Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

25251 miejsce

Odrodzenie thrash metalu staje się faktem

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-11-11 22:39

Rok 2011 owocuje mnóstwem thrash metalowych płyt, zarówno nowszych zespołów, jak i tych, które swoją przygodę z muzyką rozpoczęły już 30 lat temu.

Przesłuchując tegoroczne albumy, bez wstydu przyznam, że thrash metal nigdy nie umarł, a jeżeli ktokolwiek myślał inaczej, to był w wielkim błędzie. Zadajmy sobie zatem pytanie: Czy możemy stwierdzić, że utęsknione lata 80. powracają do łask? Czy możemy liczyć na albumy na skalę takich metalowych perełek z '86 roku jak „Reign In Blood” czy „Master of Puppets”? Myślę, że możemy być pewni odpowiedzi, na co najmniej jedno z pytań.

Ostatnim czasem zrobiło się głośno o Wielkiej Czwórce Thrash Metalu, w której skład wchodzi Metallica, Slayer, Anthrax i Megadeth (kolejność przypadkowa). Wszystko za sprawą wspólnej trasy koncertowej, która została zapoczątkowana 16 czerwca 2010 roku, na warszawskim Bemowie. Było to wspaniałe wydarzenie – pierwsze w historii, pomimo tego, że zespoły mają już po 30 lat na karku.

Od czasu pierwszego wspólnego koncertu Wielkiej Czwórki wiele się zmieniło. Trzy z czterech legendarnych zespołów wydały nowe płyty. Metallica wraz z Lou Reedem postanowiła złagodzić swoje brzmienie, tworząc płytę zupełnie „nie thrashową”. Dla wszystkich fanów, którzy oczekiwali kontynuacji „Death Magnetic” musiał być to cios poniżej pasa. Natomiast Anthrax i Megadeth podążyli w zupełnie innym kierunku – kontynuowali idee muzyki czysto thrashowej. I nie możemy narzekać, wyszło im to znakomicie. Nowe albumy to prawdziwe sztabki złota, choć nie ma ich co porównywać do wydanych ponad 20 lat temu „Amon the Living” Anthraxhu czy „Rust In Peace” Megadethu. Takie albumy wydaje się tylko raz.

Jedynym zespołem, który w tym roku pozostawił nam wiele do życzenia jest Slayer, który ze względu na stan zdrowia gitarzysty Jeffa Hannemana, nie zapoczątkował jeszcze pracy nad nowym albumem. Myślę, że możemy mu to wybaczyć. Odkąd tylko Slayer istnieje wydaje płyty godne podziwu. Jedyne, co nam pozostaje, to oczekiwać powrotu Jeffa do zespołu i rozpoczęcia prac nad nowym albumem, z którego każdy powinien być zadowolony. W końcu to Slayer!

Nie wszystkie zespoły z lat 80. przetrwały próbę czasu. Niektóre wydały jeden przełomowy album i odeszły w zapomnienie. Niekiedy zespoły powracają po latach, robiąc nam nadzieję, na album rodem z ich młodzieńczych lat. Do tego opisu świetnie pasuje zespół Vendetta, który w historii zapisał się swoim arcydziełem z 1988 roku „Brain Damage”. Niedługo potem zespół został rozwiązany. Powrócił w 2002 roku, aby 5 lat później wydać album „Hate”.
Panowie z zespołu nie zapomnieli, czym jest thrash metal i na albumie ukazali prawdziwą dawkę mocnej muzyki.

Exhorder jest drugim zespołem, który przychodzi mi na myśl, gdy myślę o grupie, która wydała świetny album, a następnie zniknęła bez śladu. W 1990 roku wydali album „Slaughter In The Vatican”, dwa lata później „The Law”, po czym słuch o nich zaginął. W 2008 roku reaktywowali zespół, niestety do tej pory nie wydali żadnego albumu. Możemy tylko liczyć, że zaskoczą nas czymś.

„Nothing is Sacred” jest to jeden z najlepszych thrashowych albumów, jakie kiedykolwiek wydano. Twórcą tej płytki jest niemiecki zespół Gridner. Podobnie jak Exhorder i Vendetta wydał metalową perełkę i odszedł. Niestety w przypadku Grinder nic o ich powrocie nie wiemy, nad czym na pewno każdy, kto odsłuchał kiedykolwiek album „Nothing is Sacred” ubolewa…
(Michał Badowski)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.