Facebook Google+ Twitter

O pragnieniu zmiany jako sile motorycznej wyborów prezydenckich

O sile przewodniej, Pawle Kukizie, przyczynach trzęsienia ziemi i tsunami Wyborów Prezydenckich 2015 oraz przewidywaniach, które można nazwać także spekulacją.

Dotarliśmy do końca maja. W przyszłości będzie on znany nie z 1 Maja, Święta Ludzi Pracy, ale z 24 Maja, Święta Wielkiej Zmiany Politycznej.

W wyborach prezydenckich Paweł Kukiz okazał się mistrzem euforii wyborczej. Wyzwolił, skanalizował i dał wyraz uczuciom osób niezadowolonych. Podobną rolę spełnił A Duda, największy beneficjent wyborów, przejściowo Prezydent-Elekt, wkrótce Prezydent-Prezydent.

Ostatni sondaż Estymatora dla Newsweeka wskazuje, że Paweł Kukiz stał się drugą siłą polityczną (25%), po PiS (36%), wyprzedzając PO (20%). Po procentach nie dodaję „poparcia”, bo każdy wie, że chodzi o moc podobnie jak w spirytusie o czysty alkohol.

Pawła Kukiza znam jedynie z widzenia i słyszenia w TV oraz z prasy, w związku z czym kojarzy mi w sposób nieco ograniczony. Niespecjalnie widzę go jako przywódcę politycznego: studiował 3 lata i nie skończył studiów, pracował w samorządzie i podobno niczym szczególnym się tam nie wykazał, a ponadto jest – jak na mój gust – obrażalski. Zwróciłem uwagę na częstość i formę jego wypowiedzi oraz ton głosu, kiedy mówił o tym, jak fatalnie został potraktowany przez Prezydenta Komorowskiego i o innych podobnych incydentach. Był naprawdę obrażony, w imieniu własnym i narodu.

Studia, samorządność i skłonność do obrażania się to trzy proste wskaźniki moich rokowań. Na plus zapisuję panu Kukizowi udaną karierę wokalno-muzyczną, jest to jednak kariera jednostki, kierującej małym zespołem, a nie polityka, kierującego dużym ugrupowaniem politycznym.

Nie rokuję mu nadzwyczajnie, ponieważ w polityce liczą się osiągniecia, elastyczność i skóra grubsza niż u nosorożca, co ułatwia tworzenie koalicji nawet z przeciwnikami. Czas pokaże, czy mam rację. Jeśli nie, przeproszę pana Kukiza i Czytelników i przez dwa dni będę biczować się z powodu nietrafnych obserwacji i niezdolności wyciągania poprawnych wniosków. Przyznam, że kieruję się trochę intuicją, z której jeszcze nie zasłynąłem. Być może złagodzi to nieco samobiczowanie.

Jesteśmy młodą demokracją. Co znaczy ostatnie 26 lat w porównaniu z ponad 200 latami demokracji w USA czy Australii? W młodej demokracji zdumiewająco dużo obywateli, zwłaszcza młodych kieruje się uczuciami w ocenach politycznych, w mniejszym stopniu rozumem, który każdy ma (z oczywistymi wyjątkami).

Rozmawiam z wieloma osobami, na przystankach autobusowych, w sklepach, na spacerach połączonych z obserwacją wiosny i bieganiem dla zdrowia, telefonicznie, na spotkaniach autorskich i w każdym innym miejscu, jakie Bóg nadarzy, ponieważ jest ciekaw, co ludzie myślą i czują oraz jak myślą i czują. Doszedłem do przemożnego wniosku, że masywne przesunięcie orientacji obywatelskiej w wyborach prezydenckich wywołane zostało imperatywem „strasznie pragnę zmiany”, bez dokładniejszego definiowania, na czym miałaby ona polegać i w jakiej miałaby być skali. Zmiana sama w sobie stała się polityczną świętością.

Niejedna osoba mówiła mi, że głosowała na Andrzeja Dudę/PiS lub na Kukiza, którego nie znała, ponieważ najsilniej wyrażali oni pragnienie zmiany. „Nigdy bym nie myślała o głosowaniu na Kukiza lub Dudę, gdybym nie miała dosyć marazmu PO i Komorowskiego”. – Tak oświadczyła na ławeczce przy ulicy przygodnie spotkana niewiasta lat 40-50.

Prezydent Komorowski kojarzony z PO miał w sobie tyle pragnienia zmiany, co kot napłakał. Sam miałem mu za złe, że nie zrozumiał w połowie kampanii, jeśli szczerze nie przyłączy się do frontu zmian, to przepadnie. Głosowałem na niego, czyli za kontynuacją powolnego, stopniowego wzrostu zjawisk pozytywnych, lecz po pierwszym głosowaniu czułem wyraźnie, że chodzi o zmianę radykalna i bezkompromisową, bardziej niż o cokolwiek innego.

W Australii na pytanie, co jest najważniejsza, kiedy kupuje się dom, pośrednicy handlu nieruchomościami odpowiadają: po pierwsze: lokalizacja, po drugie: lokalizacja, po trzecie: lokalizacja. Podobnie było u nas z wyborami prezydenckimi: zmiana, zmiana, zmiana, po pierwsze, drugie i trzecie. Kto tego nie zrozumiał, ten niewybaczalnie przegrał. I słusznie, bo pismo święte nie mówi o wybaczaniu błędów, tylko winy.

Teraz będę czekać (spokojnie, bo niezależnie od tego, czy czekam, czy nie, czas i tak płynie) i oceniać, jak przebiegają zmiany. Powiem tak: będzie ich wartościowo znacznie mniej niż wyobrażało sobie społeczeństwo. Takie jest moje proroctwo na dzisiaj, skromne, gdyż niezapowiadające większej nadziei poprawy w koszykach wyborczych:

• Zatrudnienie - godna płaca – kredyt – mieszkanie - poprawa samopoczucia,
• Emigracja,
• Obniżenie wieku emerytalnego,
• Podwyżka minimalnej kwoty wolnej od podatku,
• Okręgi jednomandatowe? (piszę znak zapytania, ponieważ nie rozumiem użyteczności tego systemu dla Polski).

Poprawę o 1-2 % rocznie w tych obszarach nie uważam za znaczącą oznakę zmiany. Tyle to mógł obiecać i zrealizować Prezydent Komorowski wspólnie z PO, ale nawet na to nie wpadli. Poprawę o 1-2% rocznie nazywam stabilizacją, podobnie jak trzyprocentowe bezrobocie traktuje się jak coś w rodzaju pełnego zatrudnienia (nawet w zdrowo rozwijającej się gospodarce są zawsze ludzie zmieniający pracę, czyli bezrobotni przejściowo).

Zmiana na lepsze musi być wyraźniejsza niż 1-2%, może nawet 3% albo i jeszcze więcej, aby uznali ją za satysfakcjonującą wyborcy, którzy wywołali trzęsienie ziemi i tsunami znosząc z powierzchni ziemi masywny (z pozoru) alians Prezydent - PO. Nie liczę na poważniejsze zmiany.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2018 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.