Facebook Google+ Twitter

Obym był kiepskim wróżbitą

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2015-03-05 00:30

Choć w ostatniej chwili wypadł ze składu Adam Kszczot, liczę, że tegoroczne halowe mistrzostwa Europy będą dla Polaków dużo bardziej udane niż te przed dwoma laty – mówi Robert Maćkowiak, były mistrz świata w sztafecie 4x400 metrów.

Jakie emocje towarzyszą panu w oczekiwaniu na halowe mistrzostwa Europy w Pradze?
Co tu dużo mówić, jedziemy dość silną ekipą, na razie w Europie nie było w tym sezonie oszałamiających wyników, a świat odpoczywa. Jest zatem szansa, żeby przywieźć kilka medali i dzięki temu lekka atletyka znowu pokaże się trochę szerszej publiczności. Cały czas polscy zawodnicy osiągają bowiem niezłe wyniki, a dyscyplina jest traktowana w naszym kraju nieco po macoszemu i pozostaje w tyle za wieloma innymi sportami.
Jak do tej pory ocenia pan ten sezon halowy w wykonaniu Polaków?
Po ostatnich mistrzostwach Polski widać, że wyniki są dość obiecujące i można w związku z tym oczekiwać dużych emocji w Pradze z udziałem biało-czerwonych. Wielka szkoda, że już przed startem uciekł nam jeden prawie pewny medal w biegu na 800 metrów, bo rozchorował się Adam Kszczot, który nie będzie mógł bronić tytułu. Niemniej jednak lista asów w polskiej ekipie i tak jest całkiem długa.
Na ile medali Polaków liczy pan więc w Pradze?
Przy dobrych układach co najmniej osiem krążków powinno być. Obym jednak okazał się złym prorokiem i oby tych miejsc na podium było jeszcze więcej. W końcu już ubiegłoroczne mistrzostwa Europy na otwartym stadionie w Zurychu pokazały, że w naszej kadrze tkwi ogromny potencjał. Na pewno wiele radości powinny nam przysporzyć skoki – kobiecy wzwyż i męski o tyczce. Bardzo ciekawie zapowiada się również rywalizacja kulomiotów, w której nasi zawodnicy będą chcieli pokazać, że potrafią daleko pchać nie tylko na krajowych arenach, ale także na docelowej imprezie międzynarodowej. Z oczywistych względów moje serce jest także bardzo bliskie sztafecie 4x400 metrów, bo rezultaty, które chłopaki osiągnęli w biegu finałowym mistrzostw Polski, są jednymi z lepszych w ostatnich latach. Jak zwykle, liczę także na jakieś przyjemne niespodzianki.
Obecna sztafeta 400-metrowców jest w stanie nawiązać do naszych chlubnych tradycji w tej konkurencji?
Tak właśnie myślę. Jeżeli tylko zdrowie pozwoli, mogą oni spokojnie walczyć nawet o złoty medal. Tak jak za moich czasów, gdy trzynaście lat temu zdobywaliśmy w Wiedniu mistrzostwo Europy. Fajnie, gdyby udało się teraz wreszcie „odświeżyć” tamten wynik.
Wspomniał pan o możliwych niespodziankach. Na kogo zatem warto szczególnie zwrócić uwagę wśród zawodników, o których rzadziej się mówi?
Na 400-metrowców, którzy będą też startowali indywidualnie. Praktycznie każdego z nich stać na bieg w granicach 46 sekund, co może już dać miejsce na „pudle”. Miło mogą nas też zaskoczyć dziewczyny na tym samym dystansie.
Poza medalami, jest też chyba dość realna szansa na kilka kolejnych rekordów kraju? Choćby Kamili Lićwinko w skoku wzwyż, która według firmy bukmacherskiej Fortuna, wydaje się być największą pewniaczką do medalu w polskiej ekipie…
To już w ogóle jest pełnia szczęścia dla każdego zawodnika, gdy na imprezie mistrzowskiej poprawia nie tylko rekord życiowy – czyli taki osobisty rekord świata – ale także rekord kraju. Oprócz Kamili, z pewnością o takim osiągnięciu śmiało może myśleć również Paweł Lisek w skoku o tyczce.
Na czym w ogóle polega specyfika halowych mistrzostw Europy na tle innych imprez kalendarza lekkoatletycznego?
