Punkt kulminacyjny mundialowego szaleństwa wyznaczono na jutro na godz. 16. Wtedy po raz pierwszy kopną piłkę zawodnicy RPA i Meksyku i oficjalnie zainaugurują XIX mistrzostwa świata w piłce nożnej. Siedemset milionów ludzi zasiądzie przed telewizorami, na stadionie w Johannesburgu blisko 100 tys. Rozpocznie się miesięczny turniej, niepodobny do żadnego z dotychczas rozegranych. Bo tu, w RPA, zachwycająca turystów egzotyka miesza się z biedą i niebezpieczeństwem czyhającym niemal w każdym zakamarku.
Organizatorzy robią jednak wszystko, by statystyki o liczbie gwałtów, rabunków, morderstw i szalejący HIV nie stanowiły głównych tematów rozmów. Do wizji "mundialu na tak" dały się przekonać wszystkie krajowe media. Informacje o kolejnych okradzionych dziennikarzach, są albo pomijane, albo zamieszczane na dalszych stronach w gazetach. Jesteśmy za to bombardowani zdjęciami szalejących fanów Bafana Bafana. Fanów, którzy naprawdę uwierzyli, że ich drużyna może powalczyć nawet o mistrzostwo świata.
Tak, to nie żarty. O tym, że wiara potrafi góry przenosić, próbował przekonać swoich piłkarzy prezydent RPA Jacob Zuma. Odwiedził ich w hotelu i jasno dał do zrozumienia, że 11 lipca chciałby im wręczyć Puchar Świata. Chłodną głowę zachowuje jedynie trener drużyny gospodarzy Carlos Alberto Pareira, który niejedno już w życiu widział i w niejednym wielkim turnieju brał udział. Bo wie, że gdyby ufać tylko zdrowemu rozsądkowi i statystykom, to jego zespół powinien pożegnać się z turniejem po trzech meczach.
Rafał Romaniuk
Czytaj więcej:
polskatimesMundial. Serwis specjalny