Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19491 miejsce

Ocean pochłania Kiribati. Będzie trzeba ewakuować 100 tys. ludzi?

- Musimy przenosić wioski. Co dwa tygodnie, przy wysokich przypływach, ocean zabiera kolejny kawałek lądu. Zalewa zasoby słodkiej wody słoną. Musimy mieć plan na dzień, kiedy nasze państwo przestanie istnieć - mówi prezydent Kiribati.

 / Fot. Flexman/CC BY-SA 3.0Kiribati - niewielkie wyspiarskie państewko na środku Pacyfiku - znika z wolna pod wodami oceanu. Władze desperacko poszukują nowego miejsca do życia dla 100 tys. mieszkańców - ofiar globalnego ocieplenia klimatu.

- Nasi ludzie będą musieli gdzieś się przenieść, zanim przypływ dosięgnie ich domów i wiosek - mówił prezydent Kiribati, Anote Tong w fidżijskiej telewizji. Na oddalone od Kiribati o 2 tys. km Fidżi, pojechał, aby omówić z tamtejszymi władzami sprawę ewentualnego kupna około 2 tys. ha ziemi, na drugiej pod względem wielkości wyspie, tego kraju - Vanua Levu.

Zobacz zdjęcie – Tarawa, jedna z wysp archipelagu Kiribati, 31,0 km kwadr. powierzchni, 45989 mieszkańców (Fot. RICHARD VOGEL AP) - wyborcza.pl.

Ten niewielki kawałek lądu, mógłby służyć do przesiedlenia części mieszkańców Kiribati. - To ostatnia deska ratunku - tłumaczył w telewizji fidżijskiej, prezydent Anote Tong. Zapewniał opinię publiczną Fidżi, że nie zdarzy się tak, iż za czarodziejskim ruchem ręki przeniesie się tam 100 tys. mieszkańców swojego kraju. Ale - jak mówił - ci, którzy przyjadą, nie mogą żyć jak uchodźcy. Muszą się zintegrować, znaleźć zatrudnienie, słowem: muszą mieć pozytywny wpływ na gospodarkę Fidżi – wyjaśniał prezydent Tong.  / Fot. Wikimedia Commons

Na zdjęciu - wyspa Abemama z Kiribati - 23,0 km kwadratowych powierzchni, 3404 mieszkańców - (Foto: NASA, Wikipedia).

Wcześniej Anote Tong wygłosił dramatyczny apel o pomoc, w czasie konferencji w stolicy Nowej Zelandii, Wellington. - Musimy przenosić wioski, które założono dziesiątki lat temu. Co dwa tygodnie, kiedy mamy wysokie przypływy, ocean zabiera kolejny kawałek lądu. Zasoby słodkiej wody są zalewane słoną. Musimy mieć plan na dzień, kiedy nasze państwo przestanie istnieć - tłumaczył prezydent Kiribati.  / Fot. Wikimedia Commons

Na zdjęciu - wyspa Nonouti - 25,0 km kwadratowych powierzchni, 3179 mieszkańców - (Foto: NASA, Wikipedia).

Według prezydenta Anote Tong, jeśli z powodu rosnącej temperatury na świecie, poziom wód oceanu nadal będzie rósł w tak szybkim tempie jak teraz, to Kiribati przestanie nadawać się do zamieszkania już w 2050 roku. - Zostanie po nas gładki ocean - mówił w żarliwych słowach, z pełnym oddaniem, Anote Tong.

Muszą przyjąć to do wiadomości

Dzisiejsze państewko Kiribati - to zespół kilkudziesięciu wysepek, wśród których najwyższy punkt lądu wystaje zaledwie dwa metry ponad poziom morza, a wszystkie razem stanowią prawdziwy raj na ziemi: 33 atole na Pacyfiku i 100 tys. mieszkańców – podaje wyborcza.pl.

Na początek pomoc znikającemu w wodach Pacyfiku państewku, złożyła deklarację premier Nowej Zelandii, która zapowiedziała, że może przyjąć "część uchodźców klimatycznych". Władze Nowej Zelandii pokryją też koszty programu walki z globalnym ociepleniem.

Przywódcy liczących się państw świata i naukowcy, prowadzą regularne konsultacje i dyskusje, na temat skutków globalnego ocieplenia. Mieszkańcy Kiribati - kraju rzuconego na wysepkach Pacyfiku, rozciągniętego na przestrzeni 3,8 tys. km wzdłuż równika - odczuwają ocieplenie boleśnie na własnej skórze. Rosnący systematycznie poziom oceanu, "stwarza śmiertelne zagrożenie dla tego najniżej położonego państwa świata". Muszą przyjąć to do wiadomości i świadomości możni tego świata.

