Facebook Google+ Twitter

O sztuce używania dyktafonu w polskiej polityce

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-03-24 09:49

Nowoczesne techniki śledcze odgrywają coraz większą rolę w polskiej polityce. Po amatorskich nagraniach magnetofonowych, wykonanych w gabinecie redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" cała Polska obejrzała na ekranach telewizorów Renatę Beger w jej pokoju hotelowym, uwodzoną politycznie przez wysokich przedstawicieli PiS. Ale, jak twierdzą znawcy, obie afery były tylko przygrywką do tego, miało nastąpić.

Fot. AKPADo pracy wzięli się fachowcy. 13 października 2006 cała Polska dowiedziała się, że prokuratura ma taśmy z rozmową Aleksandra Gudzowatego i Adama Michnika o wpływaniu kontrwywiadu na publikacje prasowe w tej gazecie.

Przedwczoraj skandal wstrząsnął lewicą. To Józef Oleksy w rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym wyznał, w jakiej części ciała przywódcy lewicy mają Polskę. Ale to nie ostatnia taśma... Podobno ochrona Gudzowatego ma nagrane wyznania jeszcze innych polityków.

Rywingate

26 kwietnia 2004 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Lwa Rywina na 2,5 roku więzienia i 100 tysięcy złotych grzywny za pomoc w płatnej protekcji. Był to wyrok w najgłośniejszej aferze korupcyjno-politycznej w III RP, która... nie doszła do skutku.

Sprawa zaczęła się prawie dwa lata wcześniej. 15 lipca 2002 roku Lew Rywin, przedstawiając się jako wysłannik "grupy trzymającej władzę", zaoferował Agorze, wydawcy "Gazety Wyborczej", pośrednictwo w załatwieniu zapisów w nowelizowanej ustawie o radiofonii i telewizji. Tak spreparowana ustawa miała ułatwić Agorze założenie własnej telewizji. W zamian zażądał 17,5 mln dolarów. Rywin twierdził, że wszystko jest ustalone z Leszkiem Millerem, a pieniądze mają trafić do SLD.

Do transakcji nie doszło. Afera wyszła na jaw dopiero 26 grudnia 2002 roku, kiedy "Gazeta Wyborcza" opublikowała artykuł Pawła Smoleńskiego "Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika" i upubliczniła nagranie rozmowy Rywina z Michnikiem. Zwłokę gazeta tłumaczyła prowadzeniem dziennikarskiego śledztwa.

Później okazało się, że premier Leszek Miller dowiedział się o sprawie już 18 lipca 2002 roku od Adama Michnika. Prezydent Aleksander Kwaśniewski dowiedział się o wszystkim 10 dni później. Dlaczego żaden z nich nie poinformował prokuratury o przestępstwie?

Na to pytanie i szereg innych, na przykład, czy była "grupa trzymająca władzę" i kto wchodził w jej skład, miała odpowiedzieć sejmowa komisja śledcza. Ostatecznie żadnej prawdy nie poznaliśmy. Jednak ujawnione wtedy kulisy sprawowania władzy zatrzęsły władzą. Tłumaczenia Millera przed komisją, dlaczego nie zawiadomił prokuratury, nie przekonały 68 procent Polaków. Kariera Millera zbliżała się do końca.

Begergate

26 września 2006 roku telewizja TVN pokazała, jak Renata Beger z Samoobrony przyjmuje w pokoju hotelowym - kolejno - ministrów: Adama Lipińskiego i Wojciecha Mojzesowicza z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Posłanka w imieniu własnym i pięciu innych posłów Samoobrony zaoferowała przejście do PiS w zamian za stanowisko wiceministra w ministerstwie rolnictwa. Minister Lipiński zapewniał Beger, że do podjęcia decyzji wystarczy jedna rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim. Sugerował też, że z pieniędzy Sejmu można stworzyć fundusz. Fundusz taki rozwiąże sprawę weksli, których spłaty zażąda Lepper od posłów Samoobrony, opuszczających partię.

