Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27577 miejsce

Odciążyć przepracowanych parlamentarzystów [Wideo]

Zarzuca się wielu środowiskom, że nie odzywają się głośno na temat wprowadzanych ustaw znacznie wcześniej. Protestują dopiero w fazie ich wprowadzania czy podpisywania. Czy jest to zarzut zasadny?

link do danych o zdjęciu http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Sejm_RP.jpg&filetimestamp=20070615170344 / Fot. Kpalion, GNU1.2O patologicznym trybie pracy nad nowymi ustawami wypowiadali się już chyba "wszyscy święci". Od "zawodowych" posłów do prawników konstytucjonalistów włącznie. I co? Ano nic! Niemoc, beznadzieja, brak właściwego przepływu informacji do zainteresowanych, co ściśle wiąże się z brakiem koordynacji nad całym projektem ustawy.

Zgłaszającym wcześniej jakieś zastrzeżenia do projektu przylepia się łatkę lobbysty, wichrzyciela czy antyreformatora delikatniej mówiąc lub bardziej pejoratywnie nazywa się takich oszołomami, nawiedzonymi, betonem i jeszcze bardziej niewybrednymi określeniami. Z roku na rok wzrasta ciężar projektów ustaw, wyrażany już dzisiaj w dziesiątkach kilogramów zadrukowanego papieru. Projekt Dziennika Ustaw z 1990 roku ważył 4 kg, z roku 1996 już 11 kg, ale z 2002 przekroczył 40 kg!

Kwadratura koła

Diagnoza jest, lekarstwa nie ma. Skąd bierze się ten brak woli do zmian?
Czy wynika on z cynizmu, zbiorowej głupoty czy kunktatorstwa? Dlaczego nie można nad tym zapanować od wielu lat? Nawet powołanie Rządowego Centrum Legislacyjnego nic nie dało. Dzisiaj, w większości konsultacje polegają na możliwości zapoznania się z określonym dokumentem zamieszczonym w czeluściach witryny rządowej i na tym koniec.

Harówka parlamentarzystów

Gdy słuchamy naszych idoli sceny politycznej, to ma się wrażenie, że Ci ludzie pracują, jak w kieracie, czyli coraz ciężej, intensywniej i dłużej. Na pytanie, dlaczego ich nie widać na sali sejmowej? - odpowiadają, że pracują w komisjach. Argument rozsądny, sprytny i nie do sprawdzenia, zwłaszcza dla przeciętnego obserwatora. Efektem takiego systemu pracy setek ludzi są głosowania nad czymś, co parlamentarzyści w większości znają z mediów, od kolegów partyjnych, ekspertów, a najrzadziej z osobistego zapoznania się z materią stanowionego prawa.

[wideo width="615" height="600"]https://youtu.be/mvWwMgMQmsY[/wideo]

Owoce tej ciężkiej pracy

Powszechny brak szerszej konsultacji jest odczuwalny w każdym przypadku, bo przecież rządzący uważają, że wiedzą najlepiej, co dla nas jest dobre... Każdy pamięta GMO, OFE, ustawę refundacyjną, ACTA i widzi poczynania rządu w sprawie wydłużania wieku emerytalnego.

Aktywni obserwatorzy życia publicznego wiedzą, że takich problemów, również wielkiej wagi, jest znacznie więcej, tylko są mniej nagłośnione w mediach. Wystarczy wspomnieć choćby o ciągłym grzebaniu w systemie edukacyjnym (zmiany programów nauczania, problem z sześciolatkami) czy ciągle niezakończoną pracę nad ustawą o lobbingu.

Duże zainteresowanie medialne danym tematem na początku, szybko przekształca się w spadek ciekawości i wytraca swój impet.
Żywa jeszcze awantura w sprawie ACTA jest bardzo ważna, ale gdyby dokonać szczegółowej analizy, to mogłoby się okazać, że jej wpływ nie dotknie pojedynczego człowieka w większym stopniu, niż na przykład zmiany wieku emerytalnego, kombinowanie przy OFE czy majstrowanie z pulą pieniędzy przeznaczoną na NFZ.

Czy Polak zawsze musi być mądry po szkodzie?

