Facebook Google+ Twitter

Odważnie, ale z rozwagą

Prokurator wojskowy, mjr Bogdan Włodarczyk: Nie sposób jest traktować czynów płk. Kuklińskiego jako działania na rzecz obcego mocarstwa, albowiem rzeczywisty cel jego aktywności wywiadowczej (dobro Polski) kwestionowany być nie może.

29 IV 1998 r. Urząd Miasta Krakowa. Płk. Kukliński otrzymał akt nadania HONOROWEGO OBYWATELSTWA KRAKOWA. Następnego dnia Senat USA zaakceptował przyjęcie Polski do NATO. / Fot. Wiesław Majka (UMK)Związek Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, Koło w Bytomiu, wystosował 07 X 1996 r. do Ministra Sprawiedliwości i osobno do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, protest przeciwko rehabilitacji pułkownika, w którym m.in. czytamy (pisownia oryginalna): Nie może być mowy dla Byłych żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego – frontowych i niefrontowych – by suwerenność własnego kraju była większym dobrem niż obowiązek zachowania przysięgi wojskowej…! Podpisał prezes Czesław Wesoły. Kapitan Tadeusz Huet z Choszczna przesłał swój felieton zamieszczony w „Gazecie Lubuskiej” 22 X 1996 r. z kategorycznym żądaniem włączenia do akt śledztwa. Pisał: Kiedy słyszę o zamierzonej rehabilitacji pułkownika Kuklińskiego, to krew mnie zalewa. (…) Lepiej niech nie przyjeżdża do Polski, bo może go spotkać nieszczęście, czyli to co spotkało jego synów. Czyli śmierć. Tu pogróżki mają dzielnego wojaka nadawcę, jednakże kilkanaście podobnych w wymowie i języku anonimów adresowanych do instytucji rządowych RP i placówek dyplomatycznych zmusiło władze do przydzielenia pułkownikowi niespotykanej w Polsce ochrony podczas jego podróży po powrocie do kraju w 1998 r.

Major mgr Bogdan Włodarczyk, prokurator Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, po przeanalizowaniu tysięcy stron dokumentów, pod datą 2 IX 1997 r. w 47-stronnicowym uzasadnieniu umorzenia śledztwa oznaczającego pełną rehabilitację pułkownika, m.in. stwierdził: Nie sposób jest traktować czynów płk. Kuklińskiego jako działania na rzecz obcego mocarstwa, albowiem rzeczywisty cel jego aktywności wywiadowczej (dobro Polski) kwestionowany być nie może. Oczywistym jest, że elity władzy i służby specjalne Stanów Zjednoczonych traktował on w sposób instrumentalny, próbując wpływać na kształtowanie ich polityki w kierunku dla Polski korzystnym, niwelującym potencjalnie realne zagrożenia. Nie od dziś wiadomo, że ten wpływ znalazł się wśród stymulatorów upadku ZSRR i końca zimnej wojny. Polska odzyskała niepodległość i suwerenność – dobro elementarne wolnych narodów, obce totalitarnym ideologiom, ich beneficjentom i zaprzysięgłym sługom.

W roku 2000, z-ca szefa Sztabu Generalnego LWP, gen. dyw. Jerzy Skalski, przełożony płk. Kuklińskiego, zgodził się na jedyną rozmowę z historykami, wśród których było dwóch pułkowników. Przyciśnięty w kwestii planowanej przez Układ Warszawski napaści na Zachód, Skalski przyznał. – Mieliśmy świadomość, że ci ludzie, te 500 tysięcy polskiego wyborowego żołnierza w wypadku wojny – są przeznaczeni na zagładę. Myśmy to brali pod uwagę. [patrz: Parallel History Project on NATO and the Warsaw Pact, Oral History Interviews with Polish Generals, Rozmowa z generałem Jerzym Skalskim, s.19]. Brali pod uwagę! Wiedzieli też, że udział polskich wojsk w takich operacjach jest niezgodny z Konstytucją PRL. W 1976 Gierek zmienił konstytucję wpisując do niej kierowniczą rolę komunistycznej partii i wasalność PRL wobec ZSRR, zatwierdził w 1979 r. doktrynę wojenną Układu Warszawskiego – i już było zgodne. W początkach III RP Jerzy Skalski awansował na gen. broni i wiceministra Obrony Narodowej. Obecnie podobni cytowanym na wstępie domagają się ogłoszenia „Roku Gierka”.

