Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

181106 miejsce

Obco za miedzą, czyli co może nas zaskoczyć w Niemczech

Powiedzenie "co kraj to obyczaj" znane jest zapewne wszystkim. Żeby przekonać się o jego prawdziwości, nie musimy wcale jechać do odległych krain. Za dobry przykład wystarczą nawet Niemcy.

Pojemniki na segregowane śmieci. Fot. U. A. MarczewskaJeśli będąc w Niemczech nie chcesz wywołać w stosunku do siebie niechęci, pamiętaj, by nie klepać nikogo po barkach i nie głaskać po głowie. Z katarem najlepiej siedź w domu, bo pociąganie nosem jest tu o wiele gorzej postrzegane niż w Polsce. Jeśli jesteś w Bawarii, unikaj patrzenia w oczy swojemu rozmówcy - tutaj uważa się, że jest to cecha obywateli byłej NRD, co dla wielu Bawarczyków równa się wadzie. To są jednak drobnostki, bez wiedzy o których da się żyć. Co zatem naprawdę warto wiedzieć? Wkrótce po swoim przyjeździe do Erlngen odkryłam, że mała odległość może czasem nieść ze sobą ogromne różnice.

O zwyczaju segregowania śmieci oczywiście wiedziałam. Ba, w poprzednich latach zdarzyło mi się nawet być kilkakrotnie w Niemczech. Jednak obowiązek dzielenia śmieci nigdy na mnie nie spoczywał. W teorii wydaje się to zresztą bardzo proste: plastik osobno, papier osobno, szkło osobno... A praktyka?

Po pierwsze: papier papierowi nierówny. Stary zeszyt i zmięte opakowanie po herbacie nie mogą znaleźć się w jednym kuble. Po drugie, co zrobić z przedmiotami takimi jak zużyta ekspresówka z herbatą, stara guma do żucia albo... opakowanie zepsutych owoców, zamkniętych w misternej siateczce z tworzywa sztucznego? Okazuje się też, że nie wszystkie plastikowe butelki powinniśmy tak po prostu wyrzucać - wiele z nich podlega bowiem zwrotowi (np. półtoralitrową butelkę wody mineralnej możemy kupić za 45 centów, z czego 25 to kaucja, zwracana w razie odniesienia butelki do sklepu). Tak więc, mimo mojego szczerego entuzjazmu dla pomysłu segregowania śmieci, muszę powiedzieć jedno: do tego trzeba się przyzwyczaić.
– Na początku było ciężko, ale teraz, gdy jestem w Polsce, nie mogę patrzeć na to, jak wszystkie śmieci wrzuca się do jednego worka - opowiada Gosia, emigrantka z kilkunastoletnim stażem.

Podczas robienia zakupów nie liczmy na darmowe reklamówki - one zdarzają się tylko gdzieniegdzie. Należy przynieść własną albo kupić nową przy kasie - ceny są oczywiście niskie, ale i tak tylko część klientów korzysta z tej możliwości. Choć na początku ten zwyczaj lekko mi przeszkadzał, teraz jestem jego gorącą zwolenniczką: nareszcie nie mam tuzina reklamówek zwiniętych w kącie szafy. A zakupy noszę w plecaku.

Prawdziwym zaskoczeniem było dla mnie jednak to, że w sporym, trzypiętrowym supermarkecie nie przyjęto ode mnie karty - tej samej, którą razem z mężem opłacaliśmy zakupy już podczas kilku zagranicznych wojaży. Kasjerka przyjęła dopiero kartę do niemieckiego konta. Na podobne utrudnienia skarży się Martin, który przyjechał tu z Francji:
– Mam kartę MasterCard. Po prostu jej nie akceptują! A przyjechałem praktycznie bez gotówki.
Oczywiście ten problem nie pojawia się absolutnie wszędzie. W sklepach z droższymi artykułami, jak np. sieć sklepów Kaufhof czy w dużych księgarniach możemy spokojnie płacić kartami wydanymi poza granicami Niemiec. Duże znaczenie ma również wielkość miasta. Erlangen liczy sto tysięcy mieszkańców, ale już w Monachium sytuacja inna. Mimo wszystko, wybierając się za zachodnią granicę, warto mieć przy sobie gotówkę.

W Niemczech w niedzielę markety są zamknięte. Fot. U. A. MarczewskaZamknięte w niedzielę sklepy to rzecz normalna w wielu krajach. Opinie są w tej kwestii podzielone, pewne jest natomiast jedno: jest to coś, od czego Polacy zupełnie się odzwyczaili. O zakupach jest dobrze pomyśleć już w piątek wieczorem, bowiem w sobotę małe sklepy spożywcze bywają zamykane już około trzynastej. Przekonałam się o tym w sposób dość bolesny, próbując którejś soboty zrobić zakupy na dwa kolejne dni około godziny osiemnastej. W Erlangen nie ma też sklepów całodobowych. Jeśli ktoś naprawdę czegoś potrzebuje, musi iść na stację benzynową.
– To element specjalnego programu prorodzinnego - tłumaczy mi mieszkanka miasta. – Chodzi o to, by wieczorami ludzie spędzali czas ze swoimi bliskimi. To samo dotyczy niedzieli. Ale Niemcy nie są z tego zadowoleni i chętnie by to zmienili.
W międzynarodowym, studenckim towarzystwie na zamknięte sklepy najbardziej narzekają Japonki:
– U nas większość sklepów jest ciągle otwarta - mówi Yumi. – Zdarza się, że dwie przyjaciółki umawiają się na godzinę dwudziestą pierwszą na chodzenie na sklepach. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego tu musi być inaczej.

Inne, nie znaczy gorsze. Często nawet wręcz przeciwnie. Jedno jest pewne: dzielą nas nie tylko języki i przekonania, ale i zwyczaje. W codziennym życiu takie drobiazgi jak sposób wyrzucania śmieci czy brak bądź obecność darmowych reklamówek odgrywają wbrew pozorem sporą rolę. Przekonują się o tym ci, którzy wyjeżdżają. Nie pozostaje nic innego jak przywyknąć i... brać przykład z tego, co dobre.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Widze ze ktos jescze orpocz mnie dostarcza informacji z Niemiec:)I bardzo dobrze, bo Bawaria to specyficzny land.)Plusik za artykul:d W Sachsen-Anhalt ludzie patrza sobie w oczy i klepia sie po ramieniu, ale tu wielu jest emigrantow i zagranicznych studentow wiec moze dlatego. Pozdrawiam:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ossad, to chyba najbardziej treściwy komentarz w całej gazecie : )

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2006 20:17

Praktyczny tekst i dużo ciekawostek. Cenna zwłaszcza ta informacja o kartach bankomatowymi spoza Niemiec. Faktycznie co kraj to obyczaj. Co do godzin pracy sklepów to podobnie jest w Szwecji, można się naciąć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nawet w tak dużym mieście jak Frankfurt patrzono na mnie jak na kosmitkę, gdy około godziny 18.00 w sobotę pytałam o otwarty sklep spożywczy. Ale przyznaję, że bardzo sobie chwalę niektóre niemieckie wynalazki, chociażby Wochenende-Ticket, za 30 euro można w soboty lub niedziele podróżować po całym kraju bez względu na liczbę przesiadek. Na jeden blankiet może podróżwać max 5 osób. No i jego ważność nie kończy się o północy, lecz o 3.00, co również jest dużą zaletą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.