Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

169093 miejsce

Oczy skwapliwie zmrużone

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-05-22 20:36
  • Creative Commons

Wiersze na szybach, slogany na murach, hasła... Ileż słów i obrazów atakuje zewsząd nasze zmysły. Przez chaos znaczeń wciska się do nas poezja pod wezwaniem kultury europejskiej. A u nas, w prowincjonalnym Ciemnogrodzie jedynie proza i żal.

Mehr licht! Chciałoby się powtórzyć za Faustem, choćby po to, by widzieć więcej. Chwilo, jesteś piękna - trwaj!... To równie płomienna tęsknota uczonego starca. Zapatrzony w księgi mędrzec przegapił całe życie. Wieczne memento jest dziś nakazem chwili. Na szlaku swoich codziennych peregrynacji spotykam mnóstwo zaczytanych osób. Jedni skuleni, inni jeszcze bardziej skupieni, odwracają zadrukowane tekstem stronice. Milczące postaci czytelników przypominają stary łamaniec językowy: "Wyindywidualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu". Zapewne lektura codziennych gazet i niecodziennych bestsellerów jest dla nich jedynie skutecznym sposobem na zabicie czasu. Dzień w dzień, rok w rok, jadą w tę i z powrotem w poszukiwaniu kamienia filozoficznego.

Wielu z nas tak pielgrzymuje z nadzieją spełnienia wyśnionych marzeń o potędze. Przyglądam się im do czasu, gdy czując na sobie mój wzrok podnoszą oczy. Wtedy odwracam się w stronę szyby z lustrzanym odbiciem wszystkich pasażerów metra. Wielomiesięczny osad pyłu i tytoniowa szadź sprawiły, że szkło matowieje i widać przez nie tylko jasno oświetlone przestrzenie. Pokonując mroczną czeluść pod miejskimi ulicami jesteśmy skazani na śledzenie abstrakcyjnej gry zamazanych w ruchu płaszczyzn.

Z nieostrości i szarości za oknami wagonu wyłania się nagle smuga światła kolejnej stacji. Zanim rozmazane sylwety oczekujących na peronie pasażerów nabiorą kolorów i wyostrzą się, zasłania je wylewający się z pociągu tłum. Trwa to na tyle szybko, że tuż po zamknięciu drzwi widok peronu w ruchu znowu zastępuje szarobura magma rur i przewodów na ścianach tunelu pomiędzy peronami. Nie mam ochoty patrzeć na to badziewie. Oczy powinny sycić się jasnymi, wyraźnymi kolorami tęczy. Do uszu dociera tymczasem szum i huk rozklekotanego przez lata eksploatacji wagoniku. Rozjustowane tarcze metalowych kół trą o nierówne szyny, stukają krawędziami po licznych pęknięciach i występach w ciemnej przepastnej czeluści.

A teraz uwaga, będzie rym. Nad wyraz głośny szmer nie umywa się do muzyki sfer... chociaż i tu, i gdzieś tam w kosmosie jest równie strasznie i ciemno. Wolę już ciszę, a nawet dziką muzykę śladowo dobiegającą do uszu przez słuchawki podrygującego w takt akordów małolata. Zatykanie uszu byłoby poczytane przez współpasażerów jako bezsilna manifestacja. Pozostaje zamknąć oczy, aby przynajmniej oszczędzić sobie beznadziejnie szarych widoków za brudnymi szybami. Silniejsze zmrużenie powiek daje efekt powidoku. Wygląda to jak solaryzowany negatyw ostatnio zapamiętanego obrazu rzeczywistości. Cokolwiek uchwyci nasz wzrok, zostaje przetrawione w mózgu i powraca jeszcze do nas wielokrotnie. Mniej czy bardziej świadomie poddajemy się zarejestrowanym kadrom z realnego świata. Fragmentarycznie powracają one do nas w kolorowych snach albo w równie szalonych powidokach. Skoro już zdecydowałem się zamknąć oczy trwam w tym postanowieniu przynajmniej do momentu zatrzymania się wagonu metra na kolejnej stacji. Trudno delektować się wizualnymi doznaniami tak, jak podsłuchiwanie muzyki z walkmana nie dostarcza wielu estetycznych wrażeń. Jest to po prostu nieco inny stan skupienia, podobnie jak życie i śmierć. Nie chcesz widzieć i słyszeć codziennych brzydactw, to się wycofaj tam, gdzie panuje absolutna cisza i ciemność. Póki my żyjemy, jesteśmy zdani na doczesny łomot, nieustanne zgrzyty, byle jaką estetykę codzienności. Nie ma zbyt wielu szans na przezwyciężenie tego zapętlenia. Może właśnie dlatego trwam w uporze nie otwierając oczu nawet na przystanku.

