Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9373 miejsce

Obrazy, które mnie urzekły IV. „Dziewczyna w ramie obrazu”

Dopiero w 2006 roku najsłynniejszy znawca twórczości Rembrandta, Ernst van de Wetering, holenderski historyk sztuki, ogłosił oficjalnie, że dwa obrazy mistrza znajdujące się na Zamku Królewskim w Warszawie, to dzieła autentyczne.

Rzecz dotyczyła portretów: Dziewczyna w ramie obrazu (znany także jako „Dziewczyna w kapeluszu”) oraz Uczony przy pulpicie. Tak więc dzięki temu wybitnemu rembrandtologowi wiemy na pewno, że w Polsce mamy trzy obrazy holenderskiego mistrza baroku. (Trzeci to „Krajobraz z miłosiernym samarytaninem”, o którym pisałem w cz. I niniejszych szkiców). Faktycznie to przez wiele lat uważano, że Rembrandt Harmenszoon van Rijn namalował ponad tysiąc obrazów. W 1935 r. ustalono, że jest ich 630. W 1968 roku stworzono Rembrandt Research Project i w wyniku prac tego zespołu ujęto z tej liczby kolejne kilkadziesiąt dzieł. Najważniejsze jednak, że te nasze, „polskie Rembrandty”, w ilości sztuk trzy, są autentyczne. Ale nie było to pewne (z wyjątkiem „Samarytanina”) aż do wzmiankowanego wyżej roku 2006, gdyż w międzynarodowym katalogu dzieł holenderskiego geniusza wydawanego w latach 80. XX stulecia, o płótnach tych nie wspomniano.

Przejdźmy jednak do interesującego nas tutaj dzieła Dziewczyna w ramie obrazu, choć tak naprawdę, przez wiele lat łączono go z tym drugim warszawskim, Uczony przy pulpicie, uważając, że stanowią one parę i Dziewczyna w ramie obrazu / Fot. Wikipedia-wolne zasobydlatego nosiły nazwy odpowiednio: Żydowska narzeczona i Ojciec żydowskiej narzeczonej. Obydwa powstały w tym samym roku (1641) i były namalowane tą samą techniką, zresztą bardzo rzadko stosowaną przez Rembrandta - na deskach topolowych. Wykluczono jednak tę możliwość dopiero tak późno, choćby dlatego, że obydwa dzieła były przechowywane w szwajcarskim banku i badacze nie mieli do nich dostępu. Dopiero gdy prof. Karolina hrabina Lanckorońska, spadkobierczyni wybitnego polskiego rodu, w 1994 roku podarowała obrazy Zamkowi Królewskiemu w Warszawie (nota bene także wiele innych i nie tylko temu muzeum), można było zabrać się za określenie ich autentyczności oraz nadać im właściwe tytuły, ponieważ do tej pory znane były tylko ze zdjęć i reprodukcji. Niemniej należy w tym miejscu wspomnieć, że obydwa te obrazy zostały zakupione przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego do rezydencji w Łazienkach i po różnych „przejściach”, w tym rabunku przez hitlerowców w Wiedniu, dzięki wspomnianej hrabinie Lanckorońskiej, ostatniej z rodu, wróciły do kraju.

Kiedy kilka lat temu zwiedzałem Zamek Królewski w Warszawie, towarzysząca mi osoba zawołała na mnie, bo pewno oglądałem „wszystko na raz”, zwracając moją uwagę w kierunku pewnego obrazu i mówiąc coś w tym rodzaju – popatrz, przecież te dłonie na ramie tego portretu wyglądają jak żywe, jakby były prawdziwe, nieomal tam doklejone. IZamek Królewski w Warszawie / Fot. Leszek Lubicki rzeczywiście, gdy patrzyłem z kilku metrów na Dziewczynę w ramie obrazu, to miałem dokładnie takie wrażenie. Pięknie opisał swoje odczucia Bogusław Deptuła, autor licznych publikacji w dziedzinie sztuki, który zauważa, że to swoisty "obraz o obrazie" i obrazowych możliwościach malarstwa. Dłonie zdecydowanie "wychodzą" przed lico obrazu, zatrzymując wiele światła, gdy tymczasem twarz dziewczyny, skryta w półcieniu rzucanym przez szeroki kapelusz-beret, oddala się od widzów. Najsubtelniejszym momentem tej kompozycji jest światło na kciuku dziewczyny, odbijające się na krawędzi czarno politurowanej ramy. Zobaczyć ten niewielki blik światła i koloru to złapać mistrza na gorącym uczynku (Tygodnik Powszechny, Nr 9/2006). Niesamowite. Myślę, że każdy kto będzie oglądał to arcydzieło, odniesie podobne wrażenie. A warto, bo uważane jest za jeden z najpiękniejszych portretów namalowanych przez holenderskiego mistrza.

Na koniec wspomnę, że Rembrandtowi tak naprawdę było wszystko jedno kogo maluje. Portretował osoby wszystkich wyznań (baptystów, kalwinów, katolików, żydów, itp.) dzięki czemu stał się sławny i bogaty. Jednak okres ten trwał tak z grubsza 15 lat; artysta w tym czasie przeszedł drogę od wielkości do niemal upadku. Swoje „warszawskie obrazy” namalował w końcowym etapie powodzenia i tak naprawdę byłoby logicznym esej ten poświęcić obydwom dziełom Rembrandta znajdującym się w kolekcji Lanckorońskich i eksponowanych na Zamku Królewskim w Warszawie. Ale z drugiej strony cykl mój ma z założenia opowiadać o obrazach, którymi zostałem urzeczony. Niestety, choć żałuję bardzo, to Uczony przy pulpicie mnie nie urzekł.

Dziewczyna w ramie obrazu, 1641 rok
technika/materiał: olej, deska
wymiary: 105,5 cm × 76 cm

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Widziałam te dwa obrazy. Także zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Z każdej strony i każdej odległości, fantastyczna głębia i światło. Powiem, że dla tych obrazów warto zatrzymać się dłuższą chwilę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.