Uznany w wolnym od kompleksów świecie bohaterem płk Ryszard Kukliński z braku historycznych podobieństw bywa przez życzliwych bezsensownie porównywany do literackiej postaci Konrada Wallenroda. Ten – wodzony przez mentora, hamletyzujący, gubiący wątki i nie zawsze świadom własnej tożsamości – kolaborował z wrogiem we wzniosłych intencjach. Osiągnął wyżyny awansu, został Wielkim Mistrzem Zakonu, gubił swoich i wrogów. Niezdolny do rozumnej decyzji w chwilach przełomowych (wszak romantyczny), skończył samobójstwem. Sukcesu brak. Trupów masa. Miłość porzucona. „Wallenrodyzm” nie stał się przeto synonimem skutecznej metody. Płk Kukliński zwerbował potęgę, jedyną zdolną uniemożliwić III wojnę światową, zrezygnował z awansów, nikogo nie zabił, przeżył, cel osiągnął. Zwyciężył charakter, sposób i zdolności taktyczne oparte na dokładnym rozpoznaniu i trafnie dobranym sojuszniku.

W USA porównują pułkownika do Prometeusza. Postać także mityczna, za to
niezwykle oddana ideałom wolności i prawom człowieka, mądra, szlachetna, sprytna i skuteczna. Gdyby nie męczeński koniec porównanie byłoby do przyjęcia. Szczególnie, że o krukach, wronach, sępach czy wątrobie – Ajschylos milczy.

Zdarza się casus: Claus Graf von Stauffenberg. Postać historyczna, arystokrata, pułkownik Wehrmachtu, przeszedł do historii jako niespełniony zabójca Hitlera w Wolfsschanze
20 VII 1944, w ramach armijnego spisku pułkowników, generałów i feldmarszałka. Bombę pod ciężkim stołem podłożył w złym miejscu i tylko w połowie uzbrojoną. Niestaranność, słabe nerwy übermenscha i… klęska.

Tymczasem Kukliński bomb nie podkładał, a wszystkie, o których wiedział, postawił w stan strategicznego bezsensu.
Jak tu przyrównać 10-letnie dzieło stratega do jednodniowej akcji grafa zawiedzionego wodzem, z którym on i większość Niemców w latach 30. ub. wieku wiązali nadzieje zapanowania nad światem?!

Czy oficerski honor dopuszcza ratowanie ojczyzny wbrew pchającym ją ku tragedii wodzom pochodzącym z obcego nadania? A przysięga?! Komu? Narodowi czy pozbawionemu suwerenności systemowi, a od 1976 r. ZSRR? Kto czyn Kuklińskiego mierzy dosłownością tej ostatniej przysięgi, ten udaje lub nic nie wie o świecie, w którym żyliśmy i nie pojmuje czym był dla polskiej państwowości i psychiki społecznej schizofreniczny epizod PRL. Ten epizod kształtował mentalność niewolników, lizusów i donosicieli, niezdolność do własnych inicjatyw, nienawiść do wolnych osobowości. Cóż dziś powie o godności ten, kto jej nie ma lub sam ją odrzucił? Kto prawdę traktował koniunkturalnie, bezmyślnie?!

