Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2439 miejsce

O szczęściu Lecha Kaczyńskiego

W pewnym sensie Lech Kaczyński miał szczęście. Wszystko wskazywało na to, że skończy na śmietniku historii, wyśmiany i zapomniany, a tymczasem spoczął – opłakiwany i wielbiony - wśród królów na Wawelu.

Trudno mi pisać o katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem w kategoriach nieszczęścia narodowego. Tydzień, który nastąpił po smutnym wydarzeniu na smoleńskim lotnisku to, moim zdaniem, raczej okres hańby mediów. Dla przykładu: Tok FM przez pięć lat kreował wizerunek Lecha Kaczyńskiego jako osoby niepotrafiącej nawet poprawnie sklecić zdania. Wystarczy przypomnieć specyficzne jingle - składające się z co bardziej niefortunnych wypowiedzi prezydenta, zapętlonych, z podkładem jakiegoś patetycznego marsza - regularnie odtwarzane między ramówkę. Te jingle są już historią; jestem pewien, że nie usłyszymy ich więcej. Otóż dziesiątego kwietnia 2010 roku okazało się, że Lech Kaczyński był człowiekiem. Ba, może nawet mężem stanu.

W poniedziałek 12 kwietnia usłyszałem wywiad z dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego, podczas którego pierwszy raz na antenie Tok FM padło tyle ciepłych słów na temat Lecha Kaczyńskiego. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie pomyliłem stacji. Wypadek pod Smoleńskiem spowodował zmianę frontu niektórych mediów o sto osiemdziesiąt stopni, przy okazji dowodząc, że media te są chorągiewką dostosowującą się do społecznych nastrojów.

Nigdy nie byłem fanem Lecha Kaczyńskiego, nie uważałem go ani za męża stanu, ani za dobrego prezydenta i reprezentanta mojego kraju na arenie międzynarodowej. Była to raczej postać, której niejednokrotnie musiałem się wstydzić (np. kiedy będąc prezydentem Warszawy zakazał Parady Równości). Muszę też szczerze przyznać, że nie odczułem żalu, kiedy w sobotni poranek dowiedziałem się o katastrofie rządowego TU-154. Pasażerowie samolotu byli dla mnie ludźmi obcymi, a ich los był mi obojętny.

Pochodzę z Górnego Śląska, mój dziadek robił na grubie (co w śląskiej gwarze znaczy, że pracował na kopalni), a pradziadek był trzykrotnym powstańcem śląskim, w 1939 r. wysłanym na roboty do Magdeburga. Może więc fakt, że pochodzę z regionu, gdzie przez lata śmierć była codzienną towarzyszką pracy wpłynął na to, że szanuję ludzi za to jak żyli, nie zaś za to w jaki sposób umarli. Lub inaczej rzecz ujmując - jeśli kogoś nie szanowałem za życia, tym bardziej nie ma powodu, żebym szanował go po śmierci.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Tak, tekst artykułu wydaje się być rzetelny, uczciwy...Co do mnie, wiem, że śp. prezydent LECH KACZYŃSKI był dżentelmenem wobec kobiet. Zapamiętałam też jego uśmiech, ładnie się uśmiechał:)) Dziś, patrząc na niektóre zdjęcia archiwalne, zauważyłam też jego niezwykłą powagę, której wtedy nie spostrzegłam, nawet jakąś ostrość w spojrzeniu, co mnie zastanowiło...:((

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wielu pamięta o poległych bohaterach, mało kto pamięta o żyjących bohaterach.
Zgadzam się z autorem w wielu kwestiach, a historia rozsądzi kto miał rację- czy zwolennicy pochowania prezydenta na Wawelu czy przeciwnicy tej decyzji. Faktem jest, że była to wielka tragedia. Dla mnie zwłaszcza tragedia rodzin, bliskich wszystkich ofiar katastrofy.
Zmarły tragicznie prezydent nie był raczej wybitnym politykiem, też nie był najgorszy na najwyższym stanowisku w państwie.
Miał swoje wady, swoje zalety, swoje życie.
Dla mnie również media wylały za dużo słodu o ofiarach katastrofy.

Tragedie z rozbitymi samolotami niestety się zdarzają, i giną w nich ludzie z pierwszych stron gazet jak i ci maluczcy. Zawsze jest to tragedia, zwłaszcza dla ich bliskich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Także przyklepałam 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wojtku - moje wielkie uznanie; tekst spokojny, z dystansem i szczery. Bez umizgów. Klepię 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też jestem zdania że o świętości decyduje historia a nie ktoś kto wyżej stoi. Jakoś nikt nie chce przytoczyć tego jak zakończyła się prezydentura Warszawy przez Lecha Kaczyńskiego. To interesowało Warszawiaków a cała reszta Polaków pokazała wtedy brak orientacji politycznej.
Co do pisania jak Kapuściński to jedni są dobrymi mówcami a inni dobrze piszą.
Tekst na czasie i potrzebny. Odważny pobudzający do dyskusji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak Asiu :)
Wojtek Domachowski aka Marek Stawro.
Ale temat poważny, więc redakcja zaproponowała, żebym wyszedł z podziemia.
Słuszna propozycja :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie - Wojtku, czy Ty wcześniej nie nazywałeś się Marek? :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękny i odważy tekst. Moje uznanie - Wojtku. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję tekstu i odwagi, bo zaraz pewnie posypią się gromy. ;) Ale zgadzam się z Tobą niemal w 100%, zwłaszcza z tezą o hańbie mediów, które egzamin spod Smoleńska oblały sromotnie, i z uświęcaniem człowieka za to, jak umarł, a nie za to, jak żył (zresztą, co bohaterskiego jest w rozbiciu się w fotelu samolotu? więc każda ofiara tragicznego wypadku jest bohaterem?). Ode mnie 5 i pełna zgoda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.