Socjologowie chętnie wypowiadają się w mediach po wystąpieniu jakiegoś zjawiska związanego z protestem społecznym tłumacząc, dlaczego tak się stało. Aktualnie starają się tego dokonać w odniesieniu potężnego weta szczególnie młodych ludzi w sprawie ACTA, ale nie bardzo wiedzą, dlaczego nie było podobnej reakcji w związku z tzw. ustawą śmieciową.

Nie ma natomiast mędrca, który przedstawiłby dużo wcześniej inne ewentualne wydarzenia i przedstawił opinii publicznej swój jasny wywód przewidując ich bieg, z takim umotywowaniem, żeby można było wdrożyć kroki zapobiegawcze.

Rola ekspertów w stanowieniu prawa

Prawie wszyscy się zgadzają, że większość prac w tworzeniu dobrego prawa powinni przejąć eksperci z danej dziedziny. Problem tylko w tym, że słowo "ekspert" ostatnio się mocno zdewaluowało. Dzisiaj wszyscy mają coś do powiedzenia, na każdy temat. Ten wątek zasługuje na odrębny artykuł. Prawdziwy ekspert umie bronić lub obalać jakąś założoną tezę, bo ma po prostu wiedzę. Jeśli trzeba wyłuska argumenty "za", a w innym przypadku znajdzie wszystkie "przeciw".

Trudno dziwić się specjalistom obserwującym zjawiska w gospodarce czy finansach. Weźmy, na przykład, przewidywania pewnych zachowań i tendencji w gospodarce czy na rynku papierów wartościowych. Prawie wszyscy mamy chyba takie wrażenie, że "eksperci" wiedzą tyle samo, co my. No! Może trochę więcej... Dziesiątki razy słyszałem fachowców wypowiedzi, w których można znaleźć takie konstrukcje myślowe: "będzie zwyżka, ale", "może być wzrost, chociaż", "złotówka będzie się umacniać, ale", "frank szwajcarski już nie będzie zwyżkował, aczkolwiek".

Są to wybrane fragmenty ze spotykanych wypowiedzi w mediach. Nawet dziennikarska rzetelność zwalnia od szczegółowego ich dokumentowania z powodu tak nagminnego używania tych asekuranckich zwrotów. Wystarczy trochę wnikliwej uwagi aby to wychwycić.

A jaki jest stan faktyczny gospodarki i finansów?

Tego w szczegółach nie wie nikt. Wszyscy są zgodni, że jest źle. Okazuje się, że współczesna gospodarka funkcjonuje na rachitycznych podstawach spekulacyjnie nadmuchanej bańki finansowej, gdzie zdrowe zasady ekonomii już dawno ustąpiły takim terminom jak: środki i instrumenty finansowe, derywaty oraz innym naukowo brzmiącym określeniom, dalekim od archaicznych nazw, jak parytet złota czy chociażby pieniądz. Dzisiaj, w świecie wirtualnego pieniądza, finansiści coraz rzadziej używają tych starych pojęć.

Mam wrażenie, że wszystko to służy "naukowemu" wyjaśnianiu społeczeństwu katastrofalnej sytuacji finansowej, którą delikatniej nazywają jednym z eufemizmów np. niezrównoważeniem bilansu, naprawą finansów publicznych czy niewłaściwie skonstruowanym budżetem.

Angela Merkel a sprawa finansów w Polsce

Jest żenujące i jednocześnie zastraszające, jak eksperci od analizy rynku finansowego ubierając w uczenie brzmiące słowa, wyjaśniają wzrost bądź spadek jakiegoś wskaźnika giełdowego, żeby zaraz gładko przejść do informowania nas, jak wiele zależy od... kichnięcia pani Merkel, humoru Sarkozy`ego czy zadyszki premiera Lukasa Papadimosa.

Skoro pozaekonomiczne czynniki mają tak duży i natychmiastowy wpływ na kondycję giełdy, to widać, jaki globalny przekręt musi tkwić w tej całej konstrukcji światowych finansów. Coraz bardziej zaczynam rozumieć materię, w jakiej poruszają się "wybitni fachowcy" z tej branży. Powszechnym niejako dowodem na poparcie tej prawdy - uporczywie odrzucanej przez środowiska akademickie - jest to, że żaden poważny naukowiec finansista nie zdobył majątku liczącego się w rankingach np. Forbesa.

