
Uśmiech to uniwersalne narzędzie poprawy relacji międzyludzkich i własnego samopoczucia. Pomaga przełamywać lody nieufności, koi ból i czyni życie przyjemniejszym. Jest jednym z najstarszych, najbardziej wyrazistych i uniwersalnych znaków komunikacji międzyludzkiej. Nie potrzeba znać języków obcych, by zrozumieć sygnał, który niesie. Krótko mówiąc, uśmiech pomaga w życiu.
Śmiech a społeczeństwo
Poziom „uśmiechowienia” społeczeństwa jest skorelowany z poziomem jego samozadowolenia. Normalnym jest, że uśmiechy znikają z ust w czasach tragicznych wydarzeń, wojny i klęsk żywiołowych. Społeczeństwa zniewolone, stłamszone nędzą i poniżeniem odkładają uśmiech na lepsze czasy. Gdy w lecie 1991 roku po raz pierwszy odwiedziłem, dotąd zamknięty dla obcokrajowców, rosyjski Kaliningrad, największego wrażenia nie wywołały szarość, bylejakość i niechlujstwo miasta lub pustki w sklepach, lecz ponure twarze jego mieszkańców. Wiem, że powszechny brak uśmiechów był efektem totalitarnego systemu, jednak wywołał piorunujące wrażenie. Polska tego okresu też nie była wolna od problemów i trosk, ale kontrast był ogromny. Wówczas, uświadomiłem sobie rolę tego mimicznego gestu w codziennym życiu.
Śmiech w czasach przełomu
W czasach żelaznej kurtyny mówiono, że Polska to najweselszy obóz wśród innych demoludów. Mimo reżimu i biedy, potrafiliśmy śmiać się i uśmiechać. Faktem jest, że w miejscach publicznych uśmiech był dużo rzadziej spotykany, a w urzędach państwowych i partyjnych wręcz niewskazany. Zadęcie i pompatyczność były tam na topie, bo towarzysze nadrabiali swoje nieuctwo marsową, groźną miną.
Od czasu zmiany ustroju minęło już 20 lat. Ilość codziennych uśmiechów radykalnie się zwiększyła, szczególnie wśród młodszego pokolenia, które wyrasta w zupełnie innym, otwartym na świat otoczeniu. Do ideału jeszcze dużo nam brakuje. Pomimo otwartej słowiańskiej duszy, nie jesteśmy tak spontaniczni i radośnie nastawieni na świat jak np. ludność z rejonu Karaibów, gdzie uśmiech gości na stałe, pomimo materialnych niedoborów.