośba o recenzowanie kryminału przez kogoś, kto może nawet i czyta, ale nie przepada za kryminałami, nie ma sensu. Gdyby ktoś zwrócił się do mnie o recenzowanie powieści o wampirach (w Niemczech jest ponad milion miłośników tej literatury), nie napisałbym dobrej recenzji, nie potrafiłbym.

Recenzenci stawiają często punktowe oceny. 8 pkt na 10 (maximum) - to bardzo pozywana ocena. 5/10 to już raczej słaba ocena. Sensowną zasadą jest wybierać recenzentów, którzy nie oceniają utworów nadmiernie surowo, są wyważeni w ocenie. Dobra recenzja jest mobilizująca dla autora jak i dla czytelnika.

Poniżej przedstawiam początek opowiadania „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco” ze zbioru opowiadań o tym samym tytule, który wkrótce ukaże się na rynku. Są to głównie humoreski Jeśli ktoś miałby chęć wyrazić opinię/recenzję, zachęcam.

„Niezwykła decyzja Abuelo Caduco”


Punktualnie o godzinie 11.45 Abuelo Caduco zdecydował się umrzeć. To był piękny dzień, aby odejść - majowy, słoneczny, świeży. Ptaki śpiewały, dwa piętra niżej ludzie pokrzykiwali radośnie, grabiąc szarą ziemię pod nowy trawnik. Z oddali dochodził jęk piły tarczowej, za ścianą sąsiadka ubijała tłuczkiem mięso na kotlety.

Od czasu, kiedy Kacyk, twórca nowego rządu, zabrał mu marzenia i fatalnie go oszukał, dla Abuelo nic nie miało już znaczenia. Miał tylko jedno marzenie: umrzeć godnie. Z góry wybaczył sobie umieranie przed czasem, które ktoś mógłby nazwać samobójstwem. Abuelo rozmawiał o tym z Bogiem i On wszystko zaakceptował. Właściwie nie musiał nawet zawracać Mu głowy, bo i tak sam podjął wcześniej nieodwołalną decyzję.

Dojrzał do odejścia. Był już starym człowiekiem, czuł to w kościach. Tu go bolało, tam go strzykało, coraz bardziej dolegał mu kręgosłup. Z chodzeniem też nie było najlepiej. Miał coraz więcej bezsennych nocy. Pamięć go zawodziła, zdradzała jak pijana, bezwstydna kochanka, nie wiadomo z kim i po co. Raz zapomniał nawet swój adres zamieszkania.

Ludzie tego nie dostrzegali. Mówili:

- Każdy ma takie problemy, jak się starzeje. Dzisiaj to nawet młodzi mężczyźni łysieją. To jest dopiero problem. - Ich wyjaśnienia nie stanowiły dla Abuelo wystarczającego wytłumaczenia własnej sytuacji. Wierzył, że jego kondycja powinna być lepsza niż równolatków, bo całe życie dbał o siebie.

Tego przedpołudnia, mimo niewątpliwych zachęt do życia ze strony natury i sąsiadów, Abuelo wyraźnie opadł z sił. W głowie mu się kręciło, a ręce i nogi latały mu jak u paralityka. Był to nieudawany objaw syndromu niespokojnych nóg. Nabył go stosunkowo niskim kosztem, włócząc się godzinami po mieszkaniu z powodu bezsenności, a następnie umocnił, chodząc często do lekarza. Po drodze modlił się, aby go nie wyleczono, bo chciał umrzeć. Lekarz spełniał jego milczące życzenia nieudzielania mu pomocy, ponieważ wizyty u niego nie dawały skutku. Abuelo nie musiał go prosić ani przypominać się, co było bardzo miłe. Był zresztą zbyt dumny, aby poniżać się prośbami w tak trywialnej sprawie.

Oprócz niedomagań starości, była również inna ważna przyczyna, przez którą nie widział sensu dalszego życia. Przywódca partii rządzącej przez aklamację, Kacyk, obiecał mu złote góry, a on nie potrzebował złota. Abuelo myślał o biedakach, którym nic nie obiecano, choć bardzo prosili. To go dobijało, bo był człowiekiem współczującym.

Co do zakończenia życia, to chciał, aby było ono godne, aby go pamiętano, a pamięć po nim była życzliwa, nie byle jaka, kończąca się z chwilą wyjścia żałobników z cmentarza.

Wobec przeciwności losu Abuelo nie pozostawał bezczynny. Jak tylko poczuł, że go oszukano, podobnie jak jego rodzinę, przyjaciół, znajomych i tysiące innych obywateli, stworzył sobie plan. Chodziło o ratowanie społeczeństwa, całego, z wyjątkiem tych, którzy uczestniczyli w spisku. Wybory i ich rezultat uważał za spisek.

Plan traktował poważnie a zarazem radośnie. Żadne tam smutki, rozpacze, niepokoje, co się stanie i jak to będzie. Dla jego pomyślnej realizacji musiał zmienić się trochę, ale nie za dużo. Problemem było to, że miał ciemniejszą cerę, która wyróżniała go w tłumie. Niewiele ciemniejszą, tylko o jeden odcień. Musiał ją rozjaśnić. Znał się na kolorystycznych niuansach, bo lubił obrazy i sam malował w przeszłości. Ciemniejszej karnacji nie uznawał za przeszkodę, tylko za utrudnienie, coś, co daje się wyeliminować.

Podjął stosowne kroki. Oprócz tego, że unikał słońca, używał kremu rozjaśniającego skórę. Znalazł go w drogerii, nie kosztował nawet zbyt drogo. Pieniędzy zresztą mu nie brakowało. Miał rozsądną emeryturę i trochę oszczędności.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

To w końcu "zdecydował się umrzeć", czy "zmienić się trochę" ?
Jeśli to pierwsze - zmiana byłaby dość zasadnicza ;)

"Co do zakończenia życia, to chciał..." - zgrabne..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.