Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

59904 miejsce

O sztuce pisania listów. Nie tylko walentynkowych

Współautorzy: Barbara Podgórska

Nie ma chyba w polskiej historii takiego fenomenu kulturowego, etnologicznego i socjologicznego, jak obchody dnia zakochanych, zwanego też świętem zakochanych, najczęściej zaś dniem świętego Walentego albo świętem Walentego.

 / Fot. Skan AKPJeszcze dwie dekady lat temu mało kto w Polsce słyszał o takim patronie spraw miłosnych; świętego Walentego kojarzono wszak z całkiem innymi niż sercowe i uczuciowe przypadłościami ducha.

Teraz jest inaczej. Z roku na rok potężnieje fala walentynkowego szaleństwa, ogarniając w połowie lutego młodych i starszych rodaków, obsypujących się nawzajem kwiatami i prezentami, a przede wszystkim wysyłających miliony listów i pocztówek z wyznaniami, błaganiami, miłosnymi zaklęciami.

Zwyczaj wysyłania rymowanych liścików miłosnych w takim kształcie jak obecnie został przeszczepiony nad Wisłę z krajów anglosaskich. Nie znaczy to jednak, że w Polsce nie znano wcześniej epistolografii, dotyczącej sfery ludzkich uczuć towarzyszących momentom zakochania się, narzeczeństwa, małżeństwa. I związanej z wszelkimi innymi uczuciami, które wymienionych stanów ducha dotyczą: bólu rozłąki, pamięci, tęsknoty, nadziei na rychłe spotkanie, na wieczne szczęście we dwoje.

Najstarszy polski list miłosny, zachowany w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej, pochodzi z 1429 roku. Napisany prozą, co wobec panującej wtedy maniery nadużywania tekstów rymowanych, należało do rzadkości, nadany został w Szamotułach.

Oto jego fragment we współczesnej transkrypcji:
Panno moja namilejsza. Gdy chciałem na służbę od ciebie jachać precz, ciebie żegnając. Dziwne rzeczy, w miłości będąc, poczęły się między nama, toć jest, abyś mnie nie zapomniała, barzociem twej miłości począł prosić, a twa miłość na mą prośbę ślubiła to uczynić. A jako z tobą się rozstając, serce me jęło barzo płakać, a ja takoż ślubuję twej miłości nie zapominać, ale wszędzie cześć a lubość czynić. Wiedz, moja namilejsza panno, iże, aczkoliciem ja od ciebie daleko, a wszakoż nie była i nie będzie nad cię ina miła, jedno ty sama, panno milejsza ma. Niedawno mię rzecz była potkała, abych barzo krasną pannę miłował, ale gdym na cię wspomionął, tegom uczynić nie chciał. A o ty wszycćki rzeczy- proszę twej miłości, aby były tajemny miedzy mną a miedzy tobą (...).

List świadczący o przykrym znoszeniu przez autora chwil pożegnania i rozłąki, zawiera pewien zabieg znany doskonale i współczesnym zakochanym, mianowicie szczególny szantaż ukryty we wzmiance o napotkaniu i możności miłowania innej panny "barzo krasnej".

Jedyny ocalały, średniowieczny list napisany przez pannę pochodzi - według naukowców - z 1450 roku. Skreśliła go rymowaną mową młoda mieszczka krakowska, zapewne korzystając z gotowych wzorców epistolografii niemieckiej.

Przeczytajmy kawałek:
Ale rzecz między nami jest niemała:
przeto, iż miłość jest w sobie wielce dziwna,
przez toż, mój najmilszy, racz wiedzieć, iż miłość to w sobie ma,
iż rzadko albo nigdy w weselu bywa,
tylko zawsze w smutku i tęskności
też w niewymownej serca boleści trawa i przemieszkawa.
( .. .)
Przetoż [racz u mnie u]stawicznie trawać,
a żadnej innej miłej nie miewać.
Bo ci to [ten, kto wiele] miłych miewa,
ten częstokroć grozę i wielkie na duszy i ciele boleści miewa.
Ty kt[o niniejszy] list baczysz, jeś1i mu da, powie kto jest ja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.