Facebook Google+ Twitter

"Od moroszki po morwę" czyli dziennik bezrobotnego na emigracji

"Od moroszki po morwę" to dziennik mężczyzny, który wyjeżdżał do obcych krajów na zarobek, przeplatany opowiadaniami z wycieczek krajoznawczych. Najważniejsza jednak jest maksyma, iż należy "dbać o równowagę".

 / Fot. okładka książkiJuż na wstępie należy zaznaczyć, że nie jest to książka podróżnicza, do których przyzwyczaili nas Wojciech Cejrowski, Martyna Wojciechowska czy Beata Pawlikowska. Brak tu humoru, opisu życia mieszkańców innych państw, chęci poznania odmiennej kultury. Wręcz podczas czytania reportażu Ireneusza Gębskiego odnosiłam wrażenie, że nie interesuje go to. Bardziej zależało mu na obejrzeniu zabytków lub znalezieniu pracy. To drugie jest całkiem zrozumiałe w przypadku bezrobotnej głowy rodziny, aczkolwiek jak sam autor przyznaje, często przez kilka dni siedział w aucie, na parkingu, czekając na telefon od prawdopodobnych pracodawców lub na przyjazd syna. Szkoda, że tego czasu nie wykorzystał na zwiedzanie i poznanie odmiennej kultury. Prawdopodobnie przyczyną takiego postępowania była bariera językowa, do której autor sam się w reportażu przyznaje. Dużo natomiast możemy z książki dowiedzieć się o Polakach, którzy wyjeżdżali wspólnie na zarobek, czy organizowali i oprowadzali wycieczki, a także o ich zmieniających się stosunkach wobec siebie samych wraz ze zmieniającą się z dnia na dzień ich sytuacją, w obcym kraju.

Ireneusz Gębski jeździł po Europie w celach turystycznych lub za przysłowiowym chlebem. Był między innymi w Austrii, Niemczech, Portugalii, Norwegii, Szwecji, Anglii, Danii, Turcji, Francji, Włoszech, Holandii. Pracował tam zbierając leśne owoce, remontując domy, malując i tapetując pokoje, naprawiając klatki schodowe. To co przeżył opisał w swej książce w dwojaki sposób, częściowo za pomocą opowiadań, w większej części za pomocą notatek ze swego dziennika. Jak sam przyznaje nie lubi konfabulować, woli dokładnie odzwierciedlać fakty. Niestety cytując swoje dzienniki popełnił duży błąd. Spora część zapisków, dzień po dniu, można by rzec, powtarza się: „Wstałem, poszedłem zbierać jagody, moroszkę(itp.), wróciłem, sprzedałem, zarobiłem, wypiłem (tak, tak, z dzienników wynika, że autor lubił codziennie wypić piwo lub wino, a to, że dokładnie i często to opisuje, nie wpływa pozytywnie na odczucia czytelnika wobec niego), poszedłem spać.” Nawet najbardziej wytrwałego czytelnika taka fabuła może znużyć, bowiem nie chce on ciągle czytać o tym jak autor śpi czy kupuje chleb. Bardziej dziwi mnie jednak fakt, że Ireneusz Gębski, jako były dziennikarz, nie wziął tego pod uwagę podczas pisania reportażu. Na szczęście opowiadania z wycieczek turystycznych w znacznej części wynagradzają czytelnikowi jego wytrwałość i zapoznają go z miejscami, które warto zobaczyć w konkretnych krajach lub choćby cenami jakich należało bądź należy się spodziewać w sklepach czy muzeach. Opowiadania te są jakby przewodnikami po konkretnych miastach.

Autor rzadko się w nich powtarza, chętnie natomiast dzieli się swoimi opiniami, spostrzeżeniami. Toczy się akcja (choć powoli i bez napięć, ale nie jest to w końcu kryminał), dlatego czyta się je z chęcią.
Reasumując, nie jest to książka dla miłośników książek podróżniczych, które przybliżają nam kulturę i życie mieszkańców danego kraju. Książka zaznajamia nas raczej z tym jak żyło się ponad dwadzieścia lat temu, jak trudno było znaleźć, zaraz po upadku komuny, pracę, nawet za granicą, jakie bywały stosunki między „towarzyszami niedoli” na obczyźnie. Już sam jej tytuł reportażu świadczy o tym, co będzie w nim najważniejsze- praca podczas zbierania leśnych owoców. Mimo to zachęcam do przeczytania tej lektury. Przybliży Wam ona, życie w trudnym dla Polaków czasie zmiany ustroju, pokaże determinację, która często prowadziła do ślepego zaułka, jakim było danie się oszukać osobom liczącym na łatwy zysk kosztem innym oraz do pozostawienia rodzin i poszukiwania pracy na krótkotrwałej emigracji.