Większość, spośród 33 wysepek składających się na Kiribati, leży ledwie kilka metrów nad poziomem morza. Choć nie rośnie on w zabójczym tempie, bo prawdopodobnie 40 cm na kilkadziesiąt lat - to słona woda "zaczyna zalewać systematycznie warstwy wodonośne", skąd wyspiarze czerpią niezbędną do życia słodką wodę. Władze kraju wyrażają obawy w związku z tym, że wyspy nie będą się nadawały do życia prędzej, niż zostaną zalane przez Pacyfik, co według naukowców, miałoby nastąpić w 2050 roku.

Budowa "wielkiej sztucznej wyspy" Kiribati?

Zanim prezydent Anote Tong pojechał na Fidżi, aby zbadać tam możliwości kupna ziemi, prowadził rozmowy z rządami regionalnych państw - Australii i Nowej Zelandii - na temat "małej, kontrolowanej emigracji Kiribati do tych krajów". Jego plan zakładał regularne wysyłanie około 1000 mieszkańców rocznie, w okresie 20 lat, ale plan nie wypalił z powodu "niechęci Wellington i Canberry do imigrantów".

Dwa lata temu, na jednej z regionalnych konferencji państw Pacyfiku, prezydent Kiribati przedstawił futurystyczną koncepcję, budowy "wielkiej sztucznej wyspy", na wzór platformy wiertniczej, na którą można by przenieść mieszkańców jego kraju. Problem jednak w tym, że - według wstępnych szacunków - budowa nowego sztucznego Kiribati, miałaby kosztować około 2 mld dol., które "musiałaby wyłożyć społeczność międzynarodowa".

Dramatyczny apel o zmniejszenie emisji CO2

Spodziewane zjawisko uchodźców klimatycznych będzie w naszych dziejach całkowicie nowe. Eksperci Panelu ONZ do spraw Zmian Klimatu (IPCC) szacują, że takich uchodźców wypchniętych z alarmu klimatycznych obszarów zalanych wodą, do 2050 roku może być aż 150 milionów. Podobny problem jak Kiribati mają już dziś, rzucone na Oceanie Indyjskim Malediwy, jedno z najniżej położonych wyspiarskich państw świata.

W obliczu rosnącego zagrożenia, z życiowych konieczności, małe państwa wyspiarskie skrzyknęły się i pięć lat temu, podczas szczytu ONZ w Nowym Jorku, ich ministrowie skierowali do narodów i polityków świata dramatyczny apel o zmniejszenie emisji CO2 do atmosfery - gazu, który stopniowo przyspiesza proces globalnego ocieplenia.

- Podniesienie się temperatury na świecie, nawet o jeden stopień, to dla nas sprawa życia lub śmierci. Ponad 80 procent naszego archipelagu leży nie wyżej niż 1,5 m nad powierzchnią wody - mówił wtedy (w 2008) minister spraw zagranicznych Bahamów.

Zespół wysp unikatowych przyrodniczo

Tymczasem, spośród 33 atoli kraju Kiribati, wyróżnia się zespół unikatowych przyrodniczo 8 Wysp Feniks, które w 2010 roku wpisano na listę światowego dziedzictwa i kultury UNESCO. Stanowią one największy tego typu chroniony obszar na świecie. Tylko jedna z nich jest zaludniona - Abariringa / Kanton o 9,1 km kwadr. powierzchni, mieszka na niej 41 osób. W innej grupie tzw. 11 Wysp Line - największa znana jako Kiritimati / Bożego Narodzenia, ma 321,0 km kw. powierzchni, mieszka na niej 5115 osób.  / Fot. Wikimedia Commons

Na zdjęciu - wyspa Kiritimati / Bożego Narodzenia, ma 321,0 km kw. powierzchni, mieszka na niej 5115 osób - (Foto: NASA, Wikipedia).

Wyspiarski kraj Kiribati, ma swoją długą i ciekawą historię - początki sięgają II wieku p.n.e., kiedy jego wyspy zaczęli zasiedlać ludzie. Najpierw byli to Melanezyjczycy, potem dotarli tam pierwsi Polinezyjczycy, a w XIX wieku pojawili się Europejczycy. W 1892 roku Kiribati zostało zajęte przez uzbrojonych przybyszy z Europy i kraj wszedł pod panowanie brytyjskie – najpierw jako protektorat, następnie kolonia. Odtąd znane było jako brytyjskie Wyspy Gilberta. W latach 1942-1943 okupowane było przez Japończyków. Dopiero w 1979 r. wyspy otrzymały niepodległość, a 20 lat później Kiribati dołączyły do ONZ.

Od pewnego czasu Kiribati reklamuje się w świecie, jako raj turystyczny na środku Pacyfiku, w którym - z uwagi na położenie tuż przy linii zmiany czasu - można przynajmniej dopóki jeszcze jest nad wodą, do 2050 roku - najwcześniej na Ziemi witać każdy Nowy Rok.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.