Pozycja materiału w rankingach:
Już pojedyncze dźwięki utworów Joe Satrianiego, które "miałem szczęście" usłyszeć po raz pierwszy kilka lat temu, całkowicie odmieniły mój muzyczny gust i nastawienie do gitarowego brzmienia. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez jego muzyki.
Nie mam zamiaru przedstawiać w tym artykule biografii, dyskografii czy dokonań Joe Satrianiego. Nie będę także pisał o jego uczniach, czy też o sprzęcie, na jakim gra. Tego typu szczegółowe informacje o artyście można z łatwością znaleźć, chociażby na oficjalnej stronie muzyka, czy też na stronie polskiego fanklubu wirtuoza gitary.
Podobnie jak większość gitarzystów, którzy dorastali i kształtowali swoje muzyczne horyzonty pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, Joe Satriani był zafascynowany postacią legendarnego gitarzysty Jimmy'ego Hendrixa. Po jego tragicznej śmierci, która miała miejsce 18 września 1970 roku, 14-letni wówczas "Satch" (taki oficjalny pseudonim nosi artysta) przeżył szok. Traumatyczne wydarzenie, jakim była dla niego śmierć idola, spowodowało, że podjął decyzję o rozpoczęciu kariery muzycznej. Od tego czasu zaczął ćwiczyć z pasją po kilkanaście godzin na dobę...
To, czym Satch wyróżnia się spośród innych gitarzystów rockowych jego pokolenia, to niesamowite wręcz wyczucie instrumentu i własny, bardzo specyficzny, nieschematyczny styl gry, którym artysta kapitalnie wyraża swoje emocje i nastroje.
Najczęściej utwory Satrianiego maja budowę typu "ABA" lub "ABACA". Oznacza to, że przez większość kompozycji artysty przewija się klasyczny refren, który występuje na zmianę ze zwrotkami, często różniącymi się pomiędzy sobą charakterem. Mają różne tempo, czasem są zbudowane na zasadzie kontrastu. W utworach Satcha występują ponadto partie solowe, które, co najbardziej charakterystyczne w jego muzyce, prawie zawsze utrzymane są w innej tonacji niż cały utwór. Pojawiają się i niespodziewanie zaskakują słuchacza, po to, by za chwilę płynnie powrócić do tonacji utworu i przejść w zwrotkę lub refren. Właśnie dlatego kompozycje gitarzysty są tak bardzo melodyjne i przyjemne dla ucha, a jednocześnie nie wprowadzają monotonii i nie nużą słuchacza swoją powtarzalnością i przewidywalnością.
Mam nadzieję, że nie zanudziłem Was, drodzy czytelnicy tym długim tekstem. Jeśli udało mi się zachęcić kogoś do posłuchania muzyki Joe Satrianiego, to polecałbym na początek spróbować dwupłytowy album koncertowy "Live In San Francisco". Znajduje się na nim 25 wersji koncertowych przeróżnych utworów z wielu płyt artysty. Myślę, że każdy znajdzie tam dla siebie coś miłego dla ucha i kto wie... może tak jak ja zostanie trwale zafascynowany muzyką "czarodzieja gitary", jakim jest z pewnością Joe Satriani.Zobacz także:
Artykuły
(13)
Galerie
(7)
Średnia ocen
(4.50)
Wiek: 25 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Student IV roku socjologii. Ukończyłem szkołę muzyczną pierwszego stopnia w klasie fortepianu i gitary. Aktor w teatrze życia codziennego...
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Tomasz Jośko 30.11.2007 16:10
Amber - ścisk był faktycznie. Ale żeby ten koncert się nudził? :-) Niesłychane ;>
Gostek - masz rację. Porównywanie gitarzysty flamenco, jazzowego i typowo "elektrycznego" jest po prostu niemożliwe. Nie mówiąc o Richardzie Bonie, który - jak słusznie zauważyłeś - gra na basie.
