Facebook Google+ Twitter

405 miejsce

Obrona Głogowa, rok 1109. Ile prawdy, ile legendy?

W przyszłym roku minie dziewięćset lat od bitwy zwanej obroną Głogowa. Miasto już przygotowuje się do tego jubileuszu, który będzie mieć zapewne wymiar ogólnopolski, bo to jedno z najbardziej znanych wydarzeń ze szkolnych podręczników. Ale…

Nie wiemy czy odpowiedź Bolesława Krzywoustego na propozycję poddania grodu jest faktem czy tylko literacką wizją Galla Anonima. / Fot. Stefan GórawskiNo właśnie, jest jedno „ale”. Obronę Głogowa przez lata popularyzowała szkolna czytanka. Wszystko było tam jasne: wiadomo, kto był zły, kto dobry, a główne role przypadały oczywiście najmłodszym bohaterom, którzy położyli na szalę, a właściwie na machinę oblężniczą wroga, swoje kilkunasto-, czy kilkuletnie życie. Sprawa i dzisiaj nie budziłaby żadnych rozterek, gdybyśmy tylko wiedzieli, że… tak było naprawdę.

Rozbieżne wersje
Tymczasem bitwę bardzo różnie oceniają historycy. Skupię się na opiniach lokalnych znawców dziejów miasta. Waldemar Hass, na łamach lokalnej gazety, z przekonaniem stwierdza, że nie ma podstaw, aby podważać wersję zapisaną w kronice Galla Anonima. Jednak Paweł Łachowski, który przez wiele lat analizował dokumenty tamtej epoki, nie jest już pewien, czy wszystko wyglądało właśnie tak; tym bardziej jeśli się weźmie pod uwagę, iż innej, podręcznikowej bitwy - na Psim Polu, o której także uczyliśmy się na lekcjach historii, najprawdopodobniej wcale nie było...

Jeszcze dalej w formułowaniu historycznego osądu idzie znany z odważnych i często kontrowersyjnych opinii Marek Sienkiewicz: – Zarówno czasy genezy państwa polskiego, jak i wieków XI i XII cierpią na brak źródeł, a te, którymi dysponujemy, są często sprzeczne ze sobą – mówi. Wypowiada też jeszcze dalej idący, dla niektórych bulwersujący zapewne wniosek: – Trzeba powiedzieć wprost: świadomość narodowa Polaków kształtowała się dopiero w XIV wieku, w okresie rządów Kazimierza Wielkiego. Obrona Głogowa nie była więc dyktowana żadnymi przesłankami patriotycznymi, a jedynie chęcią obrony własnej skóry, wobec groźby Krzywoustego, że ci, którzy poddadzą miasto, zostaną po prostu ukrzyżowani. Nie dorabiajmy więc do tego patriotycznej ideologii, bo to jest zwykłą nieprawdą – stwierdza bez ogródek głogowski historyk, z którym miałem okazję na ten temat rozmawiać. Tego typu opinii nie są słucha się z przyjemnością, bo burzą pewien – przez lata kreowany – obraz wydarzeń z roku 1109. Najwygodniej zatem byłoby sprawy nie ruszać, to znaczy nie dociekać prawdy. Ale czy najwygodniej znaczy najlepiej?

Tyle wiemy
W świetle niepodważalnych dokumentów ukazuje się obraz następujący: wojska Henryka V naprawdę dotarły pod mury grodu pod koniec sierpnia. Podczas wstępnych rokowań zawarto kilkudniowy rozejm by obrońcy mogli uzyskać od Bolesława Krzywoustego zgodę na poddanie się. Wtedy też przekazano kilkoro dzieci najzacniejszych mieszczan jako zakładników; miały zostać zwrócone rodzicom po zakończeniu rozejmu (bez względu na dalsze decyzje grodzian). Krzywousty kategorycznie odrzucił możliwość poddania Głogowa, a wówczas dzieci zostały przez wojska cesarskie wykorzystane jako żywe tarcze na machinach oblężniczych.

Mimo to głogowianie obronili swój gród. Dalej są już rozbieżności. Zwolennicy wersji Galla Anonima mówią o zdradzie Henryka, ale słyszy się też opinie, że to zbrojni Krzywoustego nie dotrzymali rozejmu, atakując armię cesarską w nieprzerwanej wojnie podjazdowej. Dziś nie ma nawet pewności, w którym miejscu stał tamten gród – na lewo czy prawobrzeżnej Odrze. Chyba nie sposób już ustalić pełnej prawdy o tamtych wydarzeniach, ale warto chyba wyłożyć na stół wszystkie dokumenty i fachową, rzetelną ich analizę. To samo dotyczy zresztą innych wydarzeń średniowiecznych, budzących różne wątpliwości - choćby wspomnianą już bitwę na Psim Polu czy pod Legnicą i cały okres rozbicia dzielnicowego. Prawdę o tamtych wydarzeniach zna zapewne Odra. Gdyby jeszcze rzeka mogła mówić... / Fot. Stefan GórawskiJakakolwiek by ta prawda była, nie musimy się jej wstydzić. Jeśli o Obronę Głogowa chodzi, to nikt nie odbierze przecież bohaterstwa obrońcom, nie przeczy dramatowi zakładników, a że nie do końca były to pobudki, które budowały naszą narodową dumę...

