Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11370 miejsce

Od otyłości do nierozumności, czyli co dręczy ludzi Zachodu

Czy otyłość może stanowić zagrożenie dla naszej cywilizacji? Co takiego wyróżnia naszą cywilizację, że niestety dosłownie zaczyna ona przeważać nad resztą świata? Zapraszam do lektury!

 / Fot. WikimediaWspółczesne cywilizacje borykają się z wieloma problemami. Rozwój nauki i techniki, będący siłą napędową świata, rozwiązuje wiele dotychczasowych niepokoi i zagrożeń, paradoksalnie jednak powodując nowe. Postrzeganie otyłości jako problemu urastającego do rangi cywilizacyjnego, może na pozór wydawać się przerostem formy nad treścią. Przyjrzenie się pewnym faktom z bliska i ich wnikliwa analiza mogą wskazać, że zarówno otyłość sama w sobie, jak i jej socjologiczne przyczyny, są poważnym zagrożeniem?

Już kilka lat temu temu przeczytałem obwieszczenie amerykańskich naukowców, które początkowo, jak muszę szczerze przyznać, rozbawiło mnie: USA osiągnęły rekordową wagę. Otyłość, uważana kiedyś za chorobę leniwych i łakomych, dotyka obecnie jedną trzecią Amerykanów. Nie wystarcza to jeszcze co prawda, aby pokonać siły trzymające naszą planetę wzdłuż osi jej obrotu, ale niestety tu żarty się kończą. Ofiarą wspomnianej plagi padają bogaci, klasa średnia i najbiedniejsi; mieszkańcy miast, przedmieść i wsi; wszystkie rasy i narodowości. Towarzyszą temu ogromne koszty. Szacuje się, że w USA leczenie chorób związanych z otyłością kosztuje podatników rocznie 93 miliardy dolarów (to prawie tyle, ile roczny budżet Polski!). Co roku 112 tysięcy osób umiera z powodu nadwagi, która zwiększa też ryzyko zachorowania na choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca, rak i choroby układu krążenia. Ponadto otyłość obniża jakość życia seksualnego, pogarsza sprawność fizyczną, obniża samoocenę. Bardzo zaskakujący może więc być fakt, że na świecie jest więcej ludzi z nadwagą, niż ludzi głodujących.

Bezpośrednią przyczyną otyłości jest zmniejszenie ilości ruchu i zwiększenie ilości spożywanego niezdrowego jedzenia. Jemy szybko, byle co, byle jak, zwiedzeni chemicznym smakiem, zafundowanym nam przez rozwój technologii. Analizując dane statystyczne, zauważyć można, że część świata znajdująca się pod wpływami cywilizacji zachodniej jest wyraźnie cięższa w porównaniu do całej reszty. W Stanach Zjednoczonych tak samo łatwo spotkać osobę szczupłą, jak i otyłą, podczas gdy przykładowo w Japonii otyłość widać głównie podczas zawodów sumo. Można więc wysnuć hipotezę, że choroba ta ma swoje cywilizacyjne korzenie. Co takiego wyróżnia naszą cywilizację, że niestety dosłownie zaczyna ona przeważać nad resztą świata?

W kulturze zachodniej jednostka i jej wolność są postawione bardzo wysoko w hierarchii wartości. Staramy się żyć na jak najwyższym poziomie, często nie bacząc na koszty takiego postępowania. Przedkładamy dobro własne nad dobro innych. Żyjemy coraz szybciej, intensywniej, ulegając iluzji, że żyjemy lepiej. Dostęp do nowoczesnych technologii ogranicza naszą aktywność fizyczną do minimum. Nie chce też nam się tracić czasu na posiłki, które jeszcze kiedyś były niemalże świętością. Rodzinne śniadania i obiady zostały zastąpione przez jakże modne wizyty w KFC i McDonaldzie. Nie celebrujemy już jedzenia, jemy niechlujnie, nie myśląc o konsekwencjach. Wydaje się to bardzo nielogiczne. Przecież naszą cywilizację cechuje także kult piękna fizycznego. Z jednej strony zachwycamy się niesamowitymi ciałami modelek i modeli (fascynacje Rubensa pomijam jako niewygodne), z drugiej bez zastanowienia obżeramy się pączkami. Wygląda na to, że przeciętny człowiek zachodu traci umiejętność racjonalnego myślenia, będąc ślepo zapatrzonym w postęp i osiągnięcia nauki. Jakie są tego konsekwencje?

