Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

74070 miejsce

„Obciągnąć maszynę”- trochę niepoważnie o poligrafii

Niedawno zobaczyłem zdjęcie nagrobka z wypisaną na nim inskrypcją "Prasa drukowana: 1452 - 2012". Prorocy i wizjonerzy twierdzą bowiem, że za 4 lata prasa drukowana umrze. Osobiście w to wątpię. Na wszelki jednak wypadek, zanim papierowa prasa odejdzie w niebyt, wspomnę jak to drzewiej bywało.

Taki nagrobek wystawiła papierowej prasie agencja interaktywna Artegence / Fot. źródło: Gazeta.pl Poligrafia jaka jest, każdy widzi. No może nie każdy, bo w swojej długoletniej już praktyce spotykałem specjalistów od reklamy, a także dziennikarzy poczytnych pism, którzy bez żenady przyznawali, że swój kontakt z drukarniami ograniczali tylko do pobytu w działach technicznych , gdzie dostarczali zlecenia. Wielu z nich miało mgliste pojęcie o procesie powstawania druku, nie mówiąc już o szczegółach cyklu technologicznego. I to nie to, żeby nie chcieli wiedzieć, ale w owych czasach brać drukarską otaczał mit czarnej magii a pomieszczenia drukarni dostępne były tylko dla wybranych. Ba, nawet niektóre zakłady określano wtedy mianem świątyń druku, potęgując jeszcze bardziej otoczkę tajemnicy.

Osobiście doświadczyłem tego na własnej skórze. Jako początkujący dziennikarz pełniłem w drukarni dyżury redakcyjne. Siedziało się wtedy w ślepych kantorkach „zczytując” kolumny, a naniesione na szpaltach poprawki odbierali przez okienko pomocnicy składaczy, którzy dostarczali je do rąk mistrza zecerskiego. Ten, znanymi tylko sobie metodami (jakże ja wtedy zazdrościłem mu umiejętności płynnego czytania odwróconych tekstów) przy pomocy sztyletu, pincety i szufelki składał, przekładał i poprawiał odlewane na linotypach (maszyna służąca do składu tekstów) metalowe wiersze, układając tym sposobem stronę gazety.

Dopiero po wielu dyżurach dostąpiłem zaszczytu wchodzenia na produkcję i asystowania przy składzie, a nawet, odbijania na specjalnej prasie próbnych odbitek (szczotek). Był to wtedy swoisty zaszczyt, którego dostąpić mogli tylko ci, którzy przeszli wystarczającą praktykę, także jako goniec na trasie drukarnia - nocne delikatesy.

Gdy wszystko już było gotowe, czekało się, aż giserzy (odlewnicy) przygotują kalander (półokrągły metalowy bęben, odlewany ze specjalnej, tekturowej formy, odciskanej na złożonych w szufladach kolumnach, a zakładany potem na wałki maszyny drukującej).

Następnie po kolejnym, niejednokrotnie bardzo długim oczekiwaniu, z maszyny schodziły pierwsze egzemplarze wydrukowanej gazety, w której raz jeszcze sprawdzało się, czy nie ma błędów i podpisywało do druku cały nakład. Było w istocie w tym procesie coś tajemniczego, wyjątkowego, coś co do dziś pozostało w mojej pamięci wraz ze specyficznym zapachem farb drukarskich i papieru.

Mile wspominam pracujących tam ludzi, wspaniałych fachowców, którzy tajemnice druku poznawali przez lata, mistrzów w swoim fachu, elitę ówczesnej poligrafii. Była to bowiem w owym czasie istotnie wąska grupa fachowców, znających się na swojej robocie i szanujących swój fach. Obcując z nimi przez lata, zawsze odnosiłem się do nich z ogromnym szacunkiem i podziwem a i oni odwzajemniali się życzliwością i pomocą, nieraz ratując moją skórę od dziennikarskich wpadek.

Odrobina fachowości


Pokutuje przeświadczenie , że o poligrafii można pisać tylko fachowe rozprawki w których dominują sformułowania podobne do tych, użytych w znanym satyrycznym tekście o hydraulikach: „ drozelklapa krajcowana na szonert nie zaś rychtowana, co nie pozwala bez holajzy zakryptować lochalbajtla”.

Faktycznie, w wysoce specjalistycznych pismach dla fachowców, w istocie nie obejdzie się bez technicznej terminologii. Jednak nie jest ona niezbędna tym, którzy korzystają z dobrodziejstw druku. Mogą oni doskonale porozumieć się z drukarzami bez konieczności szafowania fachowymi zwrotami. Szczegółowa znajomość technologii druku też zbytnio nie jest konieczna, bo czyż na przykład trzeba wiedzieć w jakiej kolejności smarowane są tłoki w silniku by korzystać z przyjemności jazdy samochodem.

Wiem, wiem za chwilę odezwą się tacy, którzy odsądzając mnie od czci i wiary, autorytatywnie stwierdzą , że taka wiedza jest niezbędna. Uważam jednak, choć sam z poligrafią stykam się od wielu lat, że nawet najbardziej dociekliwy pracownik agencji reklamowej nie jest zbytnio złakniony informacji o maszynie na której ma być wydrukowany plakat jego pomysłu. Bo czy musi on wiedzieć, że: „offsetowa maszyna drukująca posiada układ farbowy każdego zespołu, zbudowany z 19 wałków..."

