Facebook Google+ Twitter

O widowisku, jakie jest między mną a tobą

W ramach cyklu spotkań Terra Ethnohrapfica, odbywających się w Państwowym Muzeum Etnograficznym, 4 czerwca wykład wygłosił profesor Leszek Kolankiewicz. Tematem wykładu były rozważania na temat antropologii widowisk.

- Antropologia widowisk jest dziedziną stosunkowo młodą, w Polsce jedynie w Instytucie Kultury Polskiej wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego prowadzi się w jej ramach badania na szeroką skalę - mówił profesor Leszek Kolankiewicz, odruchowo spoglądając raz po raz w kierunku drzwi, gdyż wciąż przybywali spóźnieni słuchacze. To jednak zbytnio nie rozproszyło uwagi profesora. Zastanawiał się właśnie nad zakresem wiedzy, jaki owa dziedzina obejmuje, po czym zaczął wymieniać: mikrosocjologia, antropologia kultury, filozofia, kulturoznawstwo, trochę religioznawstwa i pewnie wiele pomniejszych gałęzi nauki. Zabrzmiało dość tajemniczo, ale co właściwie miało znaczyć?

Wystarczy, że w zwykłą, przynależną każdemu przestrzeń życiową, wedrze się drugi człowiek, by rozpoczął się spektakl. Każda kultura w ogólnym zarysie zakreśla krąg reguł i norm określających zasady interakcji międzyludzkich. Dotyczą one tak samo obcej sobie grupy pasażerów metra, jak i aktorów przygotowujących wiele miesięcy swój występ. Zatem to, co dzieje się między mną a tobą nie może mieć charakteru czystej relacji, bo ani ja, ani ty nie możemy pozbyć się zaplecza scenicznego. W takiej sytuacji można się zastanowić, czy aby nie warto ćwiczyć się w zdolnościach aktorskich.

Antropologia widowisk właśnie przygląda się tym relacjom. Bada czynniki, które są niezwykle ważne dla prezentacji siebie innym i porównuje ich zróżnicowanie względem różnych kultur. Dlaczego nie możemy nazwać takiego zjawiska autoprezentacją? Profesor podkreśla, że mamy tu nacisk na spontaniczność i improwizowanie, które, w znacznie mniejszym stopniu, niż autoprezentacja, podlegają świadomej kontroli jednostki. Tak czy inaczej, potrzebujemy uwiarygodnienia własnego obrazu, oczekujemy potwierdzenia tożsamości w postaci sygnałów zwrotnych od partnerów społecznej wymiany i dlatego, w mniejszym lub większym stopniu – gramy.

O tym, że gramy pisał swego czasu Erving Goffman w słynnej książce "The Presentation of Self in Everyday Life", której polski odpowiednik tytułu ("Człowiek w teatrze życia codziennego"), zdaniem profesora Kolankiewicza, nie oddaje istoty rzeczy. Rzecz tyczy się zaś tego, iż polska parafraza pomija czynnik sprawstwa, co czyni człowieka przedmiotem, a nie podmiotem w teatrze, jakim jest życie.

Życie ma sens tylko wtedy, gdy obchodzi się święta. Każdy ma zestaw takich świąt w życiu. Są to chwile przełomowe, najlepiej się je pamięta, dlatego z niecierpliwością się ich oczekuje. W święto natomiast jest zabawa i jest występ (performance). Jest to czas obcowania z sobą, najpełniej wtedy widoczne jest wspólne communitas, które nie tyle jest siłą jednoczącą grupę, ile sprawia, iż w ogóle ludzie zwracają się do siebie. To też najlepsza okazja, by definiować siebie, a to dzieje się tylko poprzez relacje ja – ty.

Wykład, którego niespełna trzydziestka słuchaczy zapełniła mniej więcej 10 proc. zarezerwowanych dla nich miejsc, odbył się w zabytkowej sali dawnego Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Profesor Kolankiewicz prowadził ostatni wykład z cyklu Terra Ethnographica przed wakacjami, wznowienie spotkań w Państwowym Muzeum Etnograficznym planowane jest na przełom września i października tego roku.

***
Leszek Kolankiewicz - prof. dr hab., kulturoznawca, antropolog widowisk. Dyrektor Instytutu Kultury Polskiej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Komitetu Nauk o Kulturze PAN, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego. Jest autorem takich pozycji jak: "Samba z bogami. Opowieść antropologiczna" (1995), "Dziady. Teatr święta zmarłych" (1999), "Wielki mały wóz" (2001). Profesor jest współautorem podręczników akademickich z zakresu wiedzy o kulturze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 27.08.2008 12:34

Niby nic nowego... Tyle że o wiele łatwiej dostrzec grę innych, aniżeli własną. Wiem po sobie. Szukam takich swoich postaw w relacjach z innymi, które ową grą by nie były - i jest to w zasadzie niemożliwe. Wystarczy, żeby w pobliżu pojawiła się ładna kobieta :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

WIelkie dzięki za ten art.
Jakże na czasie. !!

Komentarz został ukrytyrozwiń

pięknie;) szkoda, że mnie tam nie było.plusior

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.