Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

182196 miejsce

O rewolucji bez rewolucji

O rewolucji moralnej wszyscy już chyba zapomnieli, a poseł Misztal dopiero co usłyszał. Raczej nie on stanie się jednak jej motorem. PiS-owi nie pomogą też LPR i Samoobrona. I nie pomoże PO, bo nadaje się jeszcze mniej. Rewolucji nie będzie

Rozbawił mnie ostatnio poseł Misztal, który dopiero teraz dowiedział się od redaktora w TVN24 o istnieniu hasła "rewolucji moralnej". A nawet jak już się z pojęciem zapoznał, nie uznał jej za konieczną. Zakładam, iż jest to przypadek skrajny, jeżeli bowiem większa liczba posłów może się poszczycić tak znakomitym rozeznaniem w wydarzeniach na polskiej scenie politycznej, to rozwiązanie zagadki braku tejże rewolucji moralnej okazałoby się nader łatwe. Całe szczęście jednak, że redaktor posła oświecił, być może wpłynie to pozytywnie na jakość naszego życia publicznego.

Gorzki śmiech trwał jednak krótko. Bo problem faktycznie jest. Zapowiadana moralna odnowa cały czas nie nadchodzi. Stołki w dalszym ciągu są rozdawane według partyjnego klucza, a nie kompetencji. Nowa moralność zaprezentowana została w pokoju hotelowym posłanki Beger. Jak w ogóle można mówić o wprowadzaniu lepszych standardów zaprzęgając do tego ludzi, którzy już nieraz pokazali, że prawo mają w głębokim poważaniu? Jeżeli okaże się w dodatku, że równie swobodny stosunek do niego ma stojący na czele projektu budowy IV RP Jarosław Kaczyński, któremu procedury prawne, konstytucja i trybunały raz po raz uniemożliwiają skuteczne działanie, to jest naprawdę niedobrze.

Bo z jednej strony zgoda, że inwigilacja prawicy to skandal. Ale z drugiej strony, gdy słyszy się, że Kaczyński dopuszczał użycie metod pozaprawnych do "sprawdzenia" Stana Tymińskiego, albo dowiaduje się
w czwartek, że to Kaczyński wymyślił tak krytykowane przez PiS weksle już 13 lat temu, to jak tu wierzyć w szczere intencje polityków? Szacunek dla prawa - jak najbardziej - ale wtedy, gdy jest ono po naszej stronie.

W dodatku politycy, przede wszystkim PO i PiS, zaczęli się już dawno obrzucać obelgami ze zdwojoną intensywnością, jakby zapomnieli, że jeszcze niedawno nazywali się "przyjaciółmi". Czy naprawdę tak wiele mogło się zmienić? Czy to tylko urażone ambicje liderów, jak stwierdził niedawno w "Dzienniku" Piort Zaremba? Najwyraźniej. Niepogodzenie się z przegraną przez PO i fatalne kompromisy PiS-u z obawy przed porażką. Współpraca na szczeblu lokalnym bywa przecież często zupełnie różna niż "na górze". Tak czy inaczej, wszystkich panów z centrali aż świerzbią języki, żeby pokazać się przed kamerą i "dowalić". I nic to, że steki oszczerstw, nieodpowiedzialnych słów i zwyczajnych pomówień mało mają ze standardami moralnymi wspólnego.

Największym kuriozum jest tu ponowne wejście Samoobrony do koalicji. Komunikacja w rządzie może w przyszłości szwankować, premier Kaczyński nie będzie bowiem przecież rozmawiał z ludźmi skompromitowanymi.

I na nic tłumaczenia, że taka jest polityka. Trzeba było nie zapowiadać, że będzie inaczej. Normami moralnymi nie można manipulować tak, jak pamięcią wyborców.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Adam, oni tak z Zarankiem mają, raz ginie jeden, raz drugi :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

No już myślałem, że kolega zamilkł:)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.