Facebook Google+ Twitter

O występie polskich pływaków w Pekinie słów kilka...

Olimpiada stanowi zwieńczenie kariery każdego sportowca i spełnienie jego marzeń. Uczestnictwo w niej jest przecież możliwe dzięki katorżniczej pracy na treningach. To nagroda za dobre wyniki w zawodach najwyższej rangi.

Niemka Lena Schoneborn w konkurencji pływania na 200 m st. dowolnym w pięcioboju nowoczesnym. / Fot. EPA/DANIEL DAL ZENNARODlatego też dla wielu zawodników osiągnięcie życiowego wyniku w czasie największej i najpoważniejszej imprezy sportowej świata jest celem nadrzędnym, mającym pierwszeństwo nawet przed chęcią zdobycia medalu olimpijskiego.

Stwierdzenia to wyświechtane i do bólu oczywiste. Niestety, nie dla kadry polskiej reprezentacji pływackiej, która – delikatnie mówiąc – nie trafiła z formą na pekińskie igrzyska... A oczekiwania były duże i uzasadnione, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki naszych zarówno podczas igrzysk w Atenach, jak i czteroleciu poprzedzającym zmagania w stolicy Chin. Trzy medale Otylii Jędrzejczak (złoty na 200 m st. motylkowym i 2 srebrne: na 100 m st. motylkowym i 400 st. dowolnym – przyp. red.), stały się niejako katalizatorem sukcesu całego polskiego pływania.

Nagle medale na największych imprezach międzynarodowych zdobywać poczęli także inni. Paweł Korzeniowski, Katarzyna Baranowska, Mateusz Sawrymowicz czy też Sławomir Kuczko, co i rusz zaskakiwali pływacki świat zwycięstwami w mistrzostwach świata i Europy, okraszonymi rekordami życiowymi oraz rekordami kraju. Inni nasi reprezentanci również należeli do czołówki i regularnie pływali w finałowych wyścigach. Słowem – wszyscy, bądź prawie wszyscy, potrafili przygotować formę na osiągnięcie najlepszego czasu w dotychczasowej karierze.

Z przykrością używam jednak czasu przeszłego, mówiąc o złotym okresie biało-czerwonego pływactwa. Oczekiwania moje i wszystkich entuzjastów tego pięknego sportu bezwzględnie zrewidowały wydarzenia mające miejsce kilka miesięcy przed olimpiadą, jak również ona sama.

Oto w roku olimpijskim, ustanowiono ponad 70(!) rekordów świata, zarówno na krótkim, jak i na długim basenie, co jest absolutnie bezprecedensowym osiągnięciem. Postęp, jakiego dokonały wszystkie liczące się reprezentacje przed pekińską imprezą, musiał niepokoić i wywoływać wrażenie, iż świat nam uciekł, a my stoimy w miejscu. Przeczucia te potwierdzały coraz dobitniej mistrzostwa Europy na długiej pływalni w Eindhoven, mistrzostwa świata na 25-metrowym basenie w Manchesterze, krajowe eliminacje w Australii i Stanach Zjednoczonych.

Wszystkie te zawody odbyły się w przededniu startu głównego. Padał w nich rekord za rekordem, poziom zbliżył się do granicy niemożliwości. Zmagania pływaków w Wodnej Kostce pokazały jednak, iż niemożliwe nie istnieje. Na pekińskiej pływalni ustanowiono w sumie 25 rekordów świata (11 kobiet i 14 mężczyzn) oraz 35 najlepszych czasów w Europie (odpowiednio 15 i 20). Szybko zatem stało się jasne, że jeśli polscy pływacy chcą powalczyć o dobre lokaty, będą musieli poprawiać swoje rekordy życiowe.

Tymczasem biało-czerwoni odpadali już w eliminacjach i najczęściej nawet nie zbliżali się do własnych „życiówek”. A nasi mistrzowie? Otylia Jędrzejczak pomimo iż walczyła heroicznie, wylądowała tuż za podium na 200 m motylkiem, wcześniej zaś nie weszła do najlepszej ósemki na dystansie o połowę krótszym, a także odpadła w eliminacjach 400 m st. dowolnym. Paweł Korzeniowski – mistrz i rekordzista Europy z Eindhoven
– w finale 200 m delfinem był szósty. Jeszcze gorzej wypadł mistrz świata i rekordzista Europy z Melbourne z 2007 roku, Mateusz Sawrymowicz, który odpadł w kwalifikacjach wyścigu na 1500 m kraulem, mimo że na igrzyska jechał jako aktualny brązowy medalista ME w Eindhoven.

Nie zawiodła za to Kasia Baranowska. Trzykrotna mistrzyni Europy w stylu zmiennym poprawiła rekordy Polski – tym samym także rekordy życiowe – na obu dystansach, na których się ścigała (200 i 400 metrów stylem zmiennym). Sama zresztą nie kryła zadowolenia ze swoich występów olimpijskich. I słusznie. Przecież właśnie o to chodzi: o wygrywanie z samym sobą o przekraczanie granic własnych możliwości, o bicie rekordów kraju. Niestety dobry start jednej zawodniczki nie jest w stanie przyćmić ogólnie słabszej postawy całej reszty. I nie czepiam się tu chociażby Otylii Jędrzejczak, która ma już miejsce w historii światowego pływania. Ubolewam raczej nad postawą „młodych wilków”, głodnych sukcesu i dobrych wyników, które to cechy bardzo trudno było u Polaków

Za słabą dyspozycję podopiecznych zawsze jednak winą obarcza się trenera, w tym przypadku Pawła Słomińskiego, który być może powinien bardziej stanowczo dążyć do ujednolicenia i scentralizowania systemu szkolenia kadrowiczów. Tak, aby za wszystkie szczegółowe elementy treningu zawodników odpowiedzialny był sztab szkoleniowy reprezentacji narodowej, bez podziału odpowiedzialności między poszczególne ośrodki krajowe. Może jednak zamiast szukać winnych, lepiej byłoby wspólnie się zastanowić, co trzeba poprawić, usprawnić czy wprowadzić od podstaw, by za 4 lata do Londynu wysłać, kadrę głodną walki z własnymi ograniczeniami i właściwiej do takiej przygotowaną. Przecież na tym polega cała zabawa…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.