Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

25906 miejsce

Oblicza Gruzji. Koniostop drogą, która zniknęła z mapy

Współautorzy: Artur Bińkowski

Droga była. Kiedyś... to znaczy do rozpadu Związku Radzieckiego. Tak w Gruzji może się zaczynać większość opowieści o tym co było, a co się przez ostatnie 22 lata rozpadło...

Droga była. Kiedyś... to znaczy do rozpadu Związku Radzieckiego. Tak w Gruzji może się zaczynać większość opowieści o tym co było, a co się przez ostatnie 22 lata rozpadło. Było sanatorium, fabryka, punkt skupu owoców, wioskowy klub – było i się rozpadło.

Głaz tarasujący górską drogę / Fot. Artur BińkowskiPodobnie z drogą z przełęczy Zekari do Imeretii. Najpierw wybudowano drugą drogę, potem woda porwała mosty, na drogę spadły głazy i nie można już było przejechać samochodem, więc powoli zaczęła znikać ze zbiorowej świadomości. Ktoś czasem po niej chodził lub jechał konno, a inni po prostu przyjęli za normalny stan, jaki się wytworzył. Przecież wszystko wokół się rozpadło, więc i droga także może. Kto by się tam tym przejmował...

Stara droga do Imeretii z przełęczy Zekari, Gruzja / Fot. Artur BińkowskiTa zapomniana droga mnie wabiła, choć wiedziałam, że może być długa, uciążliwa i prawie nieuczęszczana. Wszyscy odradzali – tam tylko pieszo lub koniem, droga przez ogromny las, w którym dzikie zwierzęta. Ale droga ciągnęła. Na wątpliwości Artura rzuciłam: "Nie przejmuj się, trafi się jakiś mężczyzna z koniem".

Letnia wioska na przełęczy Zekari w pełnym słońcu, Gruzja / Fot. Artur BińkowskiRano obudziło nas piękne słońce i prawie bezchmurne niebo. Po wczorajszych, otulających nas i wioskę chmurach, nie zostało śladu. Pięknie, słonecznie, przejrzyście, wszystko wokół kusi – odległa droga także.

Z naszym gospodarzem Awtandilem przed ruszeniem w drogę do Imeretii / Fot. Artur BińkowskiAwtandil wyprowadza nas przez wzgórza skrótem w dół stromymi i barwnymi kobiercami łąk. Gdzieś w dole majaczy droga ginąca w ciemnym lesie i wijąca się wzdłuż rzeki. Na pożegnanie Awtandil przestrzega:
– Obiecajcie, że wyjdziecie z lasu zanim się ściemni. A jeśli was noc zastanie, to idźcie dalej, nie schodząc z drogi.
Anna wpatrzona w samotny domek na odległym wzgórzu, Gruzja / Fot. Artur Bińkowski – A dlaczego? – pytam. – Wilki, niedźwiedzie, szakale.

Artur wypatruje drogi na skróty, w dole dolina rzeki Kershaveti, Gruzja / Fot. Anna Janicka-GalantPoczątek drogi stromy, bo idziemy skrótami, ścinając szerokie pętle okrążających stoki serpentyn. Tak znacznie krócej, ale czasem trudno utrzymać równowagę. Całe szczęście mam podarowaną przez Awtandila wygodną laskę. Bez podpórki nieraz bym padła na kolana lub siedzenie.

Kwiecista i kolorowa droga z przełęczy Zekari, Gruzja / Fot. Artur BińkowskiUkwiecone łąki i podłużne pasma gór rozciągające się wokół aż po horyzont, a gdzieś tam za ostatnimi pasmami schodzącymi w dół dolina, do której zdążamy. Im niżej schodzimy tym droga się zmienia – ze słonecznej staje się coraz bardziej cienista i wilgotna. Lis uchwycony podczas polowania / Fot. Artur BińkowskiGdzieś przed nami jakiś ogoniasty zwierzak dopadł swój obiad, a Artur go dopadł obiektywem...

Ze skalnych ścian sączą się strumyczki, potoczki. Po miękkich mchach, szemrząc, spływają kaskady wody. Potok górski przecinający drogę z przełęczy w dolinę / Fot. Artur BińkowskiCzasem ledwo ciurkające, a czasem szerokie, wielopoziomowe wodospady. Na drodze przybywa kałuż pełnych błota i rozlewisk niemogącej tak szybko ścieknąć wody. Stawiamy stopy na wystających kamieniach i gałęziach, staramy się omijać większe kałuże, ale one coraz częściej zagradzają całą powierzchnię ścieżki. Przy jednym z tarasujących drogę strumyczków słyszę słowa Artura: – No i masz swojego mężczyznę z koniem...

Spotkanie z Romanem leśnikiem / Fot. Artur BińkowskiObracam się do tyłu, a tam rzeczywiście mężczyzna w ciekawej, wyszywanej, filcowej czapeczce prowadzi konia. Na zupełnie pustej drodze, po której raz na jakiś czas chodzą pastuchowie, zmieniający się na górskich pastwiskach, zjawił się Roman przemierzający tę trasę... raz do roku, w drodze do Chani na coroczne święto klanowe. Tak zeszły się nasze drogi w tym jednym, odpowiednim momencie. Wspaniała synchroniczność.

Od razu padła propozycja: – Wasze plecaki poniesie koń i tak idziemy w tę samą stronę. Doprowadzę was do końca, bo sam idę jeszcze dalej.