Aby nie prowokować komentarzy pasażerów opuszczam wzrok udając, że wpatruję się w podłogę. Jest tam zresztą wiele do oglądania i czytania, bo oprócz reklam na suficie i bandach wokół okien slogany i symbole z firmowym logo wkomponowano w zadeptaną błotem przestrzeń między ławeczkami. Widzę to chcąc nie chcąc, bo przecież od czasu do czasu trzeba kontrolować sytuację wokoło, aby wysiąść we właściwym miejscu. Na szczęście generowany głos lektora informuje o mijanych stacjach metra. Można w to wierzyć, ale warto czasem sprawdzić, bo w stołecznych tramwajach często wyczytywane nazwy są zupełnie inne, niż miejsca, w których zatrzymuje się pojazd. Zarówno w podziemiach, jak i na powierzchni miasta stołecznego brak powodów do zatrzymania się i kontemplacji miejsca, w którym jesteśmy. To dobrze, to bardzo dobrze dla kontrolerów prawa i porządku. Im więcej zagonionych przechodniów, tym łatwiej odróżnić ludzi nie mających powodu, aby się spieszyć. Jeżeli odliczyć od tej grupy handlarzy przy swoich stoiskach i funkcjonariuszy różnej maści, mamy jak na dłoni towarzystwo ptaszków niebieskich, no może jeszcze paru zagubionych przybyszy z prowincji. Znam to na pamięć.

Nie ma powodu oglądać tych samych, codziennie powtarzających się zmagań stróżów z bezdomnymi. Nie ma sensu śledzić wzrokiem tłumów wysypujących się na ulice z blokujących chodniki autobusów. Skoro już wydobyłem się z podziemnych tuneli na poziom ulicy i trotuaru znów zamykam oczy. Ruszam znanym mi szlakiem. Docierają do mnie te same odgłosy i zapachy. Mijam pizzerię, szaszłykarnię, sklep cukierniczy i kawiarnię docierając w końcu do ocienionej ławeczki. Właściwie to zwykłe, drewniane bale na dwóch kamiennych blokach między cementowymi śmietnikami. Prędzej, czy później wolno stojąca ławka z pewnością skusiłaby zapobiegliwego działkowicza. Gdzieniegdzie widuje się ławki przymocowane do zakotwiczonego w betonie łańcucha. Nie chcę na to patrzeć, więc zakładam ciemne okulary.

Coraz bardziej rozumiem młodych ludzi ze słuchawkami na uszach, chociaż oni zastępują hałas łomotem innego rodzaju. Cóż, to kwestia gustu. Siedzę tymczasem i odpoczywam pomiędzy stacjami mojej prywatnej męki. Ja się nie skarżę, ale też nie mam powodów do zachwytu nad światem. Ten, którego codziennie doświadczam ze wszystkimi wcale nie jest najwspanialszy. Stary filozof Panglos cierpliwie wmawiający Kubusiowi Fataliście coś wręcz przeciwnego, skończył fatalnie. Adwersarze nie dyskutowali z nim, po prostu powiesili biedaka. Nie lamentując ani też, Boże broń, kpiąc z Kubusia, staram się unikać skrajnych pesymistów. Nie ufam również entuzjastom. Idealista z głową w obłokach nie zauważy nawet kiedy wdepnie w zrzucone z niebios guano.

Niechże ktoś mi powie, jak tu zachwycać się stolicą, w której multum publicznych szaletów przerobiono na fast foody. Nie dość, że to mało apetyczne, to jeszcze klienci azjatyckich barów latają po mieście jak kot z pęcherzem. Wiadomo, że ostre potrawy są moczopędne, a kibelek jest płatny i to sporo... Zapobiegliwi szukają więc drzewka, kryją się w gęstwinie parkowego krzewu i tam dają upust swojej wściekłości. Nie dość, że słono zapłacili, to jeszcze cierpią po obiedzie na rozwolnienie. Pisząc przewodnik dla wycieczek koniecznie należy uwzględnić w nim miejsca, gdzie biedni ludzie mogą umyć ręce. Znam co najmniej kilka takich naturalnych oaz i z pewnością zachowam to dla siebie. Im człek starszy, tym bardziej ceni sobie pewność, że po wypiciu kufla piwa nie musi tej chwilowej przyjemności odcierpieć daremnie szukając w męczarniach świątyni dumania.
Zaczynam zdawać sobie sprawę, że przesiadując na ławeczce zbyt długo, wzbudzam zainteresowanie umundurowanych służb i dybiących na ofiary cwaniaczków. Wiadomo, na czym polega proceder kolesiów spod ciemnej gwiazdy i kłopotliwe procedury stosowane przez funkcjonariuszy. Jak się przyczepią, to już się nie odkleją. Nie zamierzam tego przerabiać, więc chcąc nie chcąc, wstaję ustępując miejsca innemu przechodniowi. Za chwilę wmieszam się w tłum na trotuarze i zniknę im z pola widzenia w ludzkiej gęstwinie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Z epoki Szczerskiego, panie Zbyszku :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.05.2008 17:49