10 X 1986 r. w Reykiaviku R. Reagan pokazał M. Gorbaczowowi pewne mapy. Gorbaczow podsunął je marszałkowi Achromiejewowi, ten zbladł i coś szepnął do Gorbaczowa. Zbladł Gorbaczow, poprosił o przerwę. Tego dnia z amerykańskich rąk gensek ZSRR otrzymał… radziecką, najtajniejszą mapę lokalizacji sowieckich stanowisk dowodzenia w III wojnie światowej, wyrysowaną kilka lat wcześniej wg moskiewskich danych rękami płk. Kuklińskiego. Nazajutrz Gorbaczow zaakceptował „opcję zerową” Reagana, czyli eliminację w s z y s t k i c h pocisków jądrowych krótkiego i średniego zasięgu z Europy oraz obustronne zmniejszenie arsenałów atomowych o połowę. (8 XII 1987 w Waszyngtonie zawarto porozumienie.) Tego dnia nieformalnie zakończyła się zimna wojna. Imperium Zła zrozumiało, że „gorącej” nie ma szans nawet rozpocząć. W ciągu 3-4 godzin na wstępie zostaliby zlikwidowani wszyscy ich marszałowie. W listopadzie 1997 w Jachrance potwierdził to prof. Zbigniew Brzeziński. Obecni na konferencji radzieccy marszałkowie nie zaprzeczali. Chociaż byli to ludzie źli, to byli wybitnymi zawodowcami, doskonale poinformowanymi o amerykańskiej wiedzy i możliwościach.

7 XII 1988 r. na forum ONZ Gorbaczow ogłosił, jako pierwszy w całej historii Rosji przed – i sowieckiej: – Jest oczywiste, że siła i groźba jej użycia nie mogą, ani nie powinny być narzędziem polityki zagranicznej. Wolność wyboru jest zasadą uniwersalną i nie powinno być od niej wyjątków. Sowietolodzy wstrzymali oddech. Przemoc, szantaż i terror – podstawy i narzędzia systemu – odrzucone?!

ZSRR – jak żadne w dziejach imperium – rozpadał się bez większych zaburzeń i tylko 3 lata. W Boże Narodzenie 1991 prezydent Rosji Borys Jelcyn formalnie go zlikwidował, w pierwszej kolejności informując o tym Prezydenta USA. Dla pewności wcześniej zdelegalizował radziecką partię komunistyczną – zwycięski marsz światowego komunizmu został formalnie zakazany tam gdzie się rozpoczął.

Te zmieniające świat wydarzenia to także efekt 10 lat życia w codziennym stresie płk. Kuklińskiego, jego rezygnacji z generalskiego awansu – musiałby odejść ze sztabu generalnego do jednostki liniowej, czyli od danych, których przekaz pomniejszał groźbę jądrowego holocaustu. Jego samotna misja nikomu nie odebrała życia, osłoniła miliony. Zapłacił w ojczyźnie urzędową utratą czci i wyrokiem śmierci z 1984 r. Trwało to też w wolnej Polsce do 1997 r. Pracował kiszczakowski system oszczerstw i relatywizm (dialektyka) Jaruzelskiego.

Chociaż proces rehabilitacyjny w trybie śledztwa z wniosku o rewizję nadzwyczajną był od 1995 r. zaawansowany, widzę w jego aktach ciągłe wahanie i granie na zwłokę prokuratorów. Tymczasem dowody już z pierwszego śledztwa w l. 1982-84 ośmieszały generalskie oszczerstwa z nurtów majątkowego i moralnego, a od 1995 niewinność Układu Warszawskiego. Można już było otworzyć najtajniejsze w PRL doktryny i plany. Udowodniono, że to Kukliński w 1972 r. zwerbował CIA i zainspirował współpracę z armią USA, sparaliżował wojenne atuty ZSRR. Mimo to 10 VII 1997 r. prezydent USA B. Clinton musiał jednak przypomnieć prezydentowi wolnej Polski o marnej szansie na przyjęcie do NATO, jeśli z jej pierwszego tam żołnierza nie zostaną zdjęte komunistyczne wyroki i szykany.

Pułkownik Kukliński nie pasuje do kanonu – bez ironii – polskich bohaterów. Przeważnie przegranych męczenników. Nazwiska zwycięskich, np. Powstańców Wielkopolskich, w świadomości powszechnej nie istnieją. Pułkownik doskonale rozumiał i dowiódł, że czynem, a nie ofiarą, można czegoś dokonać. To znacznie trudniejsze. Podstawa skuteczności leży w rozpoznaniu, przygotowaniu i w twardej dyscyplinie realizacyjnej. Odniósł zwycięstwo, nie zginął. Wolny świat zachwycