Facebook Google+ Twitter

Od papieru do światłowodów

W grudniu zeszłego roku, dziennikarski światek zajmujący się elektroniczną rozrywką ponownie zatrząsł się w posadach.

Informacja o upadku legendarnego, 24 letniego periodyku Nintendo Power u niektórych wywołała uronienie sentymentalnej łezki, wrednie przypominając jak to czas przeleciał przed naszymi coraz gorzej widzącymi oczami. Przytoczona wiadomość z pewnością przybiła Jamesa Rolfe'a, odczuwając podobne przeżycie co przy utracie dobrego znajomego. Paradoksalnie, to ludzie tacy jak on przyłożyli swą rękę do zmierzchu naszych papierowych przyjaciół.

Przechwycony obraz z filmiku AVGN na YouTube. / Fot. Adrian GrzymskiJames Rolfe był nieśmiałym dzieciakiem. Od podstawówki zanurzony w grach video, przemierzał kolejne labirynty w Legend of Zelda i naskakiwał na głowy goombasów w skórze wąsatego hydraulika. I już we wczesnych latach, za pomocą amatorskiej kamery zaczął pielęgnować swoje hobby - ocenianie gier. Z pierwszych prób do dziś naśmiewa się jego starsza, 30 letnia już wersja. W 2004 roku postanowił rozpocząć kilkuodcinkową serię, w której zdecydował skrytykować gry z dzieciństwa, które nieszczególnie przypadły mu do gustu. Jednak w 2006 w wirtualnej przestrzeni uformowała się jedna z głównych machin ruchu 2.0 - YouTube. Między filmikami o słodkich kotkach i bolesnych, fizycznych wypadkach, przyjaciel Jamesa zauważył okazję na zaistnienie.
Z perspektywy czasu można śmiało stwierdzić, iż wprawne oko kolegi bardzo się przydało.

Świat gamingowy pokochał Rolfa. Pokochał rzadko spotykany styl kręcenia w porównaniu do innych programów dotyczących gier, pokochał wulgarny, slapstickowy humor, a przede wszystkim pokochał postać zwaną Angry Video Game Nerd, w którą nasz bohater się wciela. Ludzie, których dzieciństwo nie krążyło w okół internetu z łezką w oku oglądają kolejne epizody, w których AVGN chętnie wspomina stare, dobre czasy. Czasy gdy panował NES i reszta elektronicznych, starych już kompanów.

Ówczesny narybek informacje nt. gier czerpał m.in ze wspomnianego Nintendo Power, któremu James poświęcił jeden z odcinków swojego programu. Stąd ich wiedza na temat, która gra jest dobra, a którą trzeba omijać szerokim łukiem była zamglona. Wyznacznikiem jakości produkcji bywała okładka. Siłą rzeczy, nasz bohater musiał natknąć się na pokaźną ilość gier o niepewnej wartości. Lecz dożył swej zemsty, istnej vendetty pod postacią własnych filmików. James może się teraz na nich wyżyć, tworząc kreatywne łańcuchy wulgaryzmów, brutalnych epitetów dołączając do tego obmierzłe słowa wiążące się z odchodami - to już stało się jednym z jego znaków rozpoznawczych. Również kartridż niechybnej gry zostaje specjalnie potraktowany - bycie wyrzuconym przez okno czy podpalenie dysku to tylko kropelka w morzu.



Ale graczom imponuje taka forma. Choć program potrafi być bezceremonialnie obrzydliwy (jest scena, gdzie James odgrywa oddanie kału na kartridż), to jednak w całym tym... specyficznym folklorze da się dostrzec pożądaną bezpośredniość i autentyczność recenzenta. Rolfe opanował swój styl do perfekcji. Po obejrzeniu filmiku, wiesz o danej grze wszystko. Uzyskał ten efekt nie sprowadzając swych dzieł do nudnych wyliczanek, tabelek z minusami i plusami. On nawet nie daje grom ocen, coś, co jest nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach.

Żyjemy w złotej erze. Mamy dostęp do niezliczonej ilości dóbr kulturowych za pomocą jednego kliknięcia. Internet to cudowny wymysł myśli technologicznej, lecz nie można zaprzeczyć, że trochę nas rozleniwił. Dawka informacji jaką chcemy skonsumować się powiększa, a czas niezmiennie tyka. Stąd natychmiastowość jest w cenie. Po co czytać recenzję gry - nie lepiej wejść na metacritic i zobaczyć średnią ocen wszystkich recenzji? Tak jest szybciej i efektywniej. Samo czytanie nie jest tak fajne jak oglądanie - nie ma to jak obejrzeć na YT reckę IGN, zamiast czytać jego tekstowy odpowiednik. Lecz James Rolfe odniósł sukces, ponieważ swą erudycję i umiejętność wepchnięcia w kilka minut zdrową ilość informacji połączył z końską dawką humoru. Dla niektórych fanów zabawność filmiku to tylko dodatek do opisywanej gry, dla innych odwrotnie.

Ale AVGN to tylko internetowy protoplasta, który głównie zajmuje się grami starymi. Wielu śmiałków podążyło za nim, wpisując w swe filmiki podobną filozofię, lecz oni podjęli się oni recenzowania nowocześniejszych produkcji. Dla dzisiejszego fana gier video, przyjemniej jest obejrzeć recenzję Zeldy Skyward Sword na kanale PeanutButterGamer, aniżeli przeczytać ją w martwym Nintendo Power. Przed naszymi oczami odbywa się dyskusyjny rozwój.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.