Oczywiście, że można lekceważyć takie dyletanckie poglądy z zakresu wiedzy finansowo-gospodarczej. Zresztą, robi się tak non stop! Najczęściej wymienianym kontrargumentem na takie zdroworozsądkowe uwagi, jest właśnie wykazywanie, że wiedza adwersarza jest taka malutka, iż "wszechwiedzący" nie zamierza z takim prostactwem dyskutować. Przypomina to, jako żywo, paternalistyczne podejście do pacjenta w medycynie lub lekceważąco-pobłażliwy stosunek do petenta w sądzie.

Czy jest jakiś pożytek z takiego sposobu dyskusji?

Ależ tak! Jeszcze jest on w miarę skuteczny. To wspaniała metoda na zamykanie ust, stosowana z powodzeniem od wielu lat np. przez kościół katolicki. Tam nie dyskutuje się nad celowością stosowania obco brzmiących terminów, jak: eucharystia, triduum, konsekracja, roraty i dziesiątki innych, których przeciętny człowiek zupełnie nie rozumie. Pytałem wiele osób prosząc o wyjaśnienie tych terminów i otrzymywałem odpowiedzi, świadczące o głębokiej nieznajomości rzeczy.
Sposób przedstawiania zawodowych zawiłości innym, w tak niezrozumiały sposób, rozciągnął się na politykę i wiele innych dziedzin naszego życia.

Do czego to wszystko prowadzi?

Do łatwego robienia ludziom "wody z mózgu". Od wielu lat politycy przyzwyczajają nas do odwracania kota ogonem. Klasyk życia publicznego mówi na przykład, że "on przegrał, ale wygrał" albo, że "podpisuje coś, co nie ma znaczenia". Skoro to nic nie znaczy, po co takie g... podpisujemy? - takie pytanie w naturalny sposób ciśnie się na usta. Z kolei mówienie, że leki będą tańsze, tylko wszyscy nagle jakiejś zaćmy dostali, albo innej akalkulii i doliczyć się nijak tych zniżek nie mogą - prowadzi do powstania nowej jednostki chorobowej, zaliczanej oczywiście do chorób cywilizacyjnych, a polegającej na totalnym rozkojarzeniu zmysłów. Pacjent, co innego widzi, co innego słyszy, a jeszcze coś innego odczuwa. Na dodatek, ta choroba jest absolutnie niezwiązana z jakąś opcją polityczną. Za komuny wszyscy byli jej nosicielami. Po 1989 roku ilość wyleczonych zaczęła wzrastać, a teraz jest znów nawrót tej choroby.

Wnioski końcowe

Należy wobec powyższego odciążyć parlamentarzystów od tej tytanicznej pracy i zastosować ich sprawdzoną metodę działania. Doprowadzić "firmę" do upadłości, a więc zlikwidować Senat i przeprowadzić restrukturyzację w Sejmie, czyli zwolnić 75 procent załogi.

Firma przetrwa i będzie w jeszcze lepszej kondycji. Nikt dotychczas nie uzasadnił w przekonywujący sposób, że tak duża liczba parlamentarzystów jest potrzebna. Aktualna ilość parlamentarzystów nie jest wcale lepiej uzasadniona od moich 75 procent, natomiast zaoszczędzone w taki sposób pieniądze lepiej przeznaczyć na dobrych legislatorów. Będzie z tego większy pożytek.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (24):

Sortuj komentarze:

Po 4 latach, gdy przypadkiem trafiłem na link do tego artykułu, po otworzeniu widzę ze zdziwieniem, że film został usunięty. Wcale się nie dziwię, bo po cóż pokazywać wybrańca narodu przemawiającego do pustej sali w Sejmie?

Chciałem ponownie wstawić ten filmik, ale okazuje się, że nie mam takiej możliwości. Edycja artykułu i ponowne wstawienie filmiku o długości kilkudziesięciu sekund - nie jest skuteczna. Wyświetla się tylko sam link do filmu w kwadratowym nawiasie, a filmu nie widać.

