Facebook Google+ Twitter

Ocalić elektrownię powstańczą od zapomnienia. Warszawska "Jajczarnia"

O bohaterach Powstania Warszawskiego napisano już tomy książek. Gloryfikuje się w nich przede wszystkim męstwo walczących z bronią w ręku. Często zapomina się przy tym, jak ważna była rola osób drugoplanowych w tym przedsięwzięciu, które jak por. inż. Tadeusz Baczyński, ps. Damian, zapewniały miastu prąd, wodę i możliwość produkcji broni.

Tablica upamiętniająca elektrownię i wytwórnię broni przy ul. Hożej 51. / Fot. Łukasz Gałkowski- Czuję się w obowiązku, u schyłku życia, wszędzie gdzie tylko mogę, mówić o "Jajczarni", gdyż wiedza o niej jest nikła, by nie powiedzieć żadna, i przez to uchronić ją od zapomnienia - mówił na spotkaniu w piwnicach Zamku Królewskiego por. inż. Tadeusz Baczyński, ps. Damian, ostatni z żyjących żołnierzy elektrowni, która znajdowała się w kamienicy przy ulicy Hożej 51, na terenie nazywanym "Jajczarnią".

W czasie Powstania, w centrum Śródmieścia udało się żołnierzom AK stworzyć elektrownię i rusznikarnię. Zakład nigdy nie został wykryty przez Niemców. Elektrownia funkcjonowała jeszcze po upadku powstania, aż do 5 listopada, zaopatrując pozostającą w ruinach sporą liczbę starszych ludzi w wodę i energię elektryczną. - Instalację w końcu wywieziono, gdyż Niemcy uznali, że będzie im potrzebna. To świadczy o wartości, jaką miała.

Jak doszło do budowy tej prowizorycznej elektrowni? - Dowództwo doszło po kilku dniach trwania Powstania do wniosku, że istnieje niebezpieczeństwo odcięcia tego rejonu przez Niemców od dopływu energii elektrycznej i wody. Zapadła więc decyzja o utworzeniu w tym rejonie własnej elektrowni powstańczej polowej oraz uruchomieniu studni głębinowej - opowiadał Baczyński. Materiały i prądnice pochodziły z terenu Politechniki. Studnia wymagała wykonania pompy z napędem elektrycznym. Agregator, który pozwalał na produkcję prądu zmiennego, znaleziony został w prywatnym warsztacie. - Ta elektrownia powstała niemal z niczego. To była improwizacja, która dzisiaj w głowie się nie mieści - mówił 89-letni powstaniec.

Po instalacji drugiego agregatu możliwe było dostarczanie energii elektrycznej do pobliskich szpitali, które zaczęły szybko powstawać, a także do fabryki, gdzie były wykonywane granatniki. Po zniszczeniu przez Niemców 6 września elektrowni na Powiślu, zapotrzebowanie na prąd wzrosło, co doprowadziło do budowy trzeciego agregatora. W pobliże "Jajczarni" przeniesiona została wtedy radiostacja "Błyskawica". - Dzięki temu ta jedyna radiostacja foniczna Komendy Głównej mogła zawiadamiać świat o tym wszystkim, co się dzieje w Warszawie.

Tadeusz Baczyński bardzo ubolewa, że rola elektrowni w powstaniu nie jest wystarczająco doceniana. - W obszernej literaturze dotyczącej Powstania Warszawskiego nie było śladu o powstańczej elektrowni. A jej działalność była naprawdę ewenementem. Dzięki niej obrabiarki mogły stale produkować granatniki, a lekarze ze Szpitala Ujazdowskiego i Dzieciątka Jezus mogli dokonywać dzień i noc skomplikowanych zabiegów medycznych, Błyskawica mogła informować cały świat o bohaterstwie żołnierzy broniących Warszawy, o męczeństwie i męstwie ludności cywilnej, o bestialstwie żołdaków hitlerowskich, i o tym jak na drugim brzegu Wisły nasz drugi śmiertelny wróg cynicznie przyglądał się agonii i zagładzie bohaterskiego miasta.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.