Z mojego punktu widzenia wynika, że nie wszyscy traktują te zawody bardzo prestiżowo. Niemniej jednak jest to impreza, którą można mocno wpleść w cykl przygotowań do najważniejszego startu, czyli mistrzostw świata, które w tym roku odbędą się akurat w Pekinie. My też traktowaliśmy halowy czempionat w Europie jako przyjemny przerywnik od ciężkiej, objętościowej pracy i możliwość pokazania się na jakim poziomie właśnie się znajdujemy. Jeśli ten poziom, okazuje się niezły, to widać, że wytyczne trenerów są właściwe i wszystko idzie zgodnie z planem. W największym skrócie halowe mistrzostwa Europy określiłbym jako bardzo dobry trening, po którym można się dodatkowo wzbogacić o medal.
W tym tygodniu w Pradze równie liczna jak Polski będzie tylko reprezentacja gospodarzy i Rosji. To efekt bliskości geograficznej, czy wykładnik aktualnej siły polskiej „królowej sportu”?
Zawsze minima PZLA na mistrzowskie imprezy były zaostrzone wobec wymagań europejskiej i światowej federacji, więc nikt nie jechał na te zawody tylko za piękne oczy. Osobiście znam zawodników, którym do wypełnienia kryteriów zabrakło dosłownie jednej setnej i bliskość miejsca mistrzostw nic im nie pomogła.
W Pradze na pewno nie zobaczymy już Anny Rogowskiej, która kilka dni temu ogłosiła zakończenie kariery. Jak przyjął pan jej decyzję?
Bez wątpienia był to krok ze wszech miar przemyślany, w dużej mierze podyktowany kwestiami zdrowotnymi. Jest to smutne, gdy tej klasy zawodniczka odchodzi na sportową emeryturę, ale taka jest kolej rzeczy – każda kariera dobiega kiedyś końca. Najgorsze jest to, że po Ani zostaje chwilowo pustka w kobiecym skoku o tyczce. Gdy odchodziła Monika Pyrek, mieliśmy właśnie Anię, a teraz nie mamy nikogo, z kim moglibyśmy wiązać nadzieję na międzynarodowe sukcesy. Trudno bowiem oczekiwać nie wiadomo jakich laurów, gdy do mistrzostwa Polski wystarczy skoczyć raptem 4 metry i 10 centymetrów. Wierzę jednak, że wkrótce pojawi się jakiś samorodek, który okaże się godną następczynią obu wspomnianych zawodniczek.
Jako trener i były zawodnik wierzy pan, że podpisany niedawno przez ministra sportu Program Rozwoju Infrastruktury Lekkoatletycznej pomoże w wymierny sposób w rozwoju całej dyscypliny? Czy będzie to kolejny dokument, z którego w praktyce niewiele wyniknie?
W porównaniu do innych dyscyplin, lekka atletyka może się pochwalić całkiem dobrymi wynikami końcowymi na najważniejszych imprezach. W kwestii bazy nie wygląda to jednak niestety zbyt ciekawie. A przecież nie przez przypadek nasza dyscyplina nazywana jest królową sportu. U podstawy każdej dyscypliny leży bowiem ogólna sprawność, szybkość, wytrzymałość, zwinność, siła czy skoczność. To wszystko są składowe lekkiej atletyki i cały czas liczę na to, że młodzi ludzie nie będą zapatrzeni tylko w gry zespołowe, ale zaczną też myśleć bardziej przyszłościowo o mojej ukochanej dyscyplinie. Jako o czymś, co w przyszłości może dać im wiele korzyści. Z perspektywy trenera mogę powiedzieć, że super jest mieć świadomość, że wychowuje się przyszłego mistrza, ale najważniejsze jest możliwie powszechne zaszczepianie wśród młodzieży miłości do ruchu i sportu w ogóle. Z przyjemnością obserwuję, jak coraz więcej ludzi garnie się do biegania i zdaje sobie sprawę, że poprzez czynny odpoczynek można lepiej dbać o siebie. Najbardziej cieszę się, gdy na moje zajęcia przychodzą osoby, które nie mają może wielkiego talentu, ale chcą zrobić coś pożytecznego dla siebie i własnego zdrowia. Myślę, że wspomniany program może w tym tylko pomóc. A wtedy i o znalezienie talentów powinno być dużo łatwiej.
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Maćkowiak


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.