Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34887 miejsce

O sędziowaniu i aktorstwie słów kilka - wywiad z Marcinem Batko

Marcin Batko, to główny bohater filmu Grzegorza Zaricznego "Gwizdek". W filmie widzimy Marcina, jako młodego, niespełna trzydziestoletniego chłopaka, który stoi u progu poważnych życiowych decyzji.

Plakat z filmu "Gwizdek" / Fot. "Gwizdek"Mieszka z matką, która oczekuje od niego działania. On sam szuka pracy i miłości. Nie jest celebrytą. Dorabia jako sędzia piłkarski, co nie jest dla niego łatwym kawałkiem chleba. A jaki jest naprawdę? Czym jest dla niego sędziowanie i co myśli o sukcesie "Gwizdka"?

Anna Domowicz: Przede wszystkim gratuluję sukcesów. ”Gwizdek” wygrywał na kilku polskich festiwalach, a teraz odniósł sukces na arenie międzynarodowej. Czujesz się gwiazdą?
Marcin Batko: Nigdy nie czułem się gwiazdą i nigdy nią nie będę. Jestem szczęśliwy, że Grzesiek wybrał mnie do tego filmu i film ten odniósł taki wielki sukces.

Czy rola w filmie wpłynęła na Twoje życie? Coś szczególnie się zmieniło?
Dzięki roli w "Gwizdku" byłem na paru festiwalach, poznałem ciekawych ludzi, zobaczyłem trochę wielkiego świata od kuchni.

Skąd pomysł na wystąpienie w "Gwizdku"? Długo się zastanawiałeś nad przyjęciem roli w filmie, miałeś chwile zwątpienia, czy jednak zgodziłeś się bez zawahania?
Grzesiek też jeszcze do niedawna sędziował mecze, chciał nagrać dokument, który będzie go w jakimś sensie dotyczył, będzie mówił o tym, z czym się spotkał, czego doświadczył. Trochę miałem na początku wątpliwości, czy ja się do tego filmu nadaję, bo sam pomysł uważałem za bardzo fajny. Po krótkiej namowie pomyślałem, że może być to ciekawa przygoda, jakieś nowe doświadczenie, które zdarzyć się może tylko raz w życiu.

Jak Twoja mama zareagowała na to, że też ma wystąpić w filmie Grzegorza Zaricznego?
Jak mama się dowiedziała, że też wystąpi w filmie, to powiedziała coś takiego -''... a niech przyjeżdżają, niech sobie kręcą ...” Moja mama jest bardzo otwartą i wygadaną osobą.

Film pokazuje Ciebie jako sędziego piłkarskiego najniższych klas rozgrywkowych, jednak w wielu wywiadach Grzegorz wypowiada się, że jest tam cząstka jego samego, że w jakimś sensie jest do Ciebie podobny. Zgodzisz się z tym?
Sądzę, że kręcąc film, widział samego siebie na boisku, przypominał sobie, jak to było, gdy on sam biegał kiedyś z gwizdkiem. W życiu prywatnym każdy ma swoje problemy, pragnienia, każdy ma różne swoje sprawy, z którymi wcześniej czy później musi się zmierzyć. Grzesiek jest bardzo otwartą osobą, pozytywnie nastawioną do świata, myślę, że to nas łączy.

Gdybyś miał wybierać między aktorstwem a sędziowaniem, to co byś wybrał?
To jest film dokumentalny, więc o aktorstwie nie ma mowy. Także sędzia.

Zobacz również: Dokument "Gwizdek" robi międzynarodową karierę


Wiem, że sędziujesz od 2008 roku. Jak się czujesz w roli sędziego, jak przebiegała Twoja kariera?
Sędziowania na tym poziomie nie uznaję za karierę, raczej jako przygodę z piłką. Sędziuję B- klasę - środek, jeżdżę na asystę na A-klasę oraz oczywiście gwiżdżę mecze trampkarzy i juniorów. Wcześniej miałem pracę, w której pracowałem na zmiany i też podczas weekendów. Sędziowanie w powiecie Wielickim w zupełności mi wystarcza.

Pięć lat to szmat czasu. Wiele meczów sędziowałeś i pewnie masz kilka ciekawych historii. Co zabawnego i co przykrego spotkało Cię na boisku.
Nie chcę walnąć byka, ale mam coś koło dwustu meczów. Ciekawych historii jest dużo. Jednej nie zapomnę do końca życia. Jakbym ją opowiedział, to i tak nikt by mi w nią nie uwierzył. Na boisku najbardziej mnie śmieszy, jak znajdzie się jakiś mądraliński. Każdą decyzję komentuje pod nosem, a jak jest zagranie ręką, to się pyta, czy jest pośredni, czy bezpośredni. To są tacy "eksperci".

