Facebook Google+ Twitter

Oczy jak guziczki, nos jak malina

Modnie, przygodowo, przyjaźnie, z odrobiną miłości, masą rozkoszy i uroku – tak mniej więcej prezentuje się najnowszy film Raja Gosnella, którego głównym bohaterem jest... piesek rasy chihuahua – Chloe.

"Cziłała z Beverly Hills" / Fot. http://img.interia.pl/rozrywka/nimg/p/t/Czilala_Beverly_Hills_3099092.jpg„Cziłała z Beverly Hills” to kolejna komedia reżysera Raja Gosnella, twórcy „Alex – sam w domu” i montażysty serii o Kevinie. W jednej z ról (ciotka Viv) obsadzono Jamie Lee Curtis, znaną ze szklanych ekranów. Pozostali aktorzy stanowią już jedynie blade tło, mimo iż widać ich w tym obrazie częściej. Jednak jest to bez znaczenia, bo to nie oni stanowią podstawę obrazu, lecz gadające czworonogi, zwłaszcza niejaka... Chloe. Dzięki nim film jest utrzymany w familijnym tonie, właściwie bardziej nadającym się dla dzieci niż dla dorosłych. Pieski wzbudzają sympatię, dlatego miłośnicy psiaków śledzą losy bohaterów do samego końca. Niestety, dość prędko z ekranu zaczyna wiać nudą, zwłaszcza jeśli film ocenia się dość powierzchownie.

Chloe na czas podróży swojej pani pozostaje pod opieką Rachel, siostrzenicy Viv. Chihuahua, zdaniem tymczasowej „niańki”, jest zepsuta do szpiku kości – rozpieszczona, uczęszczająca na psie przyjęcia, mała modnisia. Gdy wyjeżdża z Rachel i jej znajomymi do Meksyku, chce dać opiekunce nauczkę za nieodpowiednie traktowanie, ale właśnie wtedy wpada w tarapaty. Chwilowo pojawia się wątek walki psów, który, na szkodę produkcji, zbyt szybko został zaniechany. Później, aż do samego końca, akcja rozgrywa się wokół wędrówki chihuahua’y z nowym przyjacielem, owczarkiem o imieniu Delgado, do miasta Beverly Hills. Jednocześnie pojawia się kilka scen, podczas których mała Chloe jest poszukiwana przez nieodpowiedzialną opiekunkę i ogrodnika właścicielki psa.

Pomijając fakt, że głównymi bohaterami filmu są psy, obraz pokazuje dwa światy. Najpierw jest to Beverly Hills – luksus, o którym przeciętni ludzie mogą tylko pomarzyć. Następne sceny ukazują Meksyk, w tym bezdomne czworonogi, które już nie pachną najnowszą serią Chanel. Z jednej strony widzowie mają do czynienia z maskotkami ludzi, którzy nie wiedzą co zrobić z pieniędzmi, więc kupują swym ulubieńcom fatałaszki, wysyłają ich do SPA i urządzają im psie przyjęcia. Z drugiej strony przedstawione jest naturalne życie psów, które nie potrzebują perfum, bucików i sukienek. Co zabawne, ten bajeczny psi świat z Beverly Hills przerasta wyobrażenia niejednego człowieka. W pierwszych scenach filmu w głowie pojawia się myśl: jak to, te psy są bardziej rozpieszczone niż ludzie.

Największym atutem filmu, zwłaszcza, że poza ciepłym wydźwiękiem obrazu ciężko doszukać się jakichkolwiek jego zalet, zdaje się być prezentacja rasy chihuahua. To piesek, który nie tylko się trzęsie. Mimo nikłej postury, jest „potężny” (może dlatego, że podbija tyle ludzkich serc?). Szybszy powrót do domu poświęca w imię przyjaźni, a po trudach wędrówki, dostrzega szczęście, które było pod nosem. To zaledwie ogólny opis Chloe jako przedstawicielki tej rasy, ale gdyby opisać ją jednym słowem, nazwano by ją z pewnością uroczą lub rozkoszną, co zresztą wychodzi na jedno. Pocieszny jest również sam film – lekki, przyjemny, a gdyby doszukiwać się drugiego dna (jak na przykład obrona praw zwierząt), to daje się nawet wskazać ambitniejsze przesłanie. Jak widać, miniaturowe pieski są już tak popularne, że doczekały się nawet filmów im poświęconych. Na szczęście pozostałe psy nie zostały zapomniane – obok „hipoalergicznych” czworonogów pojawiło się też sporo sierściuchów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.