Facebook Google+ Twitter

Obraniak mówi "nie" kadrze Fornalika. Czy słusznie?

Ludovic Obraniak zrezygnował z gry w kadrze narodowej. Z jednej strony jego decyzję można zrozumieć, z drugiej jednak kadra jest dobrem narodowym i przywilejem, dlatego taka decyzja aprobaty zyskać nie może.

Ludovic Obraniak, polish football player. / Fot. Roger GoraczniakO co w tym wszystkim chodzi?

W sierpniu 2009 roku Ludovic Obraniak tłumaczył szansę, gdy w polskiej kadrze francuskiej prasie tym, że chciał grać w kadrze, by oddać hołd pamięci swojego dziadka zmarłego w 1986 roku. Piłkarz mówił o swoim przywiązaniu do dziadka i polskości, które jest spowodowane tym, że przed laty dziadek przywiózł z Polski do Francji koszulkę, która stanowi relikwię w domu Obraniaka.

Wybierając Polskę, Obraniak nie miał pewności, czy zostanie powołany do narodowej jedenastki. Wyszedł jako rezerwowy w spotkaniu z Grecją w 2009 roku i strzelił w meczu dwie bramki (Polska wygrała 2:0).

Dziś, po wzlotach i upadkach, nieudanym EURO2012 dla całej kadry, nie tylko dla jednego piłkarza, ten sam zawodnik oświadcza na łamach "Super Expressu", że dopóki selekcjonerem kadry będzie Waldemar Fornalik, to on nie będę już grał w tej drużynie. Zaznaczył również, aby go nie brać pod uwagę przy wysyłaniu kolejnych powołań.

Komentarze i oświadczenia

Nie trzeba było długo czekać, aby na stronie PZPN-u Roman Kosecki, wiceprezes ds. szkoleniowych PZPN, wydał oficjalne oświadczenie w sprawie, będąc zdziwionym decyzją Obraniaka. Podkreślił, że on sam zawsze był z reprezentacją Polski na dobre i złe. Nawet wtedy, kiedy po meczu ze Słowacją, zadeklarował, że nie chce grać w drużynie narodowej. Następnego dnia przeprosił za swoje zachowanie. Podkreślił, że niezależnie jakie miał zdanie o selekcjonerze, zawsze jechał powołany do drużyny narodowej dumny i pełen nadziei, że kolejny mecz Polska wygra.

Warto dodać, że ten sam wiceprezes po przegranym 2:0 spotkaniu z Irlandią powiedział w mediach, że Obraniak gra jak panienka, a kadra nie może czekać aż w ciągu 90 minut Obraniakowi wyjdzie jeden strzał.

Do tego warto dołożyć słowa prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka, wypowiedziane na antenie TVN24, że w reprezentacji powinni występować tylko tacy piłkarze, którzy czują się i są Polakami. W uściślając prezes dodał, że chodzi mu o takich, którzy mówią po polsku i którzy ten język rozumieją.

Dodatkowo prezes podkreślał, że prawo nie działa wstecz więc znajomość języka polskiego w kadrze narodowej będzie obowiązywała dopiero nowych kadrowiczów, a nie tych, którzy już w biało-czerwonych barwach zagrali.

Po porażce z Ukrainą 1:3 na Polaków spłynęła fala krytyki. Nie ma się czemu dziwić, bo zaangażowania i walki na boisku nie było. Największą krytyką został jednak obarczony Ludovic Obraniak, jako tzw. "farbowany lis", który nie zna języka polskiego. Media huczały, a słowa prezesa Zbigniewa Bońka i Romana Koseckiego tylko podgrzały atmosferę.

W meczu z San Marino, który miał być przełamaniem polskiej reprezentacji Obraniak jednak nie wystąpił. Trener Waldemar Fornalik nie wyjaśnił zainteresowanemu dlaczego nie gra. Jego decyzję zdecydowanie można tłumaczyć sytuacją wokół kadry. Bo i owszem, swoją szansę gry dostał Radosław Majewski, który jednak w meczu był nie że niewidzialny, ale bezbarwny. Obraniak mógł wejść jako zmiennik, ale nawet takiej szansy na rehabilitację nie dostał.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.