Naukowcy od dawna alarmują, że otyłość jest olbrzymim zagrożeniem dla świata. Ich głosy giną jednak w ogóle medialnej papki, którą codziennie jesteśmy karmieni (czyżby jakość pokarmu dla umysły też spadła?). Mój ulubiony przykład to globalna akcja pt. "Ptasia grypa". Problem tej choroby został rozdmuchany przez media i polityków, w ich oczach będąc największą zarazą XXI wieku. Każda osoba posiłkująca się własnym rozumem sprawdziła, że nie istniały żadne epidemiologiczne powody do panikowania. Nie dysponuję aktualnymi danymi, ale od początku wybuchu epidemii przez kolejne cztery lata w jej wyniku zmarło około 100 osób. Zgodnie z danymi brytyjskiego ministerstwa zdrowia w tym samym czasie więcej osób umarło w samej Wielkiej Brytanii w wyniku zatruć nieświeżymi kanapkami. Wiedza ta nie jest tajna i w dobie internetu potrzeba niewiele wysiłku, aby do niej dotrzeć. Trzeba jednak samodzielnie pomyśleć, przeanalizować, a nie ślepo ufać i chłonąć podawane informacje. Wiele wskazuje jednak na to, że przeciętny reprezentant kultury zachodu stracił wiarę we własny rozum, zdając się na jakże konformistyczne, leniwe i wygodne wyjście: poleganie na innych. Ufamy zatem, że odpowiednie organy zadbały o to, abyśmy sobie nieświadomie nie szkodzili. Tymczasem gdyby tak było naprawdę, spora część żywności musiałaby zostać opatrzona napisem "Niezdatne do spożycia przez ludzi". Ale czy to cokolwiek by zmieniło? W przypadku używek nie sprawdziło się. Któż z nas pijąc alkohol lub paląc papierosa przejmuje się informacją z etykiety o ich szkodliwości? Sam wiem doskonale, że nie jest to korzystne dla mojego zdrowia, byłbym jednak bardzo nierad, gdybym musiał zrezygnować z wina przy świątecznym stole czy wódki w czasie urodzin. Dlaczego? Bo cenię sobie możliwość dokonania wyboru. Nie lubię, gdy ktoś wmawia mi, że lepiej wie, co jest dla mnie dobre. Coraz więcej osób przybiera jednak postawę zgoła antagonistyczną do mojej, wybierając zwolnienie z myślenia i dokonywania wyborów. Zyskują w ten sposób pewien komfortowy spokój, stając się jednocześnie podatnymi na manipulacje. A skoro w naszej cywilizacji "Ja" jestem najważniejszy, to dlaczego by tego nie wykorzystać? Można więc sprzedawać rzeczy niezdrowe, promując je jako świetne elementy diety. Przykład? Płatki śniadaniowe, które składem poza sztucznymi witaminami niewiele odbiegają od łyżeczki cukru czy też "mleczne batoniki" mające być świetnym i pożywnym drugim śniadaniem dla naszych dzieci. Można ludzi utuczyć, by potem odsysać z nich tłuszcz, bądź sprzedawać im różne wymyślne środki farmakologiczne i urządzenia. Tylko czy to znaczy, że myślenie staje się przykrym obowiązkiem a moralność zanika? Jeśli tak jest naprawdę, to może to oznaczać koniec naszej cywilizacji. Myśl, idea, chęć rozwoju stanowią przecież jej siłę napędową. Gdy spojrzymy, jak prężnie rozwijają się Chiny czy niektóre kraje arabskie, już teraz możemy dostrzec, że zostajemy w tyle. A co z solidarnością i moralnością? Jak można bogacić się kosztem zdrowia innych, jak można się obżerać wiedząc, że co kilka sekund ktoś umiera z głodu?

Cała nasza cywilizacja obrosła w tłuszcz, tak jak i jej niektórzy przedstawiciele. Przydałaby się nam swoista dieta, powrót do starych zwyczajów żywienia, zarówno w dosłownym jak i przenośnym sensie. Czas zrzucić z siebie narastający przez lata ciężar, aby móc prężnie stawiać czoło nowym wyzwaniom i problemom. Czy to oznacza, że mamy mniej jeść i więcej się ruszać? Naturalnie też, ale przede wszystkim myśleć i czerpać z tego przyjemność!

Dane, którymi się posługiwałem pochodzą z:
World Health Organisation, Physical status: the use and interpretation of anthropometry. Report of WHO Expert Comitee. WHO Technical Report Series, No 854, 1995.
World Health Organisation, Obesity: preventing and managing the global epidemic. WHO Technical Report Series 894. 2000 Geneva.

Jeśli temat Was zainteresował, polecam lekturę:
Jacek Kwaśniewski, "Cywilizacja zachodnia i czas"
Ewa Polak, "Przemiany cywilizacji współczesnej w sferze kultury materialnej"
Urszula Świętochowska, Joanna Leska-Ślęzak, "Przemiany cywilizacji współczesnej"

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.