
Wyprawa prezydenta Stanów Zjednoczonych za granicę to przedsięwzięcie, które można porównać tylko do wyprawy wojennej wodza wielkiej armii. Niezależnie od okoliczności i przebiegu wizyty nie może być najmniejszej wątpliwości, że w każdym momencie podróży głowa amerykańskiego supermocarstwa jest bezpieczna, jakby przebywała w Białym Domu.
Gdy Barack Obama z żoną Michelle odwiedzał irlandzką wioskę Moneygall, skąd pochodzili jego przodkowie, gdy spotykał się w Londynie z brytyjską królową czy we Francji z przywódcami państw grupy G8, kiedy wreszcie przybywa do Warszawy, nad jego bezpieczeństwem oraz pomyślnym przebiegiem spotkań czuwa blisko 2 tys. ludzi. Do ich dyspozycji pozostają dziesiątki samochodów i samolotów oraz najnowocześniejszy sprzęt. Dzięki temu przywódca największego światowego mocarstwa może być pewny, że niezależnie od tego, co dzieje się wokół, włos z głowy mu nie spadnie.
Sprawdzają nawet powietrzePodobnie jak wyprawa wojenna, tak samo i zabezpieczenie wizyty zagranicznej prezydenta USA zaczyna się na długo przed terminem. Zaczyna się na kilka tygodni przed wizytą. Tak zwana grupa wyprzedzająca kontaktuje się z przedstawicielami służb odwiedzanych krajów i wybiera miejsca na miejscowe sztaby operacyjne na czas wizyty oraz wybiera trasy przejazdu kolumny prezydenckiej i identyfikuje miejsca potencjalnie niebezpieczne wzdłuż tej trasy.
Inna grupa tuż przed przybyciem prezydenta przeczesuje budynki i miejsca, w których przebywać będzie prezydent, sprawdzając ich zabezpieczenie przed możliwymi atakami zamachowców. Hotele przeszukiwane są przy pomocy psów wykrywających ładunki wybuchowe. W miejscach planowanego pobytu prezydenta instalowane są czujniki wykrywające ewentualne skażenie chemiczne, bakteriologiczne i radiologiczne.
Zobacz mapy utrudnień w serwisie NaszeMiasto.plObama w Warszawie. Gdzie pojawi się prezydent USAZobacz zdjęcia Baracka Obamy