Facebook Google+ Twitter

Oblicza sprawiedliwości dziejowej

Funkcjonariusze i zwolennicy IPN martwią się o jego przyszłość. Mają jej zagrażać kłopoty lokalowe instytutu, które jawni i ukryci wrogowie mogą wykorzystać, by doprowadzić do jego likwidacji. Gdyby tak się stało, byłoby bardzo dobrze.

IPN jest organem o bolszewickim obliczu powołanym do tępienia wrogów ludu, którymi w tym przypadku są tajni współpracownicy bezpieki, popularnie oznaczani skrótem TK. Jako współcześni wrogowie ludu są oni wydzieloną kategorią ludności, wobec której nie ma zastosowanie prawo obowiązujące ogół obywateli demokratycznego państwa. TK podlegają lustracji.

Pojęcie lustracji kojarzyło się dawniej raczej z obrazkiem przedstawiającym starszego sierżanta, który stojąc przed frontem kompanii sprawdza, czy szeregowi mają wyczyszczone buty, przyszyte i zapięte guziki itp. W IPN lustrują prokuratorzy, a rezultaty ich archiwalnych dociekań weryfikuje sąd – zupełnie jak w normalnym przewodzie. Tyle że „prokurator” i „sąd” są tutaj
kamuflażem skrywającym ich prawdziwą rolę. Prokurator IPN jest archiwistą mającym stwierdzić, czy oskarżany delikwent był czy nie był TK. Sąd lustracyjny nie orzeka o winie i karze za określone czyny, tylko sprawdza, czy podejrzany nie kłamał. Jakie przestępstwa TK mógł popełnić – nie interesuje ani prokuratora, ani sądu. Grzech kłamstwa lustracyjnego nie jest jednak bezkarny, jak twierdzili architekci procedury lustracji. Wyrok zapada w trybie administracyjnym – na zasadzie czy podejrzany był czy nie był TK. Jeśli był -otrzymuje „z automatu” zakaz sprawowania funkcji publicznych przez dziesięć lat - dla każdego kłamcy po równo. Jest to oczywiście o wiele mniej niż dziesięć lat zsyłki z niewinność aplikowane w innym miejscu i czasie, ale twierdzenie, że nie jest to w ogóle kara, jest oczywistą nieprawdą. Ustawa lustracyjna oferuje ludziom zaliczanym do kategorii TK także możliwość przyznania się, odbycia rodzaju świeckiej spowiedzi, która całkowicie oczyszcza z grzechu służenia wrażemu reżimowi.
Publikacje i przecieki z IPN zawsze towarzyszyły sporom politycznym, służąc do poparcia argumentacji jednej ze stron, a jest nią, co zrozumiałe, prawica. Wystarczy przypomnieć wystąpienie wyposażonego w takie materiały posła Arkadiusza Mularczyka przed Trybunałem Konstytucyjnym, a zwłaszcza skandaliczne, jeśli nie wręcz karygodne, utrącenie kandydatury Andrzeja Przewoźnika na szefa tej instytucji przy pomocy karteluszka pochodzącego z tego samego źródła.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

ad Rem
  • ad Rem
  • 29.08.2012 19:53

IPN jest li tylko potrzebny do walki politycznej. Zamknąć archiwa na 50 lat , może będzie spokój a nie polowanie na czarownice.
Bardzo ciekawy art .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.