Facebook Google+ Twitter

Odmienny stan, odmienne traktowanie - z perspektywy 15 lat

Porównuje zmiany jakie zaszły przez 15 lat w podejściu do kobiet w ciąży. Wiem, że nie muszę już mieć żyletki w portfelu, tylko dużo pieniędzy. Ale będę mieć przy sobie męża, który będzie mnie chronił. Wszystko wynagradza mi ciąża, serduszko, które bije blisko mojego. Dar życia, który nie każdy może dać.

Dwa lata po ślubie a było to 16 lat temu zaszłam w ciążę. Czułam się wspaniale, miałam 23 lata i dużo radości w sobie. Zdarzały się chwile, że płakałam, bo bałam się co będzie – mąż stracił pracę, ale po miesiącu znalazł lepszą i bliżej naszej wynajmowanej kawalerki.

Mnie kończyła się umowa o pracę, ale mając za szefową kobietę z małymi dziećmi, dostałam umowę na czas nieokreślony. Lekarz prowadzący oczywiście państwowy, wizyty rzadko, USG jeszcze rzadziej, o dodatkowych badaniach nic się nie mówiło, o chorobach, jadłospisie też.

Nie było Internetu i programy w TV nie były tak rozwinięte informacyjnie, mamy też rzadko o tym mówiły – przynajmniej moja, bo: „ od tego się nie umiera, wytrzymasz jak każda”. Pewnie miała straszne wspomnienia, bo ze mną miała poród pośladkowy.

Dwa tygodnie przed terminem przestałam pracować, było mi ciężko, była zima, ubieranie i rozbieranie strasznie długo trwało, a buty nosiłam o 2 rozmiary większe, żebym mogła je założyć. O miejscach specjalnych dla kobiet w ciąży lub innych przywilejach nie było mowy, szczęście jak trafił się ktoś życzliwy. Jako młode małżeństwo nie mieliśmy samochodu, trzeba było jeździć autobusami, pociągiem lub taxi, w kolejkach się stało, skompletowanie wyprawki dla dziecka było trudne. Pamiętam jak mama kupowała mi śpiochy na bazarze od obcokrajowców ze wschodu, pieluchy do wyboru tetrowe lub flanelowe.

Gdy termin porodu minął, zgłosiłam się do szpitala na ul.Madalińskiego, zgodnie z adresem zamieszkania. Przyjęli mnie bez żadnych problemów. Dzięki koleżankom z pracy wiedziałam jak trzeba być przygotowaną, czyli najlepiej ogoloną, a jeśli nie, to mieć czystą żyletkę, najlepiej nic nie jeść, żeby nie musieli robić lewatywy. Bałam się jak będzie, jak jest na sali porodowej, mąż nie mógł ze mną być. W tamtych latach dopiero zaczynało się mówić o poradach rodzinnych i innych zmianach związanych z programem rodzić po ludzku. Wylądowałam na patologii, gdzie leżałam prawie miesiąc; trafiły się święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok.

Personel był cudowny, rodzina mogła być całą noc ze mną w te święta. Po nowym roku zaczął się "odjazd", czyli wywoływania porodu. Gdy drugi raz wracałam z porodówki ryczałam ( kobiety za parawanem z prawej i z lewej rodziły), dlaczego to moje dzieciątko nie chce się urodzić. Trzeci raz powiedziałam sobie, że już nie wytrzymam jak znowu wrócę na patologię do tych badań i lekarzy, którzy nie wiedzieli co ze mną jest.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

artykuł jest c i e p ł y, o p t y m i s t y c z n y, prawdziwy. Lubię czytać teksty w których nie ma żali, utyskiwań i skarg i szukania winnych.
Autorka pisze : "To na nas ciąży odpowiedzialność za poczucie ciepła, miłości i bezpieczeństwa przyszłego obywatela." na nas, a więc wg. kolejności : na kobiecie w ciąży , jej partnerze, rodzinie i całym otaczającym ją świecie, wszystkich w równej mierze .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.