Facebook Google+ Twitter

Oblicza chrześcijaństwa - nudziarze z Taizé

Wczoraj zakończyło się 32. Europejskie Spotkanie Młodych, organizowane co roku przez Wspólnotę Braci z Taizé we Francji. Kto odwiedza takie zgrupowania? Czy istnieje dziś radosne chrześcijaństwo bez kompleksów?

 / Fot. A.Rosińska Każdego roku tysiące młodych ludzi jadą w różne zakątki Europy, aby spędzić przełom roku na zadumie i rozmyślaniu, poznając przy tym inne narodowości, świetnie się bawiąc bez alkoholu. Kto dziś przy zdrowych zmysłach jechałby się modlić w sylwestra, kiedy wokół szykuje się tyle świetnych imprez? Czy uczestnicy spotkań Taizé to nawiedzona grupa nielicznych w Europie młodych, którzy idą pod prąd?

Pewnie skala osobowości jest bardzo szeroka, ale można jechać na Taizé, a jednocześnie być osobą, która żyje w tym świecie i chce z niego korzystać. Można mieć ambicje zawodowe, chodzić na imprezy i popełniać błędy jak każdy, a przy tym wierzyć w Boga i nie uważać odmiennych ludzi i świata za siedlisko zła.

Rozważania, które się słyszy w czasie modlitw to nie ciemna indoktrynacja, ale promowanie idei pojednania i porozumienia ponad podziałami. Pokazanie, że można być chrześcijaninem otwartym i oświeconym, a przy tym konsekwentnym w przestrzeganiu swoich zasad.

Uczestnicy Taize to chrześcijanie różnych wyznań. Modlitwy mają bardziej charakter ekumeniczny niż katolicki. Znamienne jest to, że nie ma ogólnej mszy świętej dla wszystkich uczestników, a ta w poszczególnych parafiach, jest nieobowiązkowa. Zresztą całe spotkanie opiera się na dobrej woli ludzi, którzy je tworzą, od setek wolontariuszy, pomagających w organizacji poprzez uczestnictwo w modlitwach, do których nikt nikogo nie zmusza. Tym bardziej robi wrażenie widok tysięcy osób siedzących po turecku na olbrzymiej hali podczas wieczornej modlitwy. / Fot. A.Rosińska

Spotkanie nie ma nic ze smutnego i cierpiętniczego wizerunku wiary, tak często praktykowanego w polskim Kościele Katolickim. Uczestnicy radośnie się pozdrawiają, nawiązując ze sobą spontaniczny kontakt na ulicy czy w środkach publicznej komunikacji. Dla miasta, w którym spotkanie się odbywa to dobry sprawdzian logistyczny, ale też aktywny czas. Spotkanie nie polega na ciągłej modlitwie, a już na pewno nie na użalaniu się nad sobą. Młodzi Europejczycy za każdym razem chcą zwiedzić przyjmujący ich region. Tłumy wylegają na miasto, ożywiając ulice, zabytki, kawiarnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (23):

Sortuj komentarze:

"Jednak u chrześcijan modlitwa pełni rolę kompensacji, przeniesienia oraz racjonalizacji (...)"
Jako chrześcijanin bez mrugnięcia okiem zaprzeczam temu, co mówisz.
Również inne teksty, jakie w poprzednim komentarzu tutaj, oraz wcześniej (np. twierdzenie że idąc od dogmatu o nieomylności papieża Inkwizycja była w oczach Kościoła niezaprzeczalnym dobrem) pokazują, że nie do końca masz pojęcie, o czym piszesz. Chwali się Tobie, że znasz doktrynę muzułmańską, ale krytykujesz bezpodstawnie obraz chrześcijaństwa, jaki sobie w głowie ukułeś.

"Wiem, wiem, poznałem Cię, oskarżyłbyś mnie o herezję i spalił żywcem na stosie jak to robili Twoi idole. I nic by tu nie dało, że jestem apostatą, bo oni torturowali i palili także innowierców."
Nie, tylko oskarżył - trochę pod wpływem zdenerwowania to powiedziałem, ale nie miałem siły pisać co i dlaczego jest źle; ale jestem zdeterminowany, więc nawet myślę że się z tym pogodziłeś ;). Przechodzisz do ad personam, perfidny chwyt erystyczny niegodny mentatów, ludzi-automatów.