Mógłbym jeszcze zacytować trochę takich przykładów żeby co bardziej złaknionym przybliżyć drukarski folklor. Moim jednak zdaniem, jakby na to nie patrzył, da się bez tej wiedzy żyć i dogadywać się z drukarzami. Jak to w życiu bywa, od każdej reguły są wyjątki, przypomniałem sobie takiego właśnie „znawcę”, nota bene wybitnego plastyka o znanym nazwisku, który, zażądał od maszynisty, aby ten, ustawiając nasycenie kolorów na pulpicie sterowniczym maszyny, ustawił je według podanych przez niego wartości . Tu padały określone liczby i nazwy wzięte żywcem ze wzornika kolorów farb do malowania ścian. Już nie wspomnę o awanturze jaka wtedy wybuchła. Maszynista, mimo wszystko, był człowiekiem spokojnym i roztropnym, wiedział o jaki kolor chodzi klientowi, pacyfikując więc nastroje założył się z nim, że na własną odpowiedzialność, wydrukuje pierwsze egzemplarze z żądanym kolorem, ustawiając na pulpicie odmienne od żądanych przez klienta wartości.

Trudno się nie domyśleć, że oczywiście wygrał zakład, a klient ten już w drukarni więcej się nie pokazał. Drukarnia z tego powodu na szczęście nie splajtowała, chociaż komentarze nieżyczliwych mówiły, że powinna. Tego typu sytuacje zdarzały się dość często, w szczególności gdy projektujący artysta plastyk przekonany o swojej misji dziejowej, projektował materiały do druku nie licząc się z możliwościami technologicznymi i prawami fizyki barw, stosując tzw. kolory specjalne.

Druk w trzech wymiarach


konsola maszyny drukarskiej  / Fot. A.NowakKiedyś klienci w drukarniach zabiegali o względy, hołubiąc drukarzy, dziś jest na odwrót. Życie zmodyfikowało jednak potrzeby. Dziś możliwość samego druku nawet pełnoformatowego (format B-1 100 x 70 cm) już nie wystarczy. Coraz częściej zlecający potrzebują poszerzonej gamy usług. W grę wchodzą techniki uszlachetniające : lakierowanie lakierami UV, pokrywanie folią , tłoczenia, złocenia czy też sztancowania (wykrawanie odpowiednich kształtów).

Coraz więcej wymagających klientów dostrzega w tych technologiach nie tylko alternatywę dotychczas stosowanych form wyrazu ale także stają się one wyznacznikiem prestiżu, obowiązującym wręcz kanonem. To właśnie np. „złocenia” (Hot stamping ) doskonale potrafią zastąpić dotychczasowy druk specjalnymi kolorami, pozwalając uzyskać we wszystkich wydrukach jednakowy kolor. Tłoczenia wypukłe i wklęsłe uzupełniają dwuwymiarowe materiały poligraficzne o dodatkowy wymiar, pozwalając nie tylko na estetyczne doznania wzrokowe ale także dotykowe.

Od czasów Gutenberga…


Bardzo wiele zmieniło się w technologiach druku, jednak zasada, że druk jest zawsze wyjściową odbijania i powielania czegoś na papierze od początku pozostaje ta sama. Jeśli dobrnąłeś do końca tego tekstu, wybacz mi Drogi Czytelniku , że nie dowiedziałeś się o strukturalnym przekroju rynku poligraficznego w Polsce, w aspekcie przemian gospodarczych z rozszerzoną analizą zużycia papieru do produkcji akcydensów. By jednak nie było Ci przykro, że nie wzbogaciłeś swojej wiedzy z zakresu poligrafii podam Ci w zaufaniu kilka powszechnie stosowanych określeń używanych przez maszynistów offsetowych.

Wyjedź! - odłącz ssanie w samonakładaczu
Wala! - taki okrzyk wydaje maszynista kiedy maszyna zaczyna brudzić wydruki
Przekwasić blachę - przemyć płytę drukującą roztworem kwasu ortofosforowego
Podkleić gumę - zlikwidować niedotłoczenie farby na odbitce
Rusz do siebie, Rusz od siebie - skoryguj pasowanie marginesu
Dosyp na blat - dołóż papieru
Obciągnąć maszynę - umyć maszynę


Przeczytaj też: Jak chochliki drukarskie wojowały z dziennikarzami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Aż się łezka w oku kręci... byłem jednym z chyba ostatnich praktykantów pewnego dziennika, który biegał ze szczotkami do korekty ehhhhh

Plus oczywisty, bo zasłużony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plusior

muszę przyznać, że czytając ten tekst dopadł mnie sentyment :) ja doskonale pamiętam jak zaprzyjaźniony drukarz pokazywał mi jak działa maszyna drukująca, opisywał mi wszystko krok po kroku i odpowiadał na głupie pytania, bo ja chciałam wiedzieć, chciałam się tego nauczyć, a nikt nie chciał kobietę uczyć drukowania, a co gorsza nadal nikt nie chce tego robić.

co do słownictwa to ja znaj jeszcze:
fik - przesunięcie tekstu
koszulka - arkusz papieru zadrukowany tylko z jednej strony

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.