Facebook Google+ Twitter

Odmienny stan - stan wyjątkowy?

Wystarczy otworzyć oczy, rozejrzeć, by zobaczyć że wokoło nas są ludzie...

Moja ciąża / Fot. Marcin MackiewiczW stanie błogosławionym byłam dwa razy i chyba już nie będę. Tak planuję. Nie wiem, co przyniesie czas. Póki co jestem mamą dwóch ślicznych chłopców.

Teraz kiedy już jestem mamą, a moja ciąża nie była łatwa i nie była 100-proc. książkowa, więcej widzę i przyglądam się światu z innej perspektywy. Staram się nie zapomnieć o wszystkim co dobrego i złego spotkało mnie w obu ciążach. Chcę o tym pamiętać, bo ta pamięć, ta wiedza przydaje się w życiu. Mateusz ma roczek, a Mikołaj jest już dzielnym przedszkolakiem.

Obie ciąże były zagrożone przedwczesnym porodem. Mateusz urodził się miesiąc przed terminem mimo że starałam się zapobiec temu ze wszystkich sił. Z całą moją wiedzą o skracającej się szyjce, przedwczesnych skurczach przyszłam do lekarza jak tylko dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży.

W pierwszej ciąży chodziłam do lekarza z najmniejszym nawet niepokojem. Pytałam o wszystko. W kolejce do lekarzy spędziłam chyba łącznie ze 3 dni (licząc wszystkie godziny). Najważniejsze dla mnie było to, że na każde pytanie cierpliwie i nie wyśmiewając mnie lekarze odpowiadali. Niestety w pierwszej ciąży trafiłam do szpitala. Dostałam środki powstrzymujące skurcze i skracanie się szyjki. Od tamtego czasu nie wolno mi było robić nic. Leżałam... oczekiwałam na poród. W sumie nie wiedziałam wiele o tym co mnie czeka. Nie chodziłam do szkoły rodzenia, bo już nie wolno mi było brać udziału w zajęciach. Lekarze nie tłumaczyli mi nic. No wszak ponoć nie są od tego. Panie położne też nie miały czasu na tłumaczenie mi co będzie. Bałam się! Nie o siebie, ale o dziecko, że zrobię mu krzywdę!

W pierwszej ciąży nie miałam zbyt wielkiej wiedzy na temat rozwoju płodu, dolegliwości ciążowych, porodu itd. Gdy trafiłam do jednego ze stołecznych szpitali, dostałam od swojego lekarza skierowanie na salę porodową. Było to 3 miesiące przed terminem, bardzo płakałam, bo bałam się, że nie da się zatrzymać akcji porodowej i że nie będzie dobrze z takim wcześnieczkiem. W fatalnych warunkach na izbie przyjęć zbadała mnie młoda lekarka. Była szalenie arogancka i niedelikatna. Mój mąż nie mógł być ze mną podczas badania KTG. Teraz już wiem, że było to badanie KTG. Wtedy leżałam na łóżku, patrzyłam na sufit, z którego zwisały płaty starej farby, myślałam o moim nienarodzonym dziecku, któremu spieszyło się na świat. Zapytałam przechodzącą położną o wynik badania, niestety nie otrzymałam odpowiedzi. To było chyba najdłuższe 30 minut w moim życiu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Dziękuję :D w sumie samo życie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny tekst, chwyta za serce. Gratuluję!

Komentarz został ukrytyrozwiń

5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.