Pozdrawiam, miłego dnia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mariusz Orłowski: "Nie zamierzam kontynuować wymiany zdań z Tobą w komentarzach pod moim tekstem o Biblii, gdyż - jak też już pisałem - uważam to za bezsensowne."

Jak można pisać o czymś, czego nie dane było poznać nigdy w życiu? Po drugie tekst przepisany żywcem, a nawet wydarty z innych źródeł, odpowiednio spreparowany i za pomocą komputerowej myszki "wytnij-wklej" ułożony w ciąg liter, wśród których nawet sam "autor" (Mariusz Orłowski) musi(!) się zgubić pośród wyniosłych, a nic nieznaczących słów. Bo wątpię, czy ktoś cokolwiek z tego "tekstu" zrozumiał. Co zaś się tyczy tekstu autorskiego (?) o Biblii, to wątpię czy z taką mściwością, zaciętością i szyderstwem na twarzy a kataną w dłoni, można napisać cokolwiek uczciwego. Mało tego, bo przy tym stanie emocjonalnym można sobie zrobić krzywdę, tak ostrym narzędziem. Później będzie lament, że to nasz Bóg zrobił Orłowskiemu krzywdę czyniąc go eunuchem. No ale cóż? Widać prorok Daniken Erich von: w swoich "Objawieniach" już przewidział przyszłość wątpliwego autora(?).

Powracając do tematu; być aktywnym chrześcijaninem, to jest wspaniałe doznanie, pełne pozytywnych przeżyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomek Sroczyński - Można się modlić i podejmować realną działalność, czego przykładem są muzułmanie. Jednak u chrześcijan modlitwa pełni rolę kompensacji, przeniesienia oraz racjonalizacji (czego przyczyną jest konstrukcja doktrynalna tego systemu wierzeń, o czym pisałem powyżej). Nie zamierzam kontynuować wymiany zdań z Tobą w komentarzach pod moim tekstem o Biblii, gdyż - jak też już pisałem - uważam to za bezsensowne. Wiem, wiem, poznałem Cię, oskarżyłbyś mnie o herezję i spalił żywcem na stosie jak to robili Twoi idole. I nic by tu nie dało, że jestem apostatą, bo oni torturowali i palili także innowierców.

Anna Rosińska - wątpię byśmy różnie postrzegali cylindryczne naczynia i ponadto nie one były przedmiotem dyskusji. Wielu katolików neguje zbrodnie swego Kościoła, ale nie o przyznawanie się do błędów tu chodzi. Chodzi o to że gdy jakiś system jest uznany za zbrodniczy to się mu nie służy, ale go potępia i zakazuje (jak komunizm, faszyzm, satanizm, itd). A Ty zachęcasz by zapomnieć o wszystkich zbrodniach, oszustwach i kłamstwach danego systemu i by iść, wiernym mu, dalej do przodu (jak to ujęłaś).
Drugi Twój akapit wypowiedzi skierowanej do mnie jest newageowską brednią. Wielu ludzi wyjeżdża na wakacje o wiele dalej niż do Taize, ale jakoś nie uznaje się tego za ich niezwykłą aktywność życiową, społeczną czy polityczną, bo oni, analogicznie jak młodzież w Taize, nic konstruktywnego nie robią tam dokąd się przemieścili. Towarzystwa wzajemnej adoracji nigdy nie są zbyt kreatywne. Jak łatwo mogliby oni zorganizować jakąś inicjatywę społeczną czy też demonstrację to ja wiem, fakt jednak jest taki że aktywności takiej nie przejawiają, bo są bierni, bo wygodnicko zrzucają odpowiedzialność z siebie na wszechmocną istotę, na której istnienie nie ma jakichkolwiek dowodów. I nie zapomnij wyspowiadać się z tego, że propagujesz publicznie ideę - cytuję - "pozytywnej energii", bo jest to newageowski przesąd podlegający pod pierwszy paragraf Twojego prawa (Nie będziesz miał bogów cudzych przed oczyma mymi).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Anno, miałam kontakt ze środowiskami duszpasterskimi i niestety muszę potwierdzić Twoją opinię. Często są to właśnie hermetyczne grupy i na ludzi z zewnątrz patrzą z dystansem, zachowując się jakby nie rozumieli wiary, którą praktykują. Na szczęście spotykałam też mądrych duszpasterzy, którzy próbowali to zmieniać, tłumacząc, że można czerpać siłę z wiary, a oprócz tego korzystać z uroków np. studenckiego życia.

