Pozycja materiału w rankingach:
Tragiczny wypadek w łódzkiej fabryce lodówek Indesit, w którym zginął 21-letni pracownik, będzie miał finał w sądzie. Prokuratura postawiła zarzuty dwóm dyrektorom zakładu, Włochowi i Polakowi, oraz trzem kierownikom.
Włoski dyrektor musiał zapłacić 15 tys. zł
poręczenia majątkowego.
Do wypadku doszło we wrześniu ubiegłego roku. Wyłączone wcześniej urządzenie do wytłaczania blachy niespodziewanie uruchomiło się i zmiażdżyło głowę Tomaszowi J., który usuwał z niego ścinki metalu. Mężczyzna zginął na miejscu.
Prokuratura postawiła podejrzanym zarzuty niedopełnienia obowiązków bhp. Zdaniem śledczych, stanowisko pracy, na którym doszło do tragedii, nie spełniało norm bezpieczeństwa, a kierownictwo firmy nie egzekwowało przestrzegania przepisów i zasad bhp. Kierownicy niedostatecznie przeszkolili 20 osób, pracujących na tym stanowisku, przez co - według prokuratury - narazili ich na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Według ekspertyzy, wykonanej przez ekspertów z Politechniki Łódzkiej, przy obsłudze prasy mechanicznej doszło do zaniedbań, nie przestrzegano procedur związanych z czyszczeniem prasy. Samo urządzenie było jednak sprawne.
- Dyrektorom i dwóm kierownikom grożą kary do pięciu lat pozbawienia wolności, a trzeciemu kierownikowi do trzech lat - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Kierownictwo Indesitu wstrzymuje się z komentarzem do zakończenia śledztwa. W oficjalnym stanowisku zarządu firmy czytamy m.in.: "Przyjmujemy do wiadomości informacje napływające z prokuratury. Przypominamy, że zgodnie z polskim prawem nie możemy mówić o czyjejś winie przed zapadnięciem prawomocnego wyroku sądu. Równocześnie pragniemy z całą mocą podkreślić, że chcemy rozwiać wszelkie wątpliwości co do winy oraz okoliczności tego tragicznego wypadku".
Żona zmarłego pracownika mówi krótko: - Mam nadzieję, że winni poniosą odpowiedzialność za śmierć męża.
Jego ojciec zapowiada, że nie dopuści do umorzenia sprawy. - Ludzie muszą czuć się bezpiecznie w zakładzie.
Po wypadku pracownicy zaczęli demonstracyjnie krytykować warunki pracy w fabryce. Przed bramą odbyły się pikiety, w mieście pojawiły się ulotki. Kierownikowi jednej z linii montażowych kilku napastników pocięło twarz ostrym narzędziem. Po tym napadzie jeden z dyrektorów i kilku kierowników zawiadomili prokuraturę o telefonicznych i internetowych groźbach pobicia i śmierci. Sprawa została umorzona, bo nie ustalono sprawców.
Wypadek w Indesicie odbił się szerokim echem w całym kraju. Na motywach tej tragedii w gdańskim Teatrze Wybrzeże powstało przedstawienie "Kiedy przyjdą podpalić dom, to się nie zdziw". - Spektakl, grany od 11 czerwca, dotyczy łamania praw pracowniczych. Na każdym zasiada komplet widzów - mówi Paulina Murawska z teatru.
Dziennik Łódzki
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Mir Nalezińskí 19.01.2007 14:15
*Wypadek w Indesicie odbił się szerokim echem w całym kraju. Na motywach tej tragedii w gdańskim Teatrze Wybrzeże powstało przedstawienie "Kiedy przyjdą podpalić dom, to się nie zdziw". - Spektakl, grany od 11 czerwca,* -
ale *Do wypadku doszło we wrześniu ubiegłego roku.*
zatem - jak mógł być grany od czerwca na motywach tragedii z września?
Tomaszewski zawieszony ! Teraz:"Hulaj dusza piekła nie ma"!
(odsłon: +2202)