Facebook Google+ Twitter

Obrońcy demokracji

Słownikowy termin nowomowa przylepiony w gombrowiczowskim stylu do realiów IV RP przez profesora Michała Głowińskiego, to już nie tylko wyjątkowe zjawisko, ale trwały element polskiego życia publicznego.

Nowomowa, to przede wszystkim wartościowanie i wszechobecna dychotomia. Jesteśmy my i są oni. Coś jest białe albo czarne. My jesteśmy w porządku, a oni są źli i wszystkiemu winni. Zgadza się. Tyle, że termin ten przypisany został głównie ekipie rządzącej.

Mania zagrożenia


Zjawisko nowomowy wpisało się trwale w codzienne relacje społeczne, bowiem obecne jest zarówno w postawach polityków i to wszystkich opcji, jak i w kontaktach międzyludzkich, w których krzewi się obraz konfliktu i zagrożenia. Właśnie, zagrożenie. Bardzo dobre słowo, które najbardziej pasuje do opisania atmosfery panującej w naszym kraju. Zagrożone jest dzisiaj niemal wszystko. Fundamentalne zasady demokracji, podstawy państwa prawa, jak i samo państwo, a zwłaszcza jego interes, bo prawie wszyscy mu szkodzą. Zagrożony jest też polityk, a także obywatel, który w swoim bałwochwalstwie nie chce się zgodzić na jedynie słuszne tezy płynące od przywódców z nadania społecznego. Jesteśmy wreszcie zagrożeni z zewnątrz. Stale próbuje się ograniczać nasze prawa. Szkoda tylko, że nasze wewnętrzne postawy przenosimy do dyplomacji, w której wstrzemięźliwość i krytyczne, problemowe myślenie są jak najbardziej dobrze widziane. My stale myślimy przez pryzmat konfliktu i dumy.


Politycy - jedni przeciwko drugim


W obliczu zagrożenia potrzebna jest twarda postawa i szukanie sojuszników, którzy będą z nami bronić. Tylko czego? Wszechobecny poseł Kalisz broni pielęgniarek, stojąc z nimi na ulicy. Propaguje tolerancję, tańcząc na platformie podczas parady równości. Wyrasta na męża stanu, walczącego o prawdziwą demokrację. Walczy też o siebie. Nie wskazuje rozwiązań, tylko wytyka błędy i porażki. Sielankowa atmosfera programu Kawa na Ławę przypomina kabaret, tyle, że w bardzo kiepskim stylu. Kabareciarze też udają i naśladują, tyle, że czynią to w sposób profesjonalny.

Politycy nie bronią już swoich racji, ale swoich prawd. Wkraczają na poziom moralny, co jest kolejnym zjawiskiem zdecydowanie konfliktogennym. Bardzo łatwo jest kogoś nazwać niemoralnym i skompromitować go w oczach opinii publicznej. Jacek Kurski oskarża Lecha Wałęsę o burzenie dorobku naszej demokracji poprzez sojusz z Aleksandrem Kwaśniewskim. Oskarżeni nie pozostają dłużni. Wałęsa nazywa Kurskiego szkodnikiem, mówi, że jest chory (zapewne psychicznie) i, że niszczy nasze państwo. Podobnie wypowiada się, a raczej wykrzykuje o prezydencie Kaczyńskim. Kwaśniewski mówi o spiskowej retoryce i o planach zniszczenia polskiej lewicy. Tyle, że tutaj odbywa się to w zdecydowanie bardziej dyplomatycznym tonie. Premier Kaczyński, wypowiadając się o proteście pielęgniarek, mówi o insynuacji politycznej, o politycznej prowokacji. Kolejne słowa, które pozwalają na odsunięcie problemu i stworzenie atmosfery zagrożenia. Do tego już nas pan premier przyzwyczaił.

Postawa społeczeństwa


Nie jesteśmy wolni od zjawisk obecnych w świecie polityki. W końcu przykład idzie od góry. Wskaźniki poparcia dla polityków, wskazują, że Polacy są strasznie podzielone. Jedynym jasnym wskaźnikiem jego nastrojów jest obecność Samoobrony i LPR -u zdecydowanie poniżej progu wyborczego.

Społeczeństwo jest zmęczone, ale gotowe do aktywności w momencie zagrożenia bytu materialnego. Niestety, tylko tyle. Wobec tego wszystkiego zapominamy o sprawach najważniejszych, w których możemy się wykazać i pokazać naszego prawdziwego ducha. Przykładem niech będzie organizacja Euro 2012. Nie robimy nic w tej sprawie, chociaż oczywiście mówi się o rozpoczętych pracach i inwestycjach. Jesteśmy za bardzo pochłonięci naszą konfliktową retoryką, by móc dokonać czegoś wielkiego. Tak więc kolejny raz można zapytać czy Polakom znowu jest potrzebny zimny prysznic żeby się obudzić, albo stan silnego zagrożenia, żeby się zorganizować? Czas pokaże. Jest jednak nadzieja. Są ludzie, którzy nie mówią za dużo tylko działają. Mam na myśli Dutkiewicza - prezydenta Wrocławia. On chyba najlepiej wie czym jest demokracja i nie zajmuje się jej pseudoobroną, ale wykorzystuje możliwości, które dzięki demokracji mamy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Czy przypadkiem Arystoteles nie twierdził, że polityka jest „sztuką rządzenia państwem”, a za niezbędniki w tym celu uważał umiejętności, wiedzę i predyspozycje psychiczne? Z wiedzą i umiejętnościami u naszych polityków różnie, a co do predyspozycji psychicznych – sugeruję, wszystkich do jednego szpitala!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.