Facebook Google+ Twitter

O tym, który "śpiewa gitarą"

Już pojedyncze dźwięki utworów Joe Satrianiego, które "miałem szczęście" usłyszeć po raz pierwszy kilka lat temu, całkowicie odmieniły mój muzyczny gust i nastawienie do gitarowego brzmienia. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez jego muzyki.

Fragment okładki płyty artysty. / Fot. Wojciech PilichNie mam zamiaru przedstawiać w tym artykule biografii, dyskografii czy dokonań Joe Satrianiego. Nie będę także pisał o jego uczniach, czy też o sprzęcie, na jakim gra. Tego typu szczegółowe informacje o artyście można z łatwością znaleźć, chociażby na oficjalnej stronie muzyka, czy też na stronie polskiego fanklubu wirtuoza gitary.

Mam zamiar napisać o muzyce Joe Satrianiego z własnego punktu widzenia; z punktu widzenia gitarzysty z sześcioletnim stażem, który podąża za stylem gry swojego mistrza i który chce czerpać z jego twórczości inspirację dla własnej.

Krótko o początku muzycznej przygody Satcha

Fragment okładki płyty artysty. / Fot. Wojciech PilichPodobnie jak większość gitarzystów, którzy dorastali i kształtowali swoje muzyczne horyzonty pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, Joe Satriani był zafascynowany postacią legendarnego gitarzysty Jimmy'ego Hendrixa. Po jego tragicznej śmierci, która miała miejsce 18 września 1970 roku, 14-letni wówczas "Satch" (taki oficjalny pseudonim nosi artysta) przeżył szok. Traumatyczne wydarzenie, jakim była dla niego śmierć idola, spowodowało, że podjął decyzję o rozpoczęciu kariery muzycznej. Od tego czasu zaczął ćwiczyć z pasją po kilkanaście godzin na dobę...

Skład zespołu

Zespół, jaki stworzył Joe Satriani, a właściwie ludzie, którzy z nim grali i grają do dziś, to grupa muzyków, wśród których brakuje klasycznego klawiszowca oraz wokalisty. I właśnie ten brak wokalu wydaje się być tym, co najbardziej zaskakuje słuchacza, nastawionego raczej na standardowy pięcioosobowy skład grupy rockowej, czyli: gitara, bas, klawisze, perkusja i wokal. Przecież w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych to wokaliści stanowili zazwyczaj rozpoznawalne ikony zespołów i byli ich liderami (wymieńmy takie zespoły, jak np: Queen, The Rolling Stones, czy Scorpions). Joe Satriani zdecydował się jednak na karierę gitarzysty solowego. Pewnie dlatego, że nie odpowiadała mu rola muzyka grającego głównie rytmiczne hardrockowe riffy, które stanowiły podkład pod wokalne popisy śpiewającego.

Mimo kilku (całkiem nieudanych zresztą) prób śpiewu, Joe Satriani, to typowy gitarzysta prowadzący - instrumentalista. Połączenie śpiewu i gry na gitarze w jego przypadku wypadło znacznie gorzej niż udaje się to np. Markowi Knopflerowi z zespołu Dire Straits.

Czym jest to "coś", co on ma, a czego nie mają inni?

Fragment okładki płyty artysty. / Fot. Wojciech PilichTo, czym Satch wyróżnia się spośród innych gitarzystów rockowych jego pokolenia, to niesamowite wręcz wyczucie instrumentu i własny, bardzo specyficzny, nieschematyczny styl gry, którym artysta kapitalnie wyraża swoje emocje i nastroje.

Muzyk ze względu na bajeczne możliwości techniczne (które wypracował ćwicząc kilkanaście godzin na dobę) należy do ścisłej, światowej czołówki wirtuozów gitary elektrycznej. I pewnie pozostałby klasycznym "wymiataczem", którego nieustanne popisy solowe przyprawiają z czasem słuchaczy o mdłości, gdyby nie konsekwentna nieszablonowość kompozycji i emocje, które są obecne w jego utworach. Dzięki zainteresowaniu jazzem, muzyką arabską oraz klasyczną, Satriani znacznie poszerzył horyzonty swojej twórczości. Studiując wnikliwie teorię muzyki, poznał liczne, często nietypowe skale muzyczne, które często wykorzystuje w swoich kompozycjach, nadając im bardzo zróżnicowany charakter. Satch nie zamknął się w świecie klasycznego rocka z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w którym dominowały skale pentatoniczne bluesowe, bardzo zawężające możliwości komponowania i schematyzujące tworzoną wówczas muzykę.

Joe Satriani po prostu śpiewa gitarą i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Słuchając jego utworów można łatwo odnieść wrażenie, że główne melodie kompozycji równie dobrze mógłby zaśpiewać wokalista. Tylko, że wtedy straciłyby one swój niepowtarzalny charakter i magię, nie byłyby już takie same, nawet gdyby zaśpiewał je sam Luciano Pavarotti.

Czym się wyróżniają jego kompozycje?

Fragment okładki płyty artysty. / Fot. Wojciech PilichNajczęściej utwory Satrianiego maja budowę typu "ABA" lub "ABACA". Oznacza to, że przez większość kompozycji artysty przewija się klasyczny refren, który występuje na zmianę ze zwrotkami, często różniącymi się pomiędzy sobą charakterem. Mają różne tempo, czasem są zbudowane na zasadzie kontrastu. W utworach Satcha występują ponadto partie solowe, które, co najbardziej charakterystyczne w jego muzyce, prawie zawsze utrzymane są w innej tonacji niż cały utwór. Pojawiają się i niespodziewanie zaskakują słuchacza, po to, by za chwilę płynnie powrócić do tonacji utworu i przejść w zwrotkę lub refren. Właśnie dlatego kompozycje gitarzysty są tak bardzo melodyjne i przyjemne dla ucha, a jednocześnie nie wprowadzają monotonii i nie nużą słuchacza swoją powtarzalnością i przewidywalnością.

