Facebook Google+ Twitter

„Obietnica” – kiczowata

„Obietnica” to polsko – duńska produkcja kinowa wyreżyserowana przez Annę Kazejak. Scenariusz do filmu napisany został przez reżyserkę, we współpracy z Magnusem von Hornem.

 / Fot. FilmWebW rolach głównych wystąpili: Eliza Rycember, Mateusz Więcławek, Magdalena Popławska i Dawid Ogrodnik.

„Obietnica” jest dramatem obyczajowym zaadresowanym głównie do nastolatków i ich rodziców. Główni bohaterowie – Lila i Janek – to uczniowie szkoły średniej. Para jest zakochana w sobie, jednak ich związek zakłócony został przez pewien incydent, którego dopuścił się Janek. Lila wybaczy mu przewinienie pod jednym jednak warunkiem. Chłopak musi dotrzymać obietnicy, którą jej złożył…

Jakie problemy dotykać mogą współczesną młodzież? Jak współczesna młodzież radzi sobie z nimi? Co dzieje się w głowach zranionych nastolatków? Jak dalece młodzi ludzie są w stanie posunąć się, gdy dążą do osiągnięcia określonych celów? Co współcześni rodzice nastolatków wiedzą o swoich pociechach? Jak radzą sobie z nimi i ich problemami? Jaki wpływ rodzice mają na życie dorastających dzieci oraz jaki maja w nim udział? Te wszystkie pytania są w filmie „Obietnica” twardo przez reżyserkę i scenarzystkę postawione.
Dorastanie nie jest łatwym procesem. Jak większość z nas pamięta z autopsji – nastoletność to piękny, ale bardzo trudny okres. Czy po seansie filmowym uda się nam znaleźć odpowiedzi na niektóre z zadanych przez Annę Kazejak pytań? Chyba nie do końca. A dlaczego? Po pierwsze, są to trudne pytania, na które w ogóle ciężko jest znaleźć odpowiedź. Po drugie, film jest dość tandetny, przez co postawione w nim tezy maja charakter bardzo kiczowaty.

Trzy lata temu o tej samej mniej więcej porze, na ekrany polskich kin weszła „Sala samobójców”. Miał owszem ten film grono swoich sympatyków, recenzenci jednak okrzyknęli go tandetnym, a ja sama odebrałam jako infantylny i tendencyjny. „Obietnicę” można pod niektórymi względami do „Sali samobójców” przyrównać. Podobny klimat, podobny problem, podobne pseudo przesłanie. Sympatykom „Sali samobójców” dramat Anny Kazejak też się może spodobać. Znam osobiście ludzi, którzy gustują w tego typu klimacie. Pozostałym odbiorcom nie spodoba się na pewno. Trzy lata temu zjechałam w swojej recenzji (zamieszczonej na portalu infotuba.pl) „Salę samobójców” i nazwałam ten film „tanią psychologią”, ale mimo wszystko uważam, że był to film ambitniejszy i po prostu ciekawszy od „Obietnicy”.

Scenariusz do „Obietnicy” jest słaby, przewidywalny, jednowątkowy i bardzo prosty. Może gdyby widzowie do końca nie wiedzieli co się stanie, byłby bardziej trzymający w napięciu. W najnowszym dramacie mamy do czynienia z sytuacją, gdzie od początku wiemy co się zdarzyło, domyślamy się co nastąpi za chwilę…, a reszta filmu to psychologizowanie o tym, że rodzice za mało rozmawiają z dziećmi. Kiepska fabuła to największy minus produkcji.

