Facebook Google+ Twitter

O tym jak „nici wyszły” z molestowania

Obudziła mnie dziś rano natrętnie kołacząca się w głowie myśl: pomolestować kogoś i to koniecznie. Pomolestować! Molestować i jeszcze raz molestować.

Nie jestem człowiekiem żyjącym zgodnie z kanonami jakiejkolwiek mody. Od czasu do czasu pozwalam sobie jednak ulegać jej przejawom. A że molestowanie ostatnio w modzie, postanowiłem stać się modny. Choć przez chwilę.

Jak to zrobić? – pomyślałem, doświadczeń bowiem w tym względzie nie miałem żadnych. Molestować samemu, czy też stać się obiektem molestowania? Dobre pytanie! Obiektem ewentualnego molestowania raczej się nie stanę. Powód? – brak chętnych. Bo i wiek niezbyt odpowiedni, a i urodę mam z gatunku nienachalnych. Pozostaje mi więc stać się stroną czynną molestowania. Ba, ale kogo by tu pomolestować?

No właśnie! Pracownic żadnych nie posiadam. Podwładnych również. Sąsiadki w rachubę nie wchodzą z racji wieku i złośliwego charakteru – mogłyby psami poszczuć. Żona? Ech, odpada. Wyśmieje i na dodatek będzie miała rację.

Co tu robić? Co tu robić? Chęci są, obiektu nie ma. I nagle – olśnienie! Niczym w wierszu Puszkina: pamiętam nagłe przebudzenie/ to nie był sen, to byłaś ty/ jak niespodzianka i olśnienie... Hurra, olśnienie spłynęło na mnie niespodziewanie. Pomolestuję wirtualnie i na dodatek grupowo.

Już miałem zacząć molestować Was Drogie Czytelniczki, gdy przypomniałem sobie, że człowiek ze mnie dokładny i staranny w działaniach. Jak już coś robić to z pełną świadomością rzeczy – brzmi rodowa dewiza Zaranków.

O molestowaniu nie wiedziałem zgoła nic, a molestując powinienem. Posła Łyżwińskiego nie zapytam, bo nie znam osoby (za co dzięki serdeczne Opatrzności). Pozostała tylko lektura. Zatem do teorii.


Molestowanie – ki diabeł?


Molestowanie seksualne - zachowanie o charakterze seksualnym, naruszające godność osobistą, nieakceptowane przez społeczeństwo jako sprzeczne z normami społecznymi.

Molestowanie (łac. molestare , fr. molester drażnić, naprzykrzać się) - zachowanie naruszające godność osobistą poprzez natrętne i uporczywe naprzykrzanie się, najczęściej bliskie napastowaniu i nieakceptowane przez społeczeństwo. Zachowanie sprzeczne z normami społecznymi; może prowadzić do czynów na granicy szantażu i wymuszenia wobec osoby molestowanej.

Hm... groźnie brzmi, ale jakby obco – prawniczo. Prawnicy to grupa zawodowa, która złośliwie tworzy normy prawne i zapisuje je językiem, którego normalny człowiek za nic nie jest w stanie zrozumieć. Zapewnia to prawnikom stałe, dobre dochody – czyni ich bowiem niezbędnymi dla maluczkich, a niezbyt rozgarniętych ludzi.

Nawet tak szczątkowa wiedza sprawiła, że przeszła mi ochota na molestowanie. Lubię – co prawda – zajmować się najprzeróżniejszymi sprawami; muszą one mieć jednak odrobinę sensu. W molestowaniu i społecznym odbiorze tego zjawiska sensu doszukać się nie mogę.

W myśl teorii: za molestowanie uznać można każdy gest, akt, czyn, słowo, a nawet spojrzenie skierowane wobec drugiej osoby. Warunkiem jest, żeby ta osoba uznała moje działanie za niepożądane. Jak się dowiedzieć czy moje „niewczesne” amory są pożądane czy nie? Jedynie empiria dać może odpowiedź na takie pytanie. I radzę takie doświadczenia przeprowadzać jak najczęściej (kwiaty, uśmiechy, „awanse”), w przeciwnym wypadku przyszłość gatunku ludzkiego widzę ciemno.

Jak udowodnić molestowanie?


Nijak. Mamy do czynienia ze zjawiskiem dziejącym się intymnie i w tajemnicy. A skoro tak, to stajemy przed przypadkiem: słowo przeciwko słowu. Jeżeli zechcę oskarżyć moją ewentualną szefową, to mogę to zrobić. Wystarczy zwykła złośliwość lub chęć zarobienia „kilku groszy”. I co się stanie? Ano nic! Ani ja dowieść molestowania nie będę mógł, ani osoba oskarżona nie będzie mogła dowieść bezpodstawności oskarżeń. Idiotyzm prawny i obyczajowy? Jak najbardziej!

Puszka Pandory otwarta, a z butelki wypełzł dżin (znacznie bardziej wolę dżin z tonikiem i cytrynką).

Nie mam wątpliwości, że akty molestowania mają miejsce. Miały miejsce 100, 200 i tysiąc lat temu. Nasi przodkowie mieli jednak więcej od nas rozumu (nie mieli też feministek) i nie starali się skodyfikować ulotnego w rozpoznaniu zjawiska.

Nam tego rozumu zaczyna brakować. Wypuściliśmy bestię z klatki, a ta buszuje w tłumie z gołą (czy używając tego słowa, nie molestuję aby?) szablą, skazując ludzi na społeczny ostracyzm.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Proszę się nie obrazić, ale tekst jest nieco żenujący. Oczywiście, to Moje 3 Grosze, ale powinieneś jednak poważniej potraktować możliwość zaistnienia zjawiska molestowania w pracy w relacjach szef/owa-podwładny/a i udowodnienia tego. Dowód jest możliwy - nagranie propozycji, zdjęcie, świadkowie. Dwa chyba lata temu był artykuł o pewnej większej firmie chyba w białostackim, w ktorej zatrudnione były w większości panie. Tam była jakaś hala, a nad nią gabinet dyrektora. Stamtąd mógł upatrzyć "ofiarę". I w końcu mu chyba to udowodnili. Oczywiście są absurdy typu całus w rękę jako molestowanie w USA. A z drugiej strony problem z głowy: nie trzeba cmokać koleżanek w pracy, zastanawiając się, czy im się to podoba czy nie. *powiedziałem (w najlepszej intencji) niedawno pani, z którą pracowałem: pięknie dziś Pani wygląda. Usłyszałem - nie życzę sobie takich uwag, to molestowanie* - ale chyba nikomu z Redakcji??? Każdy facet powinien wiedzieć, jak odróżnić zachęcający uśmiech od uśmiechu pod tytułem: "uważaj, bo potrafię ci wydrapać oczy". W tym drugim przypadku kwaitki dajesz już tylko na własne ryzyko:)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzeju, tak, widzę zagrożenie pomówieniami. Co nie oznacza, że z tego powodu "całe to molestowanie" to wymysł prawniczy. Bardzo się cieszę, że podałeś swój przykład - otóż jeśli powiem koledze z pracy "nie życzę sobie takich uwag" to nie powinnam ich więcej słyszeć, prawda? w wypadku molestowania jednak ofiara sobie nie życzy, a słyszy. Poza tym raczej nie są to tego rodzaju sformułowania. Plus w grę czasem wchodzą o wiele bardziej śmiałe "amory" że się przyczepię do Twojego słowa - na przykład klepanie po tyłku. Zgodzisz się że domniemanie zgody w wypadku klepania po tyłku w pracy jest słabym argumentem?
Czy widzę możliwość przedstawienia dowodu? Widzisz Andrzeju, w niektórych sprawach dowód może być trudny do uzyskania, co wcale nie oznacza, że czyn nie miał miejsca. Co powiesz o gwałcie małżeńskim lub o gwałcie z nożem na szyi? O mobbingu szkolnym? O molestowaniu seksualnym małego dziecka? o przemocy psychicznej w rodzinie? o kradzieży portfela na ulicy? Czasami mamy słowo przeciwko słowu. Moim zdaniem słaby to powód, aby rezygnować z penalizacji czynu.
Coś jeszcze chciałabym Ci powiedzieć - ja rozumiem, że dmuchasz na zimne, jednak w tym wypadku chyba nie mamy się czego obawiać. Molestowane kobiety zamiast walczyć o swoje prawa w przerażającej większości po prostu zwalniają się w pracy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wsród intencji autora, jedną z ostatnich wydaje mi się być chęć traktowania faktu molestowania seksualnego jako wątek kabaretowy we współczesnym świecie ;-) Idzie po prostu o wytknięcie, a może ładniej - zauważenie - pewnej lawiny pomyłek, która juz od jakiegos czasu toczy się przez Polskę.
Otóż: nie wszystko i nie zawsze można traktować jako argumenty w rozgrywkach personalnych, zwłaszcza, gdy na tym może ucierpieć ktoś z zewnątrz.
Nie bawmy się tu w definicje czym jest molestowanie seksualne, bo nikt tu nie oczekiwał tekstu naukowego.
Może trzeba kolejny raz przypatrzeć pewnemu zjawisku: jak licho i ubogo musi sie czuć człowiek, który w publicznych debatach porywa się się na "argumenty seksualne", czyli wchodzi w sferę, co do której każdy gdzies tam w sercu chce mimo wszystko zamknąć w okowach intymności, prywatności. Jednocześnie, sprawa dobrze pomyślana - kolejny raz udało się udowodnic części społeczeństwa, jak bardzo są głodni wrażeń, igrzysk...tylko że na bardzo niskim poziomie. Tto o czymś świadczy,a palący niedostatej mocnych wrażeń to tylko czubek góry lodowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A widzisz zagrożenie pomówieniami? Bo ja widzę. A widzisz możliwość przeprowadzenia dowodu na molestowanie? Bo ja mam poważne wątpliwości, czy taki dowód jest możliwy - słowo przeciwko słowu. Co zaś do aktów molestowania: powiedziałem (w najlepszej intencji) niedawno pani, z którą pracowałem: pięknie dziś Pani wygląda. Usłyszałem - nie życzę sobie takich uwag, to molestowanie. Hmm