Jak się gra Satrianiego?

Próbując grać jego utwory, dochodzę do wniosku, że Satrianiego gra się dość łatwo. Melodie, jak wspomniałem, nie są raczej skomplikowane, dlatego sądzę, że już komuś grającemu rok na gitarze elektrycznej, ich gra nie powinna sprawić większego problemu. Nie wspominam tu oczywiście o solówkach, które w większości bez wielu regularnych ćwiczeń technicznych są poza zasięgiem gitarzysty-amatora. Osobiście mam z ich znaczną większością problem. Sporo w nich improwizacji i nietypowych skal, których wyćwiczenie jest bardzo czasochłonne i zapewne nudne. Mimo to, satysfakcja z zagrania choć fragmentu utworu mistrza jest ogromna i pozwala jeszcze lepiej poczuć jego muzykę, niż jedynie podczas jej słuchania. Jako ciekawostkę dodam, że podobnie łatwo jak utwory Satrianiego, ale moim zdaniem jeszcze łatwiej, gra się utwory Carlosa Santany, które są na pewno bardziej popularne, gdyż często można je usłyszeć w radiu.

Podsumowanie

Okładka płyty koncertowej "Live In San Francisco" / Fot. Wojciech PilichMam nadzieję, że nie zanudziłem Was, drodzy czytelnicy tym długim tekstem. Jeśli udało mi się zachęcić kogoś do posłuchania muzyki Joe Satrianiego, to polecałbym na początek spróbować dwupłytowy album koncertowy "Live In San Francisco". Znajduje się na nim 25 wersji koncertowych przeróżnych utworów z wielu płyt artysty. Myślę, że każdy znajdzie tam dla siebie coś miłego dla ucha i kto wie... może tak jak ja zostanie trwale zafascynowany muzyką "czarodzieja gitary", jakim jest z pewnością Joe Satriani.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Amber - ścisk był faktycznie. Ale żeby ten koncert się nudził? :-) Niesłychane ;>

Gostek - masz rację. Porównywanie gitarzysty flamenco, jazzowego i typowo "elektrycznego" jest po prostu niemożliwe. Nie mówiąc o Richardzie Bonie, który - jak słusznie zauważyłeś - gra na basie.

A z wymienionych przez Ciebie, dla mnie zdecydowanie najlepszym jest Petrucci. Moim zdaniem, w szeroko pojętej metalowej stylistyce nie ma on sobie równych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Droga Natalio, przecież Richard Bona, to gitarzystka basowy, z kolei słynny Paco De Lucia, to gitarzysta klasyczny. A Satriani gra na gitarze elektrycznej. Trudno porównywać ze sobą wirtuozów trzech różnych instrumentów, bo to są przecież niewspółmierne skale wartości.
Oczywiście można by polemizować, czy nie są lepsi technicznie od Satrianiego tacy gitarzyści jak chociażby John Petrucci, Steve Vai, czy Marty Friedman. Być może niektóre techniki gry mają lepiej opanowane, ale zapewne wszyscy trzej panowi są na mniej więcej równym poziomie techicznym. Za to każdy z nich ma swój niepowtarzalny styl. A styl Satrianiego odpowida mi zdecydowanie najbardziej.
Pozdrawiam:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi Wojtku, z radością polecę Ci gitarzystów, którzy na miano wirtuozów (wg. mojej opinii) zasługują bardziej niż Satriani, np. Paco de Lucia, Richard Bona i Pat Metheny chociażby..., ale o gustach się nie dyskutuje - szanuję Twoje zdanie :)
Tomku - byłam na tym koncercie, znudził mnie okrutnie, poza tym ścisk był nie do zniesienia ;)
Pozdrawiam, pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cenię Satcha jako muzyka. Jako kompozytora niekoniecznie ;-)

G3 - ok, nawet ostatni longplay Satrianiego był całkiem przyjemny, ale jednak nie trafia on do mnie w 100 %. Tym niemniej szanuję i podziwiam.

W zeszłym roku Joe zagrał na wrocławskim Rynku w ramach festiwalu Wrocław Non Stop. Pomijając wszystko, co napisałem powyżej - było kapitalnie. "Crowd chant' na żywo, coś wspaniałego :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

2 razy w artykule pojawia sie blad:
"kilkanaście godzin na na dobę"

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) za podejście do tematu. Zaciekawiła mnie twoja opinia jako gitarzysty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki za opinię:)
Natalio, oczywiście masz prawo do swojego zdania na ten temat i szanuję to. Ja się jednak z Tobą nie zgodzę. Dla mnie Satriani to nie tylko jakiś tam kolejny gitarzysta, ale inspiracja muzyczna. Takie jest moje osobiste zdanie. W ogóle, pisząc ten tekst, nie chciałem przedstawić tego muzyka w obiektywnym świetle, bo tak się nie da. A czy jest wirtuozem, czy nie...tę ocenę pozostawiam słuchaczom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy temat, nieszablonowe podejście (z punktu widzenia gitarzysty), w ogóle, dość profesjonalnie napisany artykuł. Za to wszystko i za to, że lubię Satrianiego (szczególnie w G3): plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moje skromne osobiste zdanie - jedyne, co w tym człowieku mi jakoś "imponuje" (choć to nie jest właściwe słowo), to jego technika.
Nie lubię go, jego efekciarstwa i przede wszystkim nie zgadzam się z tym, że jego styl gry jest "niesystematyczny"; zdecydowanie nie nazwałabym Satrianiego wirtuozem :)
Mimo wszystko warto co nieco o nim wiedzieć.
Pozdrawiam! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.