Artur z Romanem przytraczają plecaki do konia / Fot. Anna Janicka-GalantTo się nazywa fart! Tuż przed ciemnym lasem mamy przewodnika i koniostop transportowy odciążający nasze grzbiety. Roman z Arturem przytraczają po obu stronach siodła nasze plecaki, wiążąc je pasem transportowym. Przez pierwszy kilometr jeszcze kilka razy je poprawiają, by wszystko dokładnie dopasować.

Trekking z plecakami na koniu, Gruzja / Fot. Artur BińkowskiOtwarta przestrzeń już się skończyła. Brniemy coraz głębiej w wilgotny stary las. Na ścieżkach jeszcze liście z zeszłorocznej jesieni, a może i jeszcze poprzedniej, nawarstwiające się dopóki nie zbutwieją. Wokół nas zaciska się zieleń, coraz ciemniejsza i intensywniejsza w zapachu. Wilgoć mchów i butwiejącego drewna, zapach błota i fermentujących w cieple kałuż. Monotonne cykanie cykad, bzyczenia wszelakie i odgłos skapującej po skalnych ścianach wody. Czasem ciszej, czasem głośniej. Wąwóz rzeki Kershaveti z wodospadem, Gruzja / Fot. Artur BińkowskiPrzy wielometrowych kaskadach i wodospadach odgłos spadającej wody zwielokrotniony przez pogłos skalnych ścian. Mroczno i pięknie, czasem monotonnie.

Ciężko iść nawet bez plecaka. Co chwila nogi mi grzęzną w błocie lub plączą się o korzenie. Roman i koń znikają za kolejnym zakrętem / Fot. Artur BińkowskiA Roman i jego koń jakby nie odczuwali uciążliwości drogi – idą równo, rytmicznie, zgrani ze sobą od lat. Prowadzą nas skrótami, na których przychodzi nam przebijać się przez krzaki, przeskakiwać zwalone drzewa i pilnować się by nie pojechać na śliskim błocie, mokrej trawie lub nie zsunąć się po kamienistej ścieżce. Przekraczanie rzeki tam, gdzie mosty zerwało też wymaga sporej ostrożności. Przeprawa przez górski potok / Fot. Artur BińkowskiArtur tylko patrzy czy plecaki trzymają się na grzbiecie konia, gdy ten przedziera się przez gęstwinę albo przechodzi po kamieniach przez rzekę. Jemu też łatwiej dotrzymać kroku naszemu przewodnikowi.

Okazuje się, że Roman przez wiele lat był nadleśniczym w lasach wokół Abastumani, dzięki czemu zna wiele leśnych ścieżynek oraz właściwości lecznicze sosnowych pyłków – sam też go zbierał. Na początku zmian politycznych, gdy wszystkich po czterdziestce wymieniano na młodych, trafił na bezrobocie. Praca trafia mu się rzadko, ale takich jak on jest wielu. Artur z Romanem idą przodem / Fot. Anna Janicka-GalantPokazuje na swojego konia i śmieje się: – Ja pracuję, a on je.

Najczęściej widzę ich plecy, bo większość czasu człapię z tyłu, czując zadowolenie z drogi, ale i narastające zmęczenie. Skróty, jak dla mnie równie karkołomne, jak te wczorajsze, w drodze na przełęcz. Jedyna różnica to taka, że wczoraj pięliśmy się do góry a teraz schodzimy w dół... co wcale nie jest łatwiejsze. Przeprawa po balach przez górską rzekę Kershaveti, Gruzja / Fot. Artur BińkowskiDo tego dokładają się przeprawy przez rzeki po przerzuconych balach... nie zawsze sięgających drugiego brzegu. Raz, widząc jak Artur balansuje na jednym balu, omijając korzeń zagradzający przejście kończące się jeszcze przed brzegiem, na który można się było dostać, skacząc Zaimprowizowana kładka na rzece Kershaveti, Gruzja / Fot. Artur Bińkowski dalej po kamieniach nad wartkim nurtem górskiej rzeki, zdecydowałam się przejść ją wpław, testując po raz kolejny przystosowanie moich sandałków do brodzenia po wodzie. Dobrze, że miałam laskę, bo nie przewidziałam siły nurtu i bez niej wylądowałabym w wodzie. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Po więcej opowieści z wyprawy zapraszam na naszą stronę http://obliczagruzji.monomit.pl/, nowości i zdjęcia są także na fanpage https://www.facebook.com/obliczagruzji Na równoczesne publikowanie w kilku miejscach brakuje energii :-) a internet często w górskich rejonach zawodzi...
Cieszę się, że reportaż się spodobał :-) W Gruzji będziemy jeszcze rok lub dłużej bo tematów jest pod dostatkiem. Moim "oczkiem w głowie" jest gruzińska kuchnia, więc często ludziom zaglądamy do garnków :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aniu! Nasza nieugięta podróżniczko. Wiesz jak Ci zazdroszczę tej wyprawy. Połykam te Twoje relacje z wędrówki po Gruzji jak małmazję i nektar w jednym. Ech, co ja bym dała by być tam z Tobą... Oczywiście daję 5+ i swoją "podbijankę", czyli 7. Czekam na dalsze wieści i pozdrawiam! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękna relacja z wyprawy , podpisuję się pod komentarzem Pani Jadwigi K. i z przyjemnością obejrzę i przeczytam następne opowieści z niezwykłych podróży 5+.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cudowny reportaż z ekspedycji, okraszony pieknymi zdjeciami. Podbijam o 10 i daję 5+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.