Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

65802 miejsce

Obama musi przemyśleć swoją strategię wojny z terroryzmem

Gdy jest już praktycznie pewne, że za próbą niedawnego zamachu w Nowym Jorku stali islamscy ekstremiści, coraz więcej ekspertów i komentatorów zaczyna krytykować politykę obecnej administracji wobec zagrożenia terrorystycznego.

Jednym z obszarów amerykańskiej polityki, w których doszło do największej reorientacji po objęciu urzędu przez prezydenta Obamę, była strategia w globalnej wojnie z terroryzmem. Nowa administracja spektakularnymi gestami chciała odciąć się od polityki swoich republikańskich poprzedników. Tymczasem po upływie roku skutki tej zmiany wydają się być całkowicie odmienne od zamierzonych.

Faisal Shahzad, zamachowiec odpowiedzialny za próbę ataku na Times Square z 1.05.2010 r. / Fot. Associated Press / Orkut.comOd 11 września przez ponad siedem lat prezydentury George’a W. Busha Ameryka ponosiła oczywiście straty w wojnie z terroryzmem, ale zawsze prowadziła ją na terytorium przeciwnika. Ani razu nie doszło w tym okresie do udanej próby ataku na ziemi amerykańskiej. Tymczasem w ciągu mniej niż półtora roku urzędowania Obamy islamscy ekstremiści przeprowadzili w Stanach Zjednoczonych jeden skuteczny atak (masakra w Fort Hood, TX w listopadzie 2009 r.), próbę zamachu na lot NAL 253 w ostatnie Boże Narodzenie, która nie powiodła się tylko dzięki bohaterskiej postawie pasażerów oraz nieudolności terrorysty, a wreszcie niedawną próbę zamachu w Nowym Jorku, której udało się zapobiec wyłącznie dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności.

Wszystkie te trzy przypadki łączy jeden aspekt – w żadnym z nich właściwym służbom nie udało się zapobiec atakowi. W tej sytuacji uprawnione wydaje się pytanie, które w USA stawiają kolejni eksperci i komentatorzy polityczni: czy ta seria niepowodzeń nie ma związku z nową strategią w wojnie z terroryzmem?

Eric Holder, Prokurator Generalny Stanów Zjednoczonych, w administracji Obamy kieruje polityką antyterrorystyczną / Fot. Office of the Attorney GeneralAdministracja Obamy od początku spoglądała na problem zagrożenia terrorystycznego dla Ameryki i jej sojuszników z zupełnie innego punktu widzenia niż jej poprzednicy. Dla administracji Busha, ale też dla Kongresu, który w 2001 r. upoważnił prezydenta do użycia siły zbrojnej przeciwko sprawcom zamachów z 11 września i ich sojusznikom, terroryzm był zagrożeniem o charakterze militarnym. Administracja rozpatrywała więc kampanię antyterrorystyczną w kategoriach wojny, a nie operacji policyjnej.

Tymczasem filozofia administracji Obamy sprowadza się do założenia, że terroryzm to po prostu szczególna forma przestępczości - problem przede wszystkim dla służb policyjnych. W związku z tym terrorystów należy traktować zasadniczo tak jak innych przestępców - np. sądzić ich przed sądami cywilnymi. Wydaje się jednak, że takie ujęcie problemu oznacza powrót do modelu zwalczania terroryzmu sprzed 11 września, który okazał się tragicznie nieskuteczny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jeśli terminologia może w rezultacie ratować życie ludziom, to wytrzymajmy język krytykantów.
Lepsza taka niby-korzyść dla Obamy niż biznesy Busha kosztujące miliony ludzkich ofiar.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.