Facebook Google+ Twitter

O tym, że dobro jest w cenie

Nie bez przyczyny słyszy się, czyta i ogląda w mediach kolejne konflikty sceny politycznej w kraju i na świecie. Kto nie podaję "gorących" informacji, zostaje w tyle. A dobre wiadomości czekają na swą kolejkę.

Serwowane nam listy wydarzeń roztaczają czasem smutną wizję człowieka, który niemal zapomniał już, że można komuś po prostu pomagać. Czarne wizje zapatrzonego w czubek własnego nosa człowieka nowego wieku nie są prawdziwe. I oby tak pozostało.

Dobro... ale w jakiej wersji


Nie kładzie się na szali dobra i zła, bo rozwiązanie jest tu zbyt proste: nie chcemy zła. Zawsze wybieramy dobro. Tylko, że w tym wyborze zbyt często liczy się moja, bardziej subiektywna niż uniwersalna definicja tego, co dobre. Łatwo tu o tragiczną pomyłkę.
Najprostszym przykładem niech będzie - dość "oklepany", ale za to klarowny - obrazek złodziejaszka, który okrada sklep. Niewątpliwie robi to dla uzyskania określonych dóbr w postaci korzyści finansowej. Jednak działania, które podejmuje, nie są uczciwe.
W potocznym znaczeniu, jako człowieka dobrego rozumie się tego, kto np. pomaga innym (albo chociaż nie wyrządza szkody), jest prawdomówny, nie łamie prawa... Wiele osób mieści się w tych ramach poprawności. Nikt nie napisze informacji o tym, że znów 152 tysiące mieszkańców nie złamało prawa, ale poda się do wiadomości, że oto 4 popełniło jakieś wykroczenie...
Dobrym, pozytywnym wydarzeniom trudno się przebić między mniej lub bardziej ważnymi sensacyjkami. Dlatego, jak już się pojawiają, muszą być rzeczywiście wyjątkowe.

"Matka Trędowatych" - cicha obecność wielkiego człowieka


Wczoraj w Poznaniu po raz pierwszy wręczono nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego. Otrzymała ją Wanda Błeńska - lekarka i misjonarka świecka, która spędziła w Afryce 42 lata, pomagając chorym na trąd. Wanda Błeńska, świecka misjonarka, która przez 42 lata pracowała w Afryce Fot. PAP/Bogdan Borowiak

- Dla mnie to był normalny chory, czy miał trąd czy jakąś inną chorobę, to był po prostu normalny chory. Ja tak do tego podchodziłam i oni to tak odbierali. Ilu ja pomogłam a ilu po prostu wymodliłam z rozpaczą, tego nie wiem - powiedziała kiedyś w jednym z wywiadów dr Błeńska.

W 1934 r. ukończyła Wydział Lekarski Uniwersytetu Poznańskiego. Myśl o wyjeździe na misje towarzyszyła jej od wielu lat. Jednak przed wojną świeckie kobiety nie miały szans - możliwość takiego wyjazdu miały tylko zakonnice.

W czasie wojny wstąpiła w szeregi Armii Krajowej. Po wojnie wyemigrowała z Polski na Zachód, by studiować w Londynie medycynę tropikalną. Studiowała w Hamburgu i Liverpoolu. W roku 1950 r. udało jej się wyjechać do Afryki.

"Co będę z tego miał/a" i "czy się opłaca" to na szczęście wciąż nie jedyna skala wartościowania. Są i będą wielcy ludzie, których obecność wśród nas przypomina, że dobro bywa towarem deficytowym, ale nie nieosiągalnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Plus za dostrzeganie i promowanie dobra:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.02.2007 10:01

Świetny artykuł, plusik.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alicjo, plus i bezwzględnie bez uzasadnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.