Facebook Google+ Twitter

O wyższości jazdy autobusem nad podróżowaniem pociągiem

Najżywiej komentowanym wydarzeniem kampanii wyborczej stał się wyjazd premier Kopacz na spotkanie wyborcom – pociągiem, w ślad za Szydłobusem Beaty Szydło. Dało to asumpt do porównań zalet i wad obu wehikułów.

Jak dotąd najżywiej komentowanym wydarzeniem kampanii wyborczej był wyjazd na spotkanie wyborcom premier Kopacz – pociągiem. Premier wyruszyła w ślad za Szydłobusem Beaty – jak sama nazwa wskazuje - Szydło, co dało asumpt do porównań zalet i wad obu sposobów przemieszczania się po kraju w zabiegach o głosy Polaków. Przeważa pogląd, że jazda pociągiem znacznie ustępuje zaletom jazdy autobusem. Autobus może dotrzeć do większej liczby miejscowości, podczas gdy pociąg dojedzie tylko tam, gdzie prowadzą szyny. Autobusem można zatrzymać się tu i tam, pogwarzyć z pieszymi rodakami i ruszyć dalej, kiedy wola. Autobus nie zna rygorów rozkładu jazdy, sam sobie (tzn. według życzenia najważniejszego pasażera) sterem i żeglarzem. Dlatego autobus Beaty Szydło, ochrzczony przez samego prezydenta elekta Szydłobusem mógł ruszyć na trasę szybciej i pociąg premier Kopacz – takie jest zdanie większości komentatorów –nie ma w pościgu z autobusem szans. Autobus Beaty Szydło ma jeszcze jedną, kolosalną przewagę nad pociągiem Ewy Kopacz: jest w istocie przemianowanym Dudabusem, wehikułem, którym Andrzej Duda dojechał do zwycięskiego finału wyborów prezydenckich. Jest pojazdem zwycięskim.
Obie panie, premier Kopacz i desygnowana premier Szydło, ruszyły w swoje wyborcze rajdy z wyraźnie określonym celem: rozmawiać z Polakami. A nawet ich słuchać. To jest właśnie sposób, w jaki prezydent- elekt zapewnił sobie przychylność większości wyborców, którzy na jego wezwanie zechcieli pofatygować się do urn wyborczych i oddać na niego głos.
Trudno na razie orzec, jakie wyniki dały dotychczasowe rozmowy z Polakami obu współzawodniczek. Wśród rozmówców i audytorium Ewy Kopacz przeważa postawa minimalistyczna. Polacy mówią jej, że co najwyżej chcieliby zarabiać więcej pieniędzy, szybciej dostawać się do lekarza, nie tkwić w komunikacyjnych korkach, dostawać bez trudu pracę i kredyt na mieszkanie itp. Pod tymi warunkami gotowi by podjąć trud rozmnażania się w kraju bez udawania się w tym celu do Wielkiej Brytanii. Potencjalni wyborcy Beaty Szydło mają nieporównanie jaśniej zdefiniowane i bardziej dalekosiężne postulaty: żądają obniżenia wieku emerytalnego podniesionego do morderczej granicy 67 lat, zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków, którzy mają prawo do szczęśliwego dzieciństwa, ustawowego wyrzeczenia się myśli o prywatyzacji lasów państwowych, a ostatnio także zamiarów wprowadzenia obcej waluty euro w miejsce polskiego złotego. Zabezpieczenie się przed podejmowaniem nierozważnych kroków mogących sprowadzić na kraj nieszczęście będzie prawdopodobnie wymagało podjęcia dalszych działań prewencyjnych. Rodacy, postulujmy! (Kto wśród żywych pamięta jeszcze te piękne czasy, kiedy postulowanie słusznych zmian było podstawowym Rodaków zajęciem?).
Nawet bez podejmowania głębszych studiów, już na pierwszy rzut oka widać, że spełnienie oczekiwań potencjalnych wyborców premier Kopacz jest wyraźnie trudniejsze niż żądań zwolenników desygnowanej premier Szydło. Tym samym jej zwycięstwo w nadchodzących wyborach parlamentarnych jest bardziej prawdopodobne. Poprawę perspektyw wyborczych urzędującej premier mogłaby przypuszczalnie poprawić szybka zmiana środka przemieszczania się po kraju. Najlepiej na samolot. Samolot, pusty – jak to wyśledził dziennik „Fakt” – i tak podąża za Ewą Kopacz podróżującą w charakterze przewodniczącej partii pociągiem, musi bowiem być do jej dyspozycji jako urzędującej premier. Rezygnacja z pociągu przyniosłaby wielowymiarowe korzyści. Przede wszystkim obniżyłaby koszty jej przedwyborczych podróży. Już samo to powiększyłoby jej szanse wyborcze o kilka punktów procentowych. Lot samolotem wykluczyłby uleganie pokusie zaczepiania pasażerów (co bardzo nie podoba się niektórym niezależnym komentatorom i ich czytelnikom), tłukących się razem z nią po zdewastowanych torach polskiej sieci kolejowej, z drugiej strony – pozwoliłoby uniknąć złośliwości w postaci fundowania konkurentce biletów na przejazd co bardziej zdradliwymi trasami przez parlamentarzystów obozu przeciwnego. Wreszcie – oznaczałoby to radykalne zatarcie hasła „Kolej na Ewę” niekorzystnie ustawiającego Ewę Kopacz w kolejce do władzy. Jako zamiennik nasuwałoby się raczej „Nadlatuje Ewa”, albo „Ewa na horyzoncie”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Zamiast podróżować Szydło-Dudo-busem pani Beata powinna skorzystać z usług autobusowej komunikacji publiczne. Byłoby taniej dla podatników.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lubię oryginalne teksty a ten do takich się zalicza...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.