Zgadzam się z Tobą Marto, że pokuta to nie ciągłe użalanie się nad sobą i w konsekwencji ma to doprowadzić do pojednania z Bogiem.
Jakby nie pamiętali niektórzy, to przypominam, że istotą chrześcijaństwa jest radość i miłość.

Mariuszu, różnica między nami jest taka, że ja widzę tzw. pełną połową szklanki, a Twoja świeci pustkami. Nikt nie neguje błędów popełnianych przez duchowieństwo, ale nie znaczy to, że trzeba cały czas „biczować” się z tego powodu. Trzeba raczej iść do przodu i temu służą takie spotkania.
Tak jak zauważył Tomek, modlitwa nie wyklucza działalności. Mnie natomiast zabawne wydaje się Twoje generalizowanie na temat bierności młodych ludzi i zrzucaniu odpowiedzialności. Jeśli ktoś przejeżdża pół Europy, albo nawet całą, w środku zimy, aby poznać innych ludzi i odebrać trochę pozytywnej energii, ostatnią rzeczą jaką można o nim powiedzieć to to, że jest bierny. Jeśli ludzie maja siłę na coś takiego pomyśl, z jaką łatwością mogą iść na demonstracje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Czy istnieje dziś radosne chrześcijaństwo bez kompleksów?" - Nie mam wątpliwości - istnieje! Chociaż na Taize nigdy nie byłem. A propos artykułu - skąd ten tytuł?? Trudno go nazwać przekornym, on jest jednoznaczny!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajnie, że Taize to wszystko pokazuje, co pokazuje, ale należy zaznaczyć, że nie jest tak tylko w przypadku Taize. Mam wrażenie że tutaj artykuł jest ciut stronniczy lub bazuje na stereotypowym postrzeganiu chrześcijan/katolików dziś ;).

Fajny pomysł na spędzenie Sylwestra mieli też dominikanie przy Al. Niepodległości - po Mszy wieczornej o 19. wystawiony do północy Najświętszy Sakrament, potem litania do imienia Jezus i Msza Święta.

Ogólnie geneza, idea i natura Taize jest pozytywna. Miałem osobiście jednak mieszane uczucia.
Co mnie urzekło - otwartość i łatwość w zaprzyjaźnieniu się z ludźmi; miasto stało się życzliwe; dobra balanga z Włochami; widok tylu młodych pragnących iść za Chrystusem. Szczególnie dziękuję Bogu za ludzi, których dzięki temu spotkałem, i za spotkania, które pogłębiły relacje z kilkoma bliskimi mi osobami. Poza tym... pierwszy raz od wielu miesięcy byłem na dobrej imprezie (nieoficjalnej:P) ;).
Nie do końca do mnie przemawiały same modlitwy wieczorne. Część wspólna była dla mnie za mała, nie byłem w stanie uznać tego bez choćby znaku krzyża za modlitwę. Przyszliśmy, usiedliśmy, w końcu śpiewy, czytania, prośby, cisza - tu już lepiej, trochę śpiewania, koniec... Kanony z Taize są tu kluczowym elementem modlitwy, ale w tej "części wspólnej" czułem się tak, jakby to było śpiewanie w próżnię. Same w sobie są natomiast prześwietne do ubogacenia Mszy Świętej.

A dalej idąc - cierpienia z życia się nie usunie do końca.

Anno Sobol:
"byloby fajnie, gdyby swoimi działaniami próbowali wyrwać też tę "dziką"młodzież z marazmu i wystawania pod blokami."
Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Taize akurat w Poznaniu było szeroko rozgłaszane. Natomiast na co dzień to od własnego zaangażowania parafij i ludzi w nich zależy, co z tą "dziką młodzieżą" się stanie.