Warto również zaznajomić się z maksymą dziennikarza, którą zdradza nam już we wstępie "Dbam o zachowanie równowagi. To co zarobię w jednym miejscu, wydaję w innym". Niech zatem ta myśl przyświeca wszystkim obecnym i przyszłym turystom i podróżnikom.

Autor Ireneusz Gębski
Wydawnictwo Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Rok wydania 2014
Ilość stron 286

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Szanowna Pani Beato, pozostańmy przy swoich opiniach, bo inaczej nigdy nie skończymy tej dyskusji. Ja mam na myśli co innego, a Pani skupia się na czymś zupełnie odmiennym. Jedno jest pewne - nigdy i nigdzie nie sugerowałem, żeby zmieniła Pani recenzję. Skąd więc to zdanie w Pani komentarzu: "Niestety nie zmienię swojej recenzji i nadal podtrzymuję swoje zdanie o niej."? Ja również w żaden sposób nie atakuję Pani:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wątki turystyczne Panie Ireneuszu można przypisać do przewodników, ale raczej nie są to reportaże podróżnicze. Niestety :( Moje pytanie jest takie uważa Pan, iż źle, że podjęłam wątek sprzed 20 lat? Myślę, że dobrze, aby czytelnik zwrócił na to uwagę. W moim domu może się nie przelewało, ale ani rodzice, ani dziadkowie nie musieli szukać pracy za granicą. Takich osób jak ja jest więcej, warto, aby na to co Pan pisze zwrócić uwagę. Niestety nie zmienię swojej recenzji i nadal podtrzymuję swoje zdanie o niej. Czytelnik czytając reportaż podróżniczy oczekuje konkretnych informacji jak żyją ludzie w danym kraju, jacy są, co warto zobaczyć. W Pana rozdziałach możemy poczyta o tym ostatnim, i to nie we wszystkich. Zadaję sobie Pytanie jaki cel był tych 8 rozdziałów opisujących prawie, że dzień po dniu co Pan zbiera, ile, za ile to sprzedaje, co je (skoro to były rzeczy przywiezione z Polski)? Proszę nie odebrać moich słów jako atak na Pana, miło mi, że mogę podyskutować z autorem o jego książce. W dzisiejszych czasach rzadko się to zdarza :) Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widzę, że nie do końca się rozumiemy. Poza rozdziałem, w którym opisałem wyjazd do Francji w 1992, pozostałe 23 rozgrywają się w latach 2001-2013, a więc nie może być mowy o okresie sprzed 20 lat. Co do dzienników związanych z pracą zagranicą, to stanowią one tylko jedną trzecią zawartości książki (8 rozdziałów). Dlatego, w przeciwieństwie do Pani, uważam, że wątki turystyczne dominują w tej książce. Za recenzję oczywiście dziękuję i pozdrawiam:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Ireneuszu dziękuję za komentarz. Jestem pasjonatką podróży i książek podróżniczych, dlatego przeczytałam "Od moroszki po morwę" bardzo dokładnie. Nie zgodzę się jednak z Panem, że "pozwoliłam sobie na zbyt daleko idące uogólnienie". Otóż sporą część Pana książki zawierają dzienniki, w których opisuje Pan swoją pracę na emigracji. Owszem w tym jednym rozdziale pisze Pan o tym, dlaczego Pan wyjechał, czyli, że ciężko było Panu znaleźć pracę. Kolejne opisy podróży za przysłowiowym chlebem, nie podają nam innym przyczyn, Pana wyjazdów. Zmieniają się daty, lata, a Pan nadal pracuje na emigracji... Zatem pierwszy rozdział rzuca cień na kolejne... .

Pozdrawiam serdecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Generalnie podzielam opinie recenzentki o mojej książce. Nie mogę jednak zgodzić się z twierdzeniem, że cyt. "Książka zaznajamia nas raczej z tym jak żyło się ponad dwadzieścia lat temu, jak trudno było znaleźć, zaraz po upadku komuny, pracę,"

Sytuacji sprzed ponad 20 lat dotyczy bowiem tylko jeden rozdział z dwudziestu czterech! A zatem autorka pozwoliła sobie na zbyt daleko idące uogólnienie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.