Wklejam poniżej jeszcze raz ten sam link, ponieważ bez tego filmiku wymowa artykułu prawie że traci sens...

https://youtu.be/mvWwMgMQmsY

Komentarz został ukrytyrozwiń

Link nie wchodzi, to kopia adresu:

http://www.wnowogardzie.pl/aktualnosci/burmistrz-i-sprawa-miesa/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powtórzę za Robertem: "... nad wyraz łagodne...". A jakie są efekty demoralizujące?! Z ostatnich godzin mamy udokumentowane w co przepoczwarzają się członkowie SLD! Zapraszam: <a href="http://www.wnowogardzie.pl/aktualnosci/burmistrz-i-sprawa-miesa/">kameleon<a/>

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wydaje mi się, ża dla młodych ludzi sprawa ACTA ma znaczenie generalnie w zakresie wolnego medium jakim póki co jest jeszcze internet. Ale tak naprawdę to znaczenie ACTA mogłoby być przeogromne, równmież ingerujące w medycynę a więc i budżet NFZ.
Obowiązujących praw w Polsce jest ok. 10 tysięcy. Wiele państw funkcjonuje zadawalając się jedynie 1 tysiącem aktów. Czy mają gorszych posłów, czy ekspertów? A może jedno i drugie :)
W sprawie prawa gospodarczego czyli tzw skarbowego - mamy w Polsce ponad 100 tysięcy wykładni prawnych.
Twoje wnioski Marku są nad wyraz łagodne: czy nie masz świadomości, że tworzone są przez władze stowarzyszenia, a inne utrzymywane przez poszczególne ministerstwa, które w ramach "konsultacji społecznych" najczęściej wiedzą co mają czynić. Stąd pewnie takie zaskoczenie Tuska.
Władza jest niezależna od wyborców więc się z nimi nie ma zamiaru konsultować. To jest podstawowa przyczyna prawa, które niczego dobrego nie wnosi dla ludzi. Ale spełnia swoją ważną rolę w utrzymaniu systemu.
Moja agencja ratingowa przyznaje Ci kategorię AAA :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Stanisław Cybruch
  • Stanisław Cybruch
  • 15.02.2012 17:20

Uwagi i wnioski zawarte w artykule są w pełni uzasadnione. Problem w tym, kto ma je prezentować publicznie, gdzie i kiedy oraz jak doprowadzić do ich realizacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ile by tu jeszcze nie przelał na papier naszych żali on i tak wszystko cierpliwie przyjmie.
My sobie tu trochę pojadamy a karawana i tak pójdzie dalej.
Moja ostatnia rada to podrzucić przewodnikowi szwankujący GPS, może wtedy niechciana karawana nie dotrze do oazy ? czytaj sejm/ tylko na ruchome piaski ?

Komentarz został ukrytyrozwiń
andrzej w
  • andrzej w
  • 06.02.2012 13:13

Kiedy ludzie zrozumieją że do polityki nie idzie się po to aby coś zrobić dla obywateli i kraju ,tylko po to aby dobrze zarobić ,ustawic swoją rodzine i znajomych To łatwa i dobrze płatna fucha .Wystarczy popatrzyć na wykształcenie naszych wybrańców -co drugi to historyk lub socjolog Co taki Gizynski czy inny ćwok potrafią -bez kasy z urządzania politykierstwa pozdychają z głodu Jesli są tacy mądrzy i wykształceni niech otworzą zakłady pracy i pokarzą że potrafią żyć za uczciwie zarobione pieniadze Oni tego nie zrobią bo to są największe ciemniaki i nie maja o tym pojęcia i aby nie zdechnac z glodu poszli w politykę bo durny narod ich wybierze

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Bartłomiej Kowalewski Dzisiaj 12:21
"Istnieje taka prawidłowość, że nie tylko pojedynczy ludzie, ale również instytucje, grupy ludzi, korporacje &#8211; zarzucają sobie nawzajem głównie to wszystko, co sami u siebie pragną ukryć, jako powszechnie amoralne czy nie etyczne".

Bartku, z tych powodów, o których piszesz, mamy coraz bardziej restrykcyjne przepisy starające sie uregulować każdą dziedzinę życia. Ustawodawca chce zajrzeć do wszystkich poczynań swoich obywateli, ponieważ z góry traktuje się ich, jako kombinatorów i złodziei.
Taka chęć skodyfikowania wszystkiego zawsze kończy się ustanowieniem prawa, którego nie da się wdrożyć w życie. Natychmiastowe poprawki powodują, że wychodzi "potworek prawny", zamiast ustawy regulującej ważne kwestie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Marek Chorążewicz

/czy to się udało w jakimś kraju? /

Zależy co się miało udać ...