Lesławie, kogo masz na myśli pod pojęciem ortodoksa? Na ile znam te pojęcie każdy powinien być w życiu ortodoksem. Chyba że masz na myśli tradycjonalistów, jak lefebryści, sedewakantyści czy bardziej konserwatywnych katolików ;). Oni być może nie są zadowoleni, ekumenizm prezentowany w Taize niekoniecznie jest w 100% cacy. Też mają w tym trochę racji.
http://dominikanie.pl/polecamy.php?news_id=2287

Marto:
Cierpiętnictwo i użalanie się nad sobą - w życiu, natomiast godne przyjmowanie cierpienia, wyrzeczenia, post, pokuta - owszem.
Natomiast nieco odnośnie cierpiętnika... Znosić pokornie obelgi i prześladowanie w imię Chrystusa to coś jak zaszczyt! Choć niekoniecznie są one pożądane i lubiane i Mdr 1,13.
Ciekawostka - Orygenes nie został świętym afaik z powodu samokastracji. Poszedł na łatwiznę usuwając przyczynę wyrzeczeń i ponadto zgrzeszył, okaleczając się.
"Jeśli zaś chodzi o doktrynę, to zawsze z jednej strony będą mędrcy i erudyci toczący dyskusje, a z drugiej - "prostaczkowie", którzy nie przeczytają żadnych pism, nie będą rozważać definicji chrześcijaństwa, ale będą żyć według Chrystusowego przykazania miłości."
I jedni i drudzy są chyba sobie potrzebni. "Mędrcy" by w razie czego wskazywać drogę "prostaczkom", "prostaczkowie" by uczyć "mędrców" żyć tym, co głoszą. Jakoś tam tak;).

Mariusz:
A nie można jednocześnie się modlić i podejmować działalności?
Dokończymy dyskusję z artykułu o Biblii? Cierpliwie czekam :). I jeszcze taki ptyś na deser: http://buiosu.wordpress.com/2010/01/03/wszechswiat-a-istnienie-boga/
Dalej - gdybyś był chrześcijaninem - oskarżyłbym Cię (choć mi nie wolno) o herezje.