Rozmowy okazały się prowokacją Samoobrony, zrealizowaną za pomocą telewizji. Miały uwiarygodnić tezę Samoobrony, że PiS podkupuje jej posłów, aby zapewnić sobie większość w Sejmie. Opozycja parlamentarna uznała wydarzenia za polityczną korupcję.

Trzy dni po emisji taśm premier Kaczyński przeprosił w TVP tych, którzy są "zniesmaczeni po publikacji taśm". Jeszcze 1 sierpnia na wiecu w Stoczni Gdańskiej jeden z działaczy PiS wołał: "Zaufaliśmy PiS i żadna pani z kurwikami tego nie zmieni".

Jednak mimo kategorycznych zapewnień, że nie będzie żadnych rozmów z ludźmi o wątpliwej moralności, 16 października Andrzej Lepper osiągnął swoje - wrócił na stanowisko wicepremiera. Jedyną stratą Samoobrony była nagana udzielona Renacie Beger przez Sejmową Komisję Etyki Poselskiej. No, ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.

44 proc. ankietowanych przez TNS OBOP oceniło działanie posłanki Renaty Beger jako nieuczciwe. Niemal tyle samo (42 proc.) uznało, że postąpiła uczciwie. 48 proc. badanych uznało, że Beger przysłużyła się demokracji; 38 proc., że jej zaszkodziła.

Gudzowaty-Michnikgate

O nagraniu rozmowy redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Adama Michnika z Aleksandrem Gudzowatym, właścicielem Bartimpeksu, stało się głośno 13 października 2006 roku.

Według "Życia Warszawy" Gudzowaty twierdził, że na niego i jego syna od połowy lat 50. szykowane były zamachy. Także jego spółka Bartimpex jest ofiarą prowokacji, inspirowanej przez służby specjalne. Jego zdaniem w tym procederze miała uczestniczyć "Gazeta Wyborcza", publikując kontrolowane przez służby specjalne przecieki.

Kilka dni później, 19 października 2006 roku, TVP wyemitowała fragmenty nagrań rozmowy Michnika z Gudzowatym dokonane bez wiedzy Michnika. Rozmowy dotyczyły artykułów "Gazety Wyborczej" na temat Bartimpeksu i jego interesów na rynku gazowniczym. Gudzowaty był przekonany, że gazeta została użyta przez służby specjalne do szkodzenia Bartimpeksowi.

Trzeba przyznać, że akurat te taśmy nie wywołały szerokiego echa. Trudno się temu dziwić. Opinia publiczna wciąż jeszcze była zainteresowana aferą Begergate. Kilku dziennikarzy, uznanych za autorytety, twierdziło, że korzystanie z przecieków nie jest grzechem, pod warunkiem że są sprawdzone.

Warto jednak zwrócić uwagę, że chyba po raz pierwszy w kontekście tajnych nagrań wypłynęło wtedy nazwisko Marcina Kosska, szefa ochrony Gudzowatego. To z jego polecenia nagrywano rozmowy Michnika z Gudzowatym.

Kim jest Marcin Kossek? To ceniony antyterrorysta, były pracownik służb specjalnych. 26 maja 2005 roku Rosjanie odznaczyli go medalem "Za Walkę z Terroryzmem". Tacy ludzie tworzą ochronę Gudzowatego.

16 października, kiedy szum wywołany pogłoskami o taśmach Gudzowatego narastał, Marcin Kossek czekał w telewizji TVN24 na występ w programie Bogdana Rymanowskiego. Przyznał wtedy, że nie przekazał prokuraturze wszystkich taśm. Dziennikarze zastanawiali się kogo jeszcze nagrali ochroniarze Gudzowatego?

Gudzowaty-Oleksygate

Na rozwiązanie tej zagadki trzeba było poczekać kilka miesięcy.

21 marca na stronach internetowych "Wprost" ukazała się rewelacyjna wiadomość. 14 września 2006 r. Józef Oleksy, były premier, prominentny działacz SLD, jadł obiad z Aleksandrem Gudzowatym, zwierzając mu się ze swych wątpliwości co do moralnych postaw partyjnych towarzyszy.