Swoją drogą, tego rodzaju założenia nazywam tanią psychologią i kiczowatym przesłaniem z kilku powodów. Po pierwsze, bohaterom filmowym, moim zdaniem, niczego nie brakowało i nie ma powodu by o cokolwiek obwiniać rodziców. Nie ma rodzin doskonałych i rodziców idealnych, ale patologii i zaniedbań rodzicielskich, ani w przypadku Lilki, ani w przypadku Janka nie dopatrzyłam się. To, że młodzież przeżywa rozterki sercowe to naturalna kolej rzeczy. Po drugie, każdy młody człowiek prowadzi – w pewnym stopniu oczywiście – podwójne życie i rodzice nic na to poradzić nie mogą. Nie twierdze, że mają na wszystko się godzić, czy, że mają na wszystko spuszczać zasłonę milczenia, ale wszyscy pamiętamy, że mieliśmy w okresie szkoły średniej masę „swoich spraw” i sekretów przed rodzicami, nawet tymi najlepszymi. O wiele rzeczy rodzice nigdy by nas nie podejrzewali, o wielu swoich pomysłach w życiu byśmy im nie powiedzieli. Mam wręcz wrażenie, że to zbyt krótkie trzymanie nastolatka i ograniczanie go „w jego własnych sprawach” powoduje w jego głowie zamęt lub spustoszenie. Takie mam przemyślenia, gdy sięgam pamięcią w swoje życie sprzed 10 czy 15 lat. Robienie z tego, że mama na coś nie zwróciła należytej uwagi, a tata przeprowadzał zbyt mało rozmów problemu wartego nakręcenia filmu, jest moim zdaniem tanią sztuczką. Lubię filmy promujące wartości nadrzędne, jak rodzina, przyjaźń, miłość i wzajemne wsparcie bo są to zwykle obrazy pokrzepiające, umoralniające, edukujące i uwrażliwiające. Ale jestem wrogiem bezwzględnym kiczowatych przesłań i sztucznych problemów stawianych w utworach, a także tandetnej psychologii oraz tanich chwytów kinowych. Po trzecie jest wiele rozmaitych problemów społecznych, rodzinnych, psychicznych i emocjonalnych o których kręcić można filmy. Nie ma więc powodu by szukać dziury w całym i oskarżać rodziców o nieznajomość profilu psychologicznego swojej nastoletniej pociechy. Po czwarte – i tu powrót do punku pierwszego - mam wrażenie, że rodzice filmowych bohaterów, akurat dość dobrze znali swoje dzieci i chcieli dla nich jak najlepiej, więc nie wiem w czym problem…

To, co pozytywnego o „Obietnicy” mogę powiedzieć to to, iż została ona rewelacyjnie zagrana przez wszystkich właściwie aktorów. Znane nam już gwiazdy – jak Andrzej Chyra, Magdalena Popławska, czy Dawid Ogrodnik – jak zawsze wywiązali się ze swych zadań bardzo profesjonalnie. Mnie natomiast zachwyciła świetna gra młodych aktorów – Eliza Rycember, Mateusz Więcławek i Nikodem Rozbrycki – wszyscy oni spisali się na piątkę z plusem. Dobra gra aktorska to niewątpliwa wartość dramatu „Obietnica”.


W ogólnym rozrachunku ocena filmu „Obietnica” wypada bardzo negatywnie. Świetnie, że aktorzy wykazali się niezłym kunsztem, ale to nie wystarczy by film mógł być dobrze odebrany. Jest słaby i ze względu na fabułę i ze względu na infantylną próbę przemycenia wielkiego przesłania, które ostatecznie okazało się raczej miernym, prymitywnym morałem. Gdyby ta akcje trzymała chociaż w napięciu, gdyby film był czymś na kształt thrilleru… Ale nie było emocji, nie było napięcia…. Nie za wiele się w filmie działo. Miało być psychologicznie, wyszło komicznie.

Nie ma sensu, moim zdaniem, wydawać pieniędzy na kinowy bilet. Ten film za pół roku puszczony będzie w telewizji i spokojnie można będzie obejrzeć go sobie na małym ekranie. Nie jest to hit na który koniecznie trzeba udać się do kina – można dalej z powodzeniem egzystować nie obejrzawszy nigdy tego obrazu. Jak na telewizyjny seans w sobotnie popołudnie, czemu nie? Ale, żeby ustawiać się w kolejce do kasy kinowej… - odradzam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.