Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

139742 miejsce

O wampirach bez przesady

Na temat "Saga Zmierzchu: Księżyc w nowiu" napisano już sporo. Nawet całkiem sporo i bardzo różnie. Spróbuję jednak wtrącić swoje trzy grosze z pozycji fanki, ale takiej bez przesady.

O czym to jest? Przy dzisiejszych możliwościach reklamy chyba każdy już wie. Historia miłosna nastolatki i wampira. Napisana w wolnej chwili przez amerykańską gospodynię domową. Odniosła sukces. Wielki sukces. Podobnie rzecz ma się z ekranizacją drugiego tomu liczącej cztery części sagi.

Zacznę od tego, co mi się podobało. Przede wszystkim gra aktorska, zwłaszcza Kristen Stewart. Świetnie pokazany ból i depresja bohaterki. Bardzo dobry montaż. Widać, że budżet na zrealizowanie filmu był znacznie większy niż przy ekranizacji pierwszej części sagi. Wtedy chyba nie bardzo jeszcze było wiadomo, czy przedsięwzięcie odniesie sukces i jak duży. Teraz starano się sprostać oczekiwaniom fanów niekwestionowanego bestsellera. I udało się. A na pewno nie było łatwo, bo "Księżyc w nowiu" ma znacznie mniej wartką akcję, wątki trudniejsze do przeniesienia na ekran (przecież nie można przez pół filmu pokazywać tylko depresji Belli ). No i kwestia najtrudniejsza: niewiele można było zmienić. Bo większość ludzi, która przyszła do kina, zna książkę na pamięć i szybko wyłapie nieścisłości czy rozbieżności między książką a filmem.
I mam wrażenie, że reżyser musiał zdawać sobie sprawę z tego, że fani tych nieścisłości
i rozbieżności mu nie wybaczą. Bo oni przyszli na ekranizację książki, a nie film na motywach (słyszałam głosy oburzenia: "w książce wyraźnie napisano, że wampiry nie miały makijażu! A w filmie miały!" I zrób tu człowieku coś po swojemu). Mimo to reżyser jakoś wybrnął i nawet dodał coś od siebie. Da się zauważyć kilka świetnych scen. Mnie najbardziej podobała się ta, kiedy na przemian pokazuje się uciekającą Victorię i wspinającą się na klif Bellę. Majstersztyk.

Bardzo dobra, podkreślająca akcję muzyka. Doskonale dobrana, a zarazem świetna jako sam w sobie soundtrack. Do posłuchania w samochodzie na przykład.

Całość mogła być chyba trochę lepsza. Bo wrażenie robią jednak pojedyncze sceny, a nie cały film. Szkoda też, że wątek rodziny Volturi nie został rozwinięty, tak złowrogo się zapowiadał… Jednak całość mi się podobała. I piszę to z pełną odpowiedzialnością.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.