I tak powód do dumy
Nawet jeśli przesuniemy początki tworzenia naszej polskiej świadomości o 300 czy 400 lat, to i tak jej korzenie sięgają kilka wieków głębiej niż amerykańskiej na przykład. Wobec innych europejski narodów (nawet tych największych) też nie musimy mieć kompleksów, bo ich historia też nie była od początku budowana na narodowej i patriotycznej świadomości. Każdy ma jakieś swoje Psie Pola, a więc bohaterskie czyny przodków, których… nie było, albo w które można przynajmniej wątpić. Pierwszymi z brzegu przykładami niech będą dokonania Joanny d’Arc, króla Artura czy Wilhelma Tella albo bitwy w wąwozie Roncevaux czy na Kosowym Polu. Mam więc nadzieję, że rocznica Obrony Głogowa rzeczywiście stanie się wydarzeniem ogólnopolskim. Bo, bez względu na wszystkie uwarunkowania i zagadki (proporcje faktów do domysłów), na to po prostu zasługuje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

klaudisa151
  • klaudisa151
  • 06.02.2011 16:47

co mnie czytanie nie dla mnie kto zna legende jakas niech napisze

Komentarz został ukrytyrozwiń

Waldemar Hass ma rację (częściowo) co do Galla Anonima - nie ma powodów by nie rezygnować z relacji tego kronikarza, wiele z tego co pisał (jak zresztą wynika z artykułu) to prawda. Ale też nie możemy zapominać iż był on albo Krzywoustym zafascynowany (i przez to bezkrytyczny, nieobiektywny) albo był po prostu wielkim pochlebcą (eufemizm od wazeliniarza...) jakiego by określenia nie użyć, prawda pozostaje taka że w życiorysie księcia Bolesława w relacjach Galla prawdziwe postaci i wydarzenia przewijają się pośród bajek. jak choćby historia o tym kiedy za szczenięcych lat polował na dzikiego zwierza (wilk o ile się nie myle, choć może film "300" mi namieszał i był to dzik) został napadnięty przez rycerza i zabił i bestię i napastnika. Paweł Łachowski też ma, co za tym idzie, rację. Nie bierzmy wszystkiego w naszej historii za pewnik tylko dla tego, że pisze o tym podręcznik do historii. Podręczniki piszą ludzie, a ludzie popełniają błędy. A podręczniki muszą bazować w dużej mierze (opisując średniowiecze) na kronikach. A kronikarze też się mylili bo są tylko ludźmi, a czasem mogli też celowo mijać się z prawdą (by ubarwić mniej ciekawe wydarzenia, by podnieść znaczenie pewnych postaci, w duchu ówczesnego public relations zapewne).
Marek Sienkiewicz też ma rację (częściowo) - obrońcy Głogowa nie robili tego co uczynili ostatecznie ku chwale ojczyzny. Pamiętajmy że średniowiecze to zupełnie inne czasy niż mamy obecnie. przeciętny człowiek nie podróżował dalej niż był w stanie pokonać drogę w 2 strony przed zmierzchem. a to dla tego że noclegi kosztowne, podróże w ciemnościach niebezpieczne i pozostawianie gospodarstwa na dłużej też nie wskazane. no chyba że dołączał do armii albo jakiegoś klasztoru albo dworu, ale i wtedy nie zwiedzał przez całe życie aż tyle ile dziś przeciętny kowalski w ciągu roku, ze nie wspomnę że jako choćby pierwszy przykład - żołnierz nie zwiedzał tego co chciał ale miejsca gdzie mu iść kazano i nie koniecznie wracał. a jak zostawał to nie koniecznie żywy. dla tej właśnie przyczyny ludzie nie znali swojego kraju tak, o takich miastach jak Gniezno, Poznań czy Wrocław ówczesny głogowianin może i słyszał. ale zapewne nigdy w swoim życiu nie miał okazji ich zobaczyć. ani żadnego ich mieszkańca poznać. niby więc dla czego miałby życie oddawać w ich obronie? Dla tego właśnie obrońcy Głogowa nie byli patriotami (może lokalnymi w pewnym sensie tak). W tamtych czasach być nie mogli ale w niczym nie umniejsza to ich roli – i tu autor artykułu również ma rację. Nie musieli być patriotami – oni zrobili więcej dla Polski niż nie jeden „patriota”. Z machania flagą nucąc hymn w święta narodowe żeby wszyscy widzieli jacy jesteśmy patriotyczni pożytku dla ojczyzny zbyt dużego nie ma. Z obronienia jej przed najeźdźcą, nawet jeśli robi się to z innych pobudek niż miłość do niej – już jest. Obrońcy Głogowa walczyli by bronić swoich domów, swego dobytku, swego miasta, swych rodzin i swego życia. Czy to w czymkolwiek umniejszać ma ich poświęcenie? Na jakiej podstawie? Broniąc tego wszystkiego co wymieniłem obronili cały kraj. Nie zgadzam się z Markiem Sienkiewiczem w tej jednej kwestii, że głogowianie bronili grodu w trosce o własną skórę. Między innymi na pewno. Ale to akurat każdy żołnierz robi – może poza współczesnymi islamskimi ekstremistami detonującymi samych siebie na stacjach kolejowych, stacjach metra i dworcach autobusowych oraz poza pilotami kamikadze. Akurat ja wątpię żeby bardziej bali się księcia oddalonego o ileś tam kilometrów ze skromnymi siłami nadającymi się wyłącznie do walki podjazdowej niż króla stojącego u ich bram z wielotysięczną armią. Spotkałem się kiedyś z teorią, że posłuchali go oni nie ze strachu, a dla tego, że przez pewien etap życia był władcą śląska i pełniąc tą funkcję potrafił zdobyć sobie ich szacunek. Nie wiem czy jest to prawda. Pewnie nikt nie wie. Ale sądzę że nie można wykluczyć, że woleli słuchać księcia swego niż władcę obcego i robili to z innych pobudek niż lęk przed jego gniewem…

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe Wybór był jeden Albo Henryk albo Krzywousty jeden i drógi by zabił

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pamiętam do dziś rysunek z książki do historii, który przedstawiał dzieci przywiązane do machin oblężniczych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ciekawy tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.