
O przyczynach porażki PiS rozpisywać się nie będę. Zbyt wielu „fachowców” mówiło o tym do znudzenia, a i sam premier Kaczyński dorzucił swoje trzy grosze w piątkowej „Rzeczpospolitej”. W moim przekonaniu ważniejszy jest jednak problem, czy prezes Prawa i Sprawiedliwości poradzi sobie z porażką, która niewątpliwie – mimo rzeczywistego wzrostu poparcia – jest znaczna i dotkliwa.
Każdy, kto choć jednym okiem obserwował ostatnie dwuletnie harce Platformy w roli opozycji, a przede wszystkim jej cudotwórcę – Donalda Tuska wie, że ten ostatni był całkowicie zdruzgotany podwójną przegraną z 2005 roku. Nieustający grymas na twarzy, nieprzerwany ciąg obelg i oskarżeń (nawet tych wybitnie mało racjonalnych), najwyższy stopień zacietrzewienia oraz tworzenie opozycji całkowicie niekonstruktywnej. Tak było do tego roku, aż parę miesięcy przed kampanią wyborczą, pan Donald wziął się w garść. Jego odstraszające wilcze zęby zaczęły zamieniać się w przyjemny, przyjacielski uśmiech dobrego Donka, który zrobi z naszego kraju nową Irlandię. I dzięki temu wygrał. Fakt, że opamiętał się trochę późno, ale jak wiadomo – lepiej późno niż wcale. I za to mu chwała.
Jak zatem będzie z Jarosławem Kaczyńskim? Tuż po ogłoszeniu wyników byłam zaskoczona, że z bezsprzecznej porażki swojej partii, potrafił „stworzyć” umiarkowany sukces. Słusznie zauważył, że na PiS głosowało więcej wyborców, niż dwa lata temu, a przy wybitnie niesprzyjających mediach, to i tak niezły wynik (szczególnie jak na partię, która rządziła). A jednak wyczuć można było pewną nutkę rozpaczy i zawiści, szczególnie słyszalną w niefortunnym fragmencie przemówienia dotyczącego „Faktów i Mitów”. Osobiście jednak sądziłam, że premier Kaczyński będzie bardziej zdruzgotany. Ale nie. Potrafił wyjść na scenę, z błyskiem w oku, lekkim zawadiackim uśmieszkiem, mówił ku pokrzepieniu serc przegranych członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. Przypuszczam, że premier bez trudu odnajdzie się w nowej sytuacji – to urodzony opozycjonista, poza tym, musi mieć nieustająco jakiegoś przeciwnika.
Teraz czas na przemyślenia. Już nie o błędach kampanii, bo przyczyny porażki Jarosław Kaczyński (jak mi się zdaje), już znalazł. Nadszedł jednak moment na refleksję – jaki kształt partii? W którą stronę idziemy? Bo de facto PiS został teraz jedyną siłą stricte prawicową w Parlamencie (PO zaliczam bardziej do centrum, niż prawej strony). Pozostaje również pytanie – czy premier będzie prowadził taką samą politykę jak Platforma tj. morderczą walkę na śmierć i życie, czy też skłonny będzie do ustępstw, bardziej niż partia Tuska konstruktywnej opozycji? Jeśli przeprowadzał będzie dzikie, nieprzemyślane ataki – straci jeszcze więcej. Jeżeli zaś poprze choć niektóre dobre pomysły – oczywiście „dobre” w jego przekonaniu – dla Polski, może tylko zyskać. Bo ludzie zobaczą, że Jarosław Kaczyński, to nie tylko mały, krzyczący oszołom z „ciemnogrodu”. Przekonają się, że to wielki patriota.