A z wymienionych przez Ciebie, dla mnie zdecydowanie najlepszym jest Petrucci. Moim zdaniem, w szeroko pojętej metalowej stylistyce nie ma on sobie równych.
Wojciech Pilich 25.11.2007 12:14
Droga Natalio, przecież Richard Bona, to gitarzystka basowy, z kolei słynny Paco De Lucia, to gitarzysta klasyczny. A Satriani gra na gitarze elektrycznej. Trudno porównywać ze sobą wirtuozów trzech różnych instrumentów, bo to są przecież niewspółmierne skale wartości.
Oczywiście można by polemizować, czy nie są lepsi technicznie od Satrianiego tacy gitarzyści jak chociażby John Petrucci, Steve Vai, czy Marty Friedman. Być może niektóre techniki gry mają lepiej opanowane, ale zapewne wszyscy trzej panowi są na mniej więcej równym poziomie techicznym. Za to każdy z nich ma swój niepowtarzalny styl. A styl Satrianiego odpowida mi zdecydowanie najbardziej.
Pozdrawiam:)
Natalia Pasierbek 25.11.2007 00:58
Drogi Wojtku, z radością polecę Ci gitarzystów, którzy na miano wirtuozów (wg. mojej opinii) zasługują bardziej niż Satriani, np. Paco de Lucia, Richard Bona i Pat Metheny chociażby..., ale o gustach się nie dyskutuje - szanuję Twoje zdanie :)
Tomku - byłam na tym koncercie, znudził mnie okrutnie, poza tym ścisk był nie do zniesienia ;)
Pozdrawiam, pozdrawiam :)
Tomasz Jośko 24.11.2007 21:26
Cenię Satcha jako muzyka. Jako kompozytora niekoniecznie ;-)
G3 - ok, nawet ostatni longplay Satrianiego był całkiem przyjemny, ale jednak nie trafia on do mnie w 100 %. Tym niemniej szanuję i podziwiam.
W zeszłym roku Joe zagrał na wrocławskim Rynku w ramach festiwalu Wrocław Non Stop. Pomijając wszystko, co napisałem powyżej - było kapitalnie. "Crowd chant' na żywo, coś wspaniałego :-)
Arkadiusz Padyk 24.11.2007 15:17
2 razy w artykule pojawia sie blad:
"kilkanaście godzin na na dobę"
Paweł Białk 24.11.2007 13:43
(+) za podejście do tematu. Zaciekawiła mnie twoja opinia jako gitarzysty.
Wojciech Pilich 24.11.2007 12:52
Dzięki za opinię:)
Natalio, oczywiście masz prawo do swojego zdania na ten temat i szanuję to. Ja się jednak z Tobą nie zgodzę. Dla mnie Satriani to nie tylko jakiś tam kolejny gitarzysta, ale inspiracja muzyczna. Takie jest moje osobiste zdanie. W ogóle, pisząc ten tekst, nie chciałem przedstawić tego muzyka w obiektywnym świetle, bo tak się nie da. A czy jest wirtuozem, czy nie...tę ocenę pozostawiam słuchaczom.
Marcin Kowol 24.11.2007 12:47
Ciekawy temat, nieszablonowe podejście (z punktu widzenia gitarzysty), w ogóle, dość profesjonalnie napisany artykuł. Za to wszystko i za to, że lubię Satrianiego (szczególnie w G3): plus.
Natalia Pasierbek 24.11.2007 12:40
Moje skromne osobiste zdanie - jedyne, co w tym człowieku mi jakoś "imponuje" (choć to nie jest właściwe słowo), to jego technika.
Nie lubię go, jego efekciarstwa i przede wszystkim nie zgadzam się z tym, że jego styl gry jest "niesystematyczny"; zdecydowanie nie nazwałabym Satrianiego wirtuozem :)
Mimo wszystko warto co nieco o nim wiedzieć.
Pozdrawiam! :)