Facebook Google+ Twitter

Obrzydzenie Świąt, czyli uważajcie o czym marzycie

Zanim wymyślicie sobie jakieś marzenie, dobrze się zastanówcie. Bo one naprawdę się spełniają! Ja swojego trochę żałuję...

Wszystkich Świętych minęło, przed nami piękny i
radosny 11 listopada. Ja tymczasem w pośpiechu biegnę do najbliższego hipermarketu, w poszukiwaniu jakiejś względnie dobrej herbaty i paru ciastek do kompletu. Wbiegam na wielką salę, a tam... wielkie, bordowe łańcuchy wiszące na białym, sklepowym suficie, papierowe bombki, na każdym rogu choinki mniejsze i większe. Na wszelkich możliwych półkach stoją mechaniczne dziadki w czerwonych strojach, machające dzwonkiem ściskanym w ręce i wołające „hoł, hoł, hoł”, a ze sklepowych głośników nieznośnie hałaśliwie sączą się kolędy. Oczywiście nie polskie, bo te nie są tak porywające i przebojowe.

Co to wszystko ma wspólnego z marzeniami? Otóż, w wieku pacholęcym niemal od początku każdego roku odliczałam dni do Świąt Bożego Narodzenia. Zawsze kojarzyły mi się z niezwykłą magią, śniegiem (a tym samym ze zjazdami na sankach z dzikich i stromych górek, z równie dzikim tatą), choinką oraz ze Świętym Mikołajem. I, mimo że brodaty przychodził tylko raz w roku (i to na krócej niźli godzinkę) i tak skubanego uwielbiałam. Po zakończeniu całej tej krzątaniny i niebiańskiej uczty dla podniebienia, którą skrzętnie organizowały moja mama wespół z babcią, czułam niedosyt. Straszny niedosyt, że te cudowne Święta już się skończyły. Bez pardonu jako dziecię ledwo odrastające od podłogi, mówiłam, że moim marzeniem jest, aby Święta trwały cały rok. A przynajmniej kilka miesięcy. I co? Moje zamierzchłe marzenie się spełniło. Dziś Święta trwają od listopada.

Szkoda, że to wszystko nie zaczęło się w czasie, kiedy miałam jednocyfrową liczbę lat. Zapewne wtedy byłabym zachwycona takim obrotem spraw. Teraz natomiast sztuczne, skomercjalizowane, „amerykańskie”, wszechobecne, narzucające się i nad wyraz nachalne Święta kojarzą mi się niezbyt dobrze. To naprawdę duża sztuka – obrzydzić człowiekowi tak miłe dni. I z prawdziwą ulgą, tuż po sylwestrze rozbrajam moją choinkę z rozmaitych bomb i bombek. Bo po latach stwierdzam, że dwumiesięczne Święta to jednak za długo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

nie martwcie się, jak tylko minie 1 styczeń wystawki zaczną powoli przypominać o świętach Wielkiej Nocy :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Zgrabnie i prawdziwe

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) tylko patrzeć kiedy znicze w kształcie mikołajów i bałwanów zawitają na naszych oczach. Komercjalizacja nie dzieje się teraz. To już stary zwyczaj. Weźmy takiego świętego mikołaja. Kiedyś był biały, ale coca- cola company zmieniła nasze wyobrażenie i stworzyła grubego pana z brodą w czerwonym wdzianku.

Ps. Fajna zabawa słowem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za sam tekst. Ale życzę Ci, Mariko, by komercja nie przesłoniła Ci radości ze świąt. Bo przecież kojarzą się z nimi nie tylko sklepowe Mikołaje. Ja np. wczoraj wieczorem, gdy spadł śnieg a ja wyglądałam przez okno, poczułam się jakoś blisko świąt.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szczerze - gdyby nie 1 i 11 listopada...to już w we wrześniu wystawy sklepowe przybrałyby postać Mikołajów;-) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.