Kiedy ukazało się w wiadomościach doniesienie o mającym się odbyć uroczystym chrzcie byłego muzułmanina, znanego włoskiego dziennikarza, mającego ochronę policyjną z powodu nieprzejednanej krytyki wiary, w której został wychowany – przypomniałam sobie dość zabawne w owym momencie zdarzenie.
Pracując w domu ortodoksyjnej rodziny żydowskiej, byłam kilka razy zabierana na zakupy przez p. Ethel, która pewne sprawunki załatwiała w dość odległym od dzielnicy sklepie. Trzeba było jechać Dziesiąta Milą, mijając po drodze dzielnicę bliźniaczo podobną do żydowskiej. Z jednym wyjątkiem. Przed każdym domem stała pośrodku klasycznego amerykańskiego trawnika, pokaźnych rozmiarów, kolorowa i ustrojona w koronę z elektrycznych świecidełek Matka Boska.
Ethel, osoba wesoła i dobroduszna, zaznaczała ku mojemu zdziwieniu przejazd przez tę dzielnicę otwarciem okna i trzykrotnym splunięciem w kierunku mijanych domów.
- Oni to nam na złość robią - wyjaśniła swoje zachowanie widząc moje „ wielkie oczy”.
- Kto - oni?
- Te świnie – tfu, przechrzty arabskie – tfu, oni się specjalnie blisko nas osiedlają i stawiają tę k…ę, żeby nam na złość robić.
Nie powiem, aby mnie to stwierdzenie z lekka w łeb nie rąbnęło. Ostatecznie wychowana w wierze i tradycji katolickiej usłyszałam coś niesłychanie bulwersującego. - Ja cię rozumiem i ja ci to wyjaśnię jak wrócimy do domu - rzekła Ethel widząc moja minę.
Faktycznie, wyjaśniła żydowski punkt widzenia, który laik, jak ja, może aktualnie skonfrontować np. ze spokojnym tekstem w Przekroju, traktującym między innymi o
wieczystym dziewictwie Maryji. - Ostatecznie porządek zrobił w 1555 roku Sobór Trydencki, zatwierdzając wieczyste dziewictwo bez wdawania się w detale anatomiczne. Dziś wielu wierzących ostrożnie woli mówić tylko o „duchowym dziewictwie”, unikając w ten sposób niewygodnej dyskusji o fizyczności.
W tym miejscu nie od rzeczy będzie przytoczenie słów wspomnianego włoskiego dziennikarza - przechrzty (czy konwertyty) a mianowicie: że jego umysł "wyzwolił się od obskurantyzmu ideologii, która legitymizuje kłamstwo i hipokryzję oraz okrutną śmierć, która prowadzi do zabójstwa i samobójstwa, ślepego podporządkowania i tyranii".
Dla osoby wychowanej w naszym kregu kulturowym, słowa o okrutnej śmierci kojarzą się automatycznie z Bogiem chrześcijan, który na okrutną śmierć skazał własnego syna. Czemu dał dramatyczny wyraz jeden z bohaterów ksiazki "Filetowy hibiskus", krzycząc do ukrzyżowanego (cyt. z pamięci): - Skoro jesteś wszechmocny, czy nie mogłeś nas po prostu zbawić?
Porzucając dygresje, w dalszych doniesieniach czytamy: „W obszernym liście, opublikowanym w największej włoskiej gazecie 55-letni Allam napisał, że porzucenie wiary muzułmańskiej i nawrócenie na chrześcijaństwo uważa za najpiękniejszy dzień w swoim życiu.”
Oczywiście, jest to osobisty wybór człowieka, któremu coś w dotychczasowej przestało pasować. Ale uderzający jest fakt, że akurat ten konwertyta zmienił spektakularnie wiarę po to, aby usankcjonować głoszoną nienawiść do porzuconej. Osobiście jest mi całkowicie obojętne, czy Kościół Katolicki zyskuje na prestiżu tym spektaklem, albo – czy fanatycy muzułmańscy, zgodnie z obietnicą, skrócą odstępcę o głowę.
Nie dostrzegam tu jednak miejsca na bardzo swego czasu modne, a ostatnio jakby zapomniane słowo „ekumenizm”.
Tym bardziej, że można na temat
konwertytów poczytać wypowiedzi ludzi zmieniających wiarę, bez kamer światowej telewizji. Spokojnie i bez plucia na to, co ich duchowym potrzebom przestało dogadzać. Dlatego na zakończenie przytoczę przypadek
odwrotny:” Piotr Ibrahim Kalwas to polski konwertyta na islam… Przed czterema laty przeszedł na islam i dziś świadczy, że w tej religii nie ma miejsca na bezsens i zwątpienie.
Każdy na temat wiary ma swoje zdanie, ale – większości wierzących potrzebna jest ona do zaspokojenia potrzeb duchowych i zyskania metafizycznego oparcia, nielicznym jednak służy niestety jako motyw, powód i pretekst do głoszenia nienawiści.