Jeśli chodzi o stopień merytoryczności debat publicznych - niewątpliwie są kraje, gdzie nam do nich daleko.

Jeśli chodzi w ogóle o udział w życiu publicznym dyletantów i/lub ( nie wiadomo co gorsze) cynicznych socjopatów, świat nie wydaje mi się nigdzie od nich wolny.

Tak czy owak, tylko wiedza ochroni, co nie jest warunkiem wystarczającym, ale koniecznym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znalezione w sieci:

Piotr Tymochowicz
Hiena kontra Szakal

Istnieje taka prawidłowość, że nie tylko pojedynczy ludzie, ale również instytucje, grupy ludzi, korporacje &#8211; zarzucają sobie nawzajem głównie to wszystko, co sami u siebie pragną ukryć, jako powszechnie amoralne czy nie etyczne.
Domniemanie odwrotne, czyli założenie dobrych intencji u kogoś, skoro ja mam dobre intencje &#8211; jest pragnieniem znacznie słabszym, tak jak dobre emocje przegrywają z intensywnością emocji złych.

I tak to właśnie złodziej widzi w innym człowieku &#8211; złodzieja, manipulator &#8211; manipulatora, sęp &#8211; sępa, hiena &#8211; hienę itd&#8230;

W aspekcie grupowym &#8211; reprezentantka mediów - kontra Człowiek &#8211; obserwowałem to zjawisko w rozmowie Katarzyny Kolendy- Zaleskiej z Krzysztofem Rutkowskim.
Jaki jest Krzysztof Rutkowski, czy mu zależy na rozgłosie i w jaki sposób, czy jest skuteczny czy nie &#8211; wszyscy wiemy, ale oto obserwowaliśmy wstrząsający spektakl całej litani zarzutów od &#8222;nawróconej&#8220; dziennikarki &#8211; która reprezentując i utożsamiając się ze swoją stacją &#8211; zarzuca Rutkowskiemu &#8211; nie mniej nie więcej &#8211; ale żerowanie na osobistej tragedii nieszczęśliwej kobiety &#8211; i czyni to w programie telewizyjnym Fakty po Faktach w całości poświęconym temu tematowi.

Rozumiem zaangażowanie mediów, w szczególności TVN-u w służbie społecznej, by pomóc w znalezieniu uprowadzonego dziecka i wytypowaniu porywacza, ale zauważmy, że w sytuacji gdy dziecko nie żyje, porywacz &#8211; nie istnieje, doniesienia medialne &#8211; czyli publicystyczno- informacyjny syndrom hieny, szakala i sępa w jednym, tym bardziej się nasila.
Dlaczego ? Ponieważ &#8222;ludzie tym żyją&#8220;, ponieważ w tym temacie &#8211; wzrośnie oglądalność. Rynamowski zapowiedział &#8211; że od tego tematu pragnie rozpocząć swoją rozmowę z politykami- bo przecież są reprezentami narodu, bo przecież &#8222;rzucanie gromów&#8220; to dla nich &#8211; wspaniała, kolejna okazja &#8211; do wybielania wizerunku.

Jakoś wyraźniej widzę sępa i hienę w Rymanowskim i w Czarnej Madonnie TVN-u niż w Krzysztofie Rutkowskim.

Jakoś dziwnym trafem, nikt nie przejmuje się śmiercią żadnego dziecka, żadnej rodziny &#8211; poległej na przykład w wypadku samochodowym, jeśli dana sprawa nie będzie mocno nagłośniona medialnie. Jak media stworzą nowy serial kwazi- brazylijskiego horroru z tragedią w finale &#8211; ludzie gotowi są wylewać strumienie łez &#8211; organizować pielgrzymki z maskotkami, bez końca debatować nad intencjami matki, niestety głównie po to, by chociaż przez chwilę- poczuć się lepszym &#8230; zamiast na przykład wywierać presję na lokalne władze &#8211; by dla bezpieczeństwa wszyskich &#8211; szybciej budować lepsze drogi &#8230;

Ale ok, może lepiej założyć dobre intencje, czyli nagłe uwrażliwienie i nawrócenie społeczeństwa na tle kolejnej tragedii &#8211; nowego sztandarowego serialu wszystkich mediów. Tylko &#8230;. Ile już takich było nawróceń ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.