Teatr 38 kojarzę, tylko nie wiem, czy z epoki Schoena czy Szczerskiego? Ja grywałem w konkurencji - Teatr Wędrujący.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krakow tez juz nie taki piwniczny. Czasy Skrzyneckiego bezpowrotnie minęly. Związana byłam z Teatrem 38, więc do piwnicy było mi blisko, ale nigdy nie lubiłam tych wódczanych, pseudojesieninowskich klimatów. Natomiast cierpienie W-wy czuje, kiedy tylko wysiadam na dworcu głownym, to jest w aurze Warszawy, nie w jej pomnikach i odwalanych rocznicach. Targowisko próznosci to tera w Polsce jest wszędzie, nawet na mojej rodzinnej wiosze, takie czasy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.05.2008 10:32

Z tą Warszawą, to zupełnie jak z Krakowem. Tam dopiero Czarna Mańka szaleje wokół Plant, w Piwnicy i nieopodal. Nijak nie dało się zniechęcić tej Muzy. Wywędrowałem więc w górę Wisły i nie udało mi się zapuścić korzeni w mieście, o którym tak serdecznie piszesz. Cierpienia i krew obrońców Warszawy bardzo szybko poszły w zapomnienie i odżywają tak, jak widoczna jest wiara w ludzie. To przypomina urok świątków, których nawet świętej pamięci Cepelia przestała sprzedawać. Przywołuje się okazjonalnie hasła lokalnego i państwowego patriotyzmu. Owszem, to od czasu do czasu zaistnieje, ale zdradzona Warszawa jest dzisiaj wielkim targowiskiem próżności, gdzie dominuje szmal i bezduszność. Przedwojenny Paryż północy jest, wedle słów Mistrza Pilcha, europejskim zadupiem. Niechby to miasto przypominało choćby czeską Pragę, ale na razie musi nam wystarczyć nasza siermiężna, warszawska Praga.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Zbyszku, ta warszawska Czarna Manka- cholera jej w bok. Serdeczne pozdrowienia z Krakowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Opuści, opuści, ja wójt Wam to mówię :)
Czasem pomoc wykupić trzeba w aptece...byle w porę, byle w porę! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.05.2008 08:49

Deprecha, Czarna Mańka jest najwierniejszą z dam. Tylko ona nie opuści, choćby nie wiem jak chcieć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Zbigniewie!

Tak dalekie odejście od Pańskich zainteresowań, powtarzajacy sie motyw szarosci, mroku, podziemia, brudu, ciemne okulary, dostrzeganie tylko brzydoty - czy aby nie znalazł się Pan na granicy depresji?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałam jeszcze raz.
Przede wszystkim przepraszam Pana za niecenzuralne słowa, nie były osobistą złoscia na Autora tekstu. Mam do Warszawy, podobnie jak Pan stosunek emocjonalny, choc nie jestem warszawianka. Widzi sie oczywiscie w stolicy wiele badziewia--jak Pan pisze. Zapewne razi nadmierna europeizacja, pop-europeizacja, bo przeciez nie o mit zascianka zdrowej polskosci Panu idzie, skoro przywołuje Pan Fausta. Ale trudno na ziemię od razu teczę ściagnąć, by ukoiła bezdomnych, ludzi doswiadczonych, ktorzy podobnie jak Doktor Faust wolą juz własną wiedze o zyciu niz tę z ksiąg. Absolutna cisza i mistyczne schronienia tez nie daja przepustki do...poprawnosci?
Poruszyło mnie porównanie Warszawy do Ciemnogrodu.To miasto wyrosło na ruinach i krwi i nazywano je niepokonanym. To sie odczuwa do dzis. To prawda, to nie Barcelona, ani London, to własnie Warszawa. To sie tak szybko nie zabliznia. To sa moje osobiste odczucia i moze nawet zbiezne z panskimi. Nie wiem. Łacze pozdrowienia.Z

Komentarz został ukrytyrozwiń

"U nas w Ciemnogrodzie jedynie proza i żal"
Panie Zbyszku, do kurwy nędzy,zapewne czytał Pan Zygmunta Haupta, nawet na prowincji moze byc frapująco, a juz Warszawę z Ciemnogrodem zmieszać...Dlaczego? Niech Pan zdejmie ciemne okulary i mi odpowie. Tekst sie sam nie broni, dlatego pytam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.