Pozdrawiam, miłego dnia wszystkim.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Coś się treść artykułu nie klei pod względem logicznym, co widać też w sposobie komentowania artykułu przez ludzi pozytywnie oceniających opisaną inicjatywę. Wszyscy muzułmanie nigdy nie piją alkoholu i jakoś nikt się nimi z tego powodu nie zachwyca, a że tylko garstka chrześcijan to abstynenci (i to najczęściej chwilowi) to raczej powód do wstydu dla tej doktryny (zresztą wszelkie inne patologie mają bardzo rozwinięte, jak pornografia, przygodny seks, zdrady małżeńskie, prostytucja, narkomania, rozwody, itd.) Napisane jest powyżej pięknie o cyt. ROZWAŻANIACH, podczas gdy tam się niczego nie rozważa tylko głosi "jedyną słuszną" doktrynę, że zbawienie przychodzi jedynie przez jakiegoś Żyda urodzonego z nieślubnego związku 2 tysiące lat temu. Nie rozważa się czy idea Boga nie jest wewnętrznie sprzeczna, jakich zbrodni dokonało chrześcijaństwo podczas swojej historii, czy aby Biblia i dogmaty nie są ze sobą sprzeczne, ani kwestii bieżących jak molestowania dzieci przez księży w Irlandii czy bicie upośledzonych dzieci przez zakonnice w Studzieniczej. Zabawne jest również chwalenie młodych ludzi za to że są bierni i zrzucają z siebie odpowiedzialność, czyli że zamiast podjąć jakąkolwiek inicjatywę czy działalność, modlą się do Boga np. o pokój, aby On go za nich załatwił (choć widać że Gość nie chce się w to mieszać, bo o pokój modliły się miliony osób przez tysiące lat i On kompletnie to zignorował). Rozsądniej by było podjąć jakąś realną działalność, np. protesty w swoich krajach, aby rządy europejskie wycofały wojska okupacyjne z Iraku czy Afganistanu. Bycie radosnym chrześcijaninem to brzmi jak oksymoron, bo chrześcijanin to ktoś kto wierzy, że każdy niewinny rodzi się z grzechem pierworodnym, że każdy wyznawca innej doktryny będzie cierpiał nieskończone męki w piekle, że jego Bóg potworzył choroby i kataklizmy, sam tak potępił ludzkość (skazując całą na piekło) że potem sam postanowił ją zbawiać przed samym sobą poprzez zamęczenie na śmierć jakiegoś Żyda, wygnał własne stworzenia z raju a teraz szykuje dla nich armagedon, itd. Radość w obliczu istnienia takiego Dyktatora to chyba jedynie objaw schizofreniczny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stanisławie, piszesz:<<w tle pobrzmiewa pewien stereotyp: cierpiętnictwo, introspekcja, użalanie się nad sobą - to wszystko "be", a radość, zabawa porozumienie ponad podziałami - to "cacy">>
Zgodzę się, że introspekcja jest człowiekowi bardzo potrzebna, ale nie widzę, żeby Ania ją negowała. Natomiast cierpiętnictwo ani użalanie się nad sobą nie stanowią, moim zdaniem, żadnej wartości i nie mają nic wspólnego ze wspomnianą przez Ciebie pokutą. Cierpiętnik to "osoba biernie poddająca się cierpieniom albo lubująca się w ich przeżywaniu", a pokuta jest aktem woli, w którym człowiek świadomy popełnionego grzechu i pragnący zadośćuczynić Bogu oraz ludziom decyduje się na wyrzeczenie czy umartwienie (a więc na coś, co nie sprawia mu przyjemności, w czym się nie "lubuje"). I wydaje mi się, że skoro warunkiem pokuty jest szczery żal za grzechy, to pokutnik nie jest smutny, bo odczuwa radość płynącą z pojednania z Bogiem.
Jeśli zaś chodzi o doktrynę, to zawsze z jednej strony będą mędrcy i erudyci toczący dyskusje, a z drugiej - "prostaczkowie", którzy nie przeczytają żadnych pism, nie będą rozważać definicji chrześcijaństwa, ale będą żyć według Chrystusowego przykazania miłości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chrześcijaństwo radosne, umiejące się bawić baz procentów - oczywiście. Mam jednak dwa problemy z Pani artykułem. Po pierwsze w tle pobrzmiewa pewien stereotyp: cierpiętnictwo, introspekcja, użalanie się nad sobą - to wszystko "be", a radość, zabawa porozumienie ponad podziałami - to "cacy". Znam jednak chrześcijaństwo, w którym jest miejsce i na radość i na pokutę; na wspólnotę z "innymi" i na rzeczową dyskusję w kwestii doktryn. Chrześcijaństwo jak rozumiem nie jest w ogóle jakimkolwiek schematem czy zbiorem reguł, ale jest kompletnie inne od stylu życia znanego powszechnie ludziom, gdyż jest życiem nadprzyrodzonym; życiem Ducha Świętego żyjącego w duszy człowieka.
Drugim problemem jest definicja chrześcijaństwa. Obawiam się, że wielu z tych, których w artykule (i powszechnie) uznajemy za chrześcijan - wcale nimi nie są. Zanim wytoczycie artylerię często wyrywanego z kontekstu wersetu "Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni" spieszę wyjaśnić, że sam Pan Jezus postawił grubą krechę oddzielającą chrześcijan od tych co tylko myślą, że nimi są - słowami: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego." (J 3:5).
No cóż, wydało się, że jestem protestanckim ortodoksem ;)
Zachęcam jednak do sprawdzenia tej najważniejszej kwestii - co czyni mnie chrześcijaninem - bo przypowieść o 10-ciu pannach przestrzega, że znaczny procent tych co myśleli, że są chrześcijanami w dniu sądu okaże się być falsyfikatami.

Pozdrawiam - Stachu (baptysta)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł bardzo ciekawy i myślę ,że nie spodoba się ortodoksom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.