Aleksander Kwaśniewski nigdy nie udowodni legalnego pochodzenia swojego majątku. Syn Leszka Millera szuka rezydencji wartej milion dolarów. Wojciech Olejniczak, lider SLD, nie zna żadnego obcego języka. Takie tezy stawiał Oleksy.

To była bomba lub - jak powiedział lewicowy publicysta Janusz Rolicki - granat, który wybuchł w szambie. Bohaterowie dywagacji Oleksego oburzyli się, zaprotestowali i potępili swego "politycznego przyjaciela". Były prezydent obiecał, że udusi Oleksego, a następnie wyliczył się publicznie z posiadanego majątku.

– Wiarygodność tego, co Oleksy opowiadał Gudzowatemu, jest bardzo nikła – powiedział wczoraj w RMF FM Jerzy Urban.

Jednak dzień wcześniej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział śledztwo, jeśli prokuratura otrzyma nagrania ujawnione przez media.

Ciekawe, co z tego wyjdzie. Ciekawe, kto będzie następnym bohaterem taśm Gudzowatego. Czy Zbigniew Siemiątkowki, były SLD-owski nadzorca służb specjalnych, jak twierdzą niektórzy dziennikarze? Ale przecież warto pamiętać, że w polskiej polityce nie tylko ochroniarze Gudzowatego używają magnetofonu.

O co chodzi

Polityczne cele ujawniania taśm są oczywiste. Idzie o to, żeby pokazać, jakim łajdakiem jest przeciwnik. Tylko dzięki temu, że wynurzenia Oleksego stały się publiczną tajemnicą, szef klubu parlamentarnego PiS Marek Kuchciński mógł wczoraj odegrać się za aferę Beger i powiedzieć o politykach SLD: – Oni mówią, że mają Polskę w d... i to jest cały nasz komentarz w tej sprawie.

Czy Aleksander Gudzowaty wyciąga z ogniska gorące kasztany rękami Oleksego? Co chce załatwić z obozem rządzącym?

Politolog Kazimierz Kik sprawę Oleksego wiąże z osobą Marcina Kosska, a Kossek to służby specjalne. Janusz Rolicki skłonny jest uważać, że to któryś z ochroniarzy sprzedał nagranie i przy okazji Oleksego.

Nikt nie chce mówić, ile mógł zyskać Gudzowaty na sprowadzeniu kłopotów na lewicę. Zresztą nie wiadomo, czy o kłopoty lewicy chodziło, czy tylko o wyrzucenie za burtę niektórych towarzyszy. Wczoraj Aleksander Kwaśniewski zadeklarował, że wraca do polityki. - Wszystkie ręce na pokład - ogłosił alarm sztormowy dla lewicowej łajby. Oczywiście, chodziło o wszystkie ręce prezydenta i jego ludzi.

Jerzy Witaszczyk - Dziennik Łódzki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

nagrywają wszyscy wszystkich. Tzw techniczne wsparcie wywiadu gospodarczego funkcjonuje cały czas i ma się dobrze. Teraz już nie zapisuje się na kasetach. Sąurządzenia malutkie zapisujące przez np 72 h. Poza tym mikrokamery, mikrofony kierunkowe i takie tam różności. Ale i tak do obsługi tego potrzebny jest człowiek, który wie co z tym zrobić. Miałem do czynienia z niejednym ,który miał dobry sprzęt, ale nie miał pojęcia o jego możliwościach i zastosowaniu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Różnica między tymi wszystkimi aferami a aferą Oleksego jest po pierwsze - rozmiar i zasieg, a drugie taka, że teraz dowiedzieliśmy się "od wewnątrz" o tym "czymś" co nami rządziło przez ostatnie lata. Z "Preziem" z roli głównej. Kto inteligentniejszy i tak wiedział. Oleksy do szczęścia mu nie był potrzebny...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.