Zdajesz sobie sprawę, że wielu sędziów po obejrzeniu "Gwizdka" ma Ci do zarzucenia kilka błędów, związanych zarówno z decyzjami podjętymi na boisku, jak również z samą postawą i prezentowaniem się?
Bardzo mi miło, że film był oglądany w skupieniu. Nie każdemu film musi się podobać. Ekipa filmowa była ze mną na boisku z 10 razy. Grzesiek wybrał sceny, które mu najbardziej odpowiadały. Oczywiście mógłby wybrać te, kiedy w każdej sytuacji podejmuję dobre decyzje i wszyscy są zadowoleni. Ale czy wtedy, ten film odniósłby taki sukces? W tym filmie nie chodziło o to. Grzesiek chciał pokazać, że po błędnej decyzji albo jeśli coś jest nie po myśli jednej z drużyn, to sędzia jest największym złem na boisku. Że po meczu przeżywa, analizuje swoje decyzje, nie pozostaje na to wszystko obojętny. Jeśli chodzi o tę wystającą koszulkę, to mikroport trochę waży i nie wygodnie się z nim biega. Przez to koszulka wychodziła ze spodenek, a
nie zasuwałem koszulki, bo mikrofon musiał być na wierzchu - gdyby była zasunięta, byłyby niepotrzebne szumy.

Zobacz mój materiał, który bierze udział w konkursie DO 2012 ROKU


W sumie można było wybrać zdecydowanie lepsze fragmenty z Twojej kariery sędziowskiej i zaprezentować Cię zupełnie inaczej. Miałeś wpływ na decyzje, co zostawić, a co wyciąć?
Jak ja bym miał wpływ na film, to teraz byśmy o tym pewno nie rozmawiali. Te błędne decyzje w moim wykonaniu nie są po to, żeby mnie ośmieszyć, tylko pokazać z jakimi problemami na boisku musi się zmierzyć sędzia w niższych ligach.

Z perspektywy czasu zmieniłbyś coś w "scenariuszu"? Chciałbyś się inaczej pokazać zarówno w sferze boiskowej jak i prywatnej?
Jak już mówiłem, nie miałem wpływu na film. Nie sądzę, że pokazał mnie ze złej strony. Mało słyszałem opinii negatywnych. Większość ludzi (w tym sędziów) odebrało film pozytywnie. Sam Hubert Siejewicz był pod wrażeniem, przesłał mi kartkę na święta oraz kilka upominków, za co jestem mu bardzo wdzięczny i mile zaskoczony.

Jak podsumujesz film? Interesuje mnie Twoja opinia o tym, czy cele/misja, które były przyjęte, zostały zrealizowane.
Myślę, że tak. Film zwrócił uwagę na sędziów, którzy na co dzień sędziują w niższych ligach, którzy poświęcają swój wolny czas, żeby zrobić coś pozytywnego. Chociaż nie jest to wcale takie proste i łatwe, jak się komuś może wydawać, nie robią tego dla pieniędzy, bo tam ich nie ma. Robią to tylko dlatego, że po prostu kochają piłkę nożną.

Myślisz, że popularność pomoże Ci w życiu prywatnym? Zwłaszcza w relacjach z kobietami, masz jakieś fanki, dziewczyna nie jest zazdrosna?
Jak mi jakoś pomoże, to ok. Na festiwale jeżdżę z Madzią, więc o fankach mogę tylko pomarzyć.

Skąd wziął się pomysł na encyklopedie? Miała to być jednorazowa inwestycja, czy wiązałeś z tym poważne plany?
Encyklopedie... to pytanie już mnie drażni. Sto i 150 za sztukę. Oryginalna z filmu z autografem. A poważnie, jeśli to takie interesujące, to 30 sprzedałem, 10 rozdałem, a resztę dałem znajomej, która jest kuratorem i ma styczność z rodzinami w potrzebie. Taka moja jednorazowa styczność z handlem. Gdyby nie film, to bym zapomniał o tym, że coś takiego miało miejsce.

Opis filmu przedstawia Cię jako człowieka, stojącego u progu dojrzałości, który szuka stabilizacji? Ciągle szukasz, czy już znalazłeś? Co dalej zamierzasz?
W pewnych kwestiach znalazłem stabilizację. Mam bardzo dobrą pracę, super dziewczynę. Ogólnie jestem bardzo zadowolony z życia. Mam zamiar w tym roku zacząć wykańczać sobie dom, wrócić z powrotem na wieś - do Staniątek, bo miasto mnie męczy oraz oczywiście chcę powalczyć o awans klasę wyżej.

Czego Ci życzyć na koniec?
Szczęścia i zdrowia w życiu, a na boisku zawsze trafnych decyzji.

Tego Ci życzę i serdeczne dziękuję za rozmowę.
Z Marcinem Batko dla portalu Sędziapiłkarski.pl rozmawiała Anna Domowicz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.