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzeju, z raportu sekretarza generalnego ONZ wynika, że co druga kobieta zetknęła się z molestowaniem w miejscu pracy. Co do definicji, zaczynam się obawiać, że możesz się zacząć zastanawiać co to znaczy "dyskryminacja ze względu na kolor skóry" lub "doprowadzanie do innych czynności płciowych" bo to też takie prawnicze banialuki.
Chciałam zauważyć, że praca nie jest w żadnym wypadku miejscem, w którym powinna istnieć przestrzeń dla zachowań, które nazywasz "amorami". O molestowaniu mówimy, kiedy jedna ze stron nie życzy sobie takich czynności czy uwag. Być może gdybyś był kobietą, nie miałbyś trudności ze zrozumieniem tych słów i definicji oraz norm, nie wiem. Być może tez zakładasz, że intencje molestujący ma dobre, wszak to czyste zakochanie, amory, jak piszesz.
W tym punkcie mam odmienne zdanie, amory amorami; można zaprosić osobę z biura na kawę czy do teatru. Nieco czym innym jest komentowanie biustu, aluzje seksualne, zaglądanie w dekolt, obmacywanie czy wręcz propozycje podwyżki czy awansu lub utrzymania stanowiska w zamian za uległość.
Nie widzę w tym temacie niczego zabawnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:):) no cóż. Styl bycia,styl życia.(dla ciekawych tytułem wstępu do znajomości przedmiotu "Chłopi" Reymonta) Dawniej służył do zaspokojenia męskich potrzeb nieco wiekszych od możliwości małżeńskich. Równiez jako dyskretne lekarstwo na bezplodność męża. Obecnie służy do zbijania kapitału politycznego, histerycznych krzyków o zamach stanu, zniesławiania i uzyskania sławy. W każdym razie napewno do wypełniania stron gazet i minut audycji. Zjawisko kosztowne dla podatników.
O wiele łatwiej mieli Afroamerykanie w okresie walki o swe prawa obywatelskie. Wystarczyło na takiego spojrzeć na uliczy, albo nie dać mu awansu w pracy. To się nazywało dyskryminacją rasową. W takim sporze "białas" musiał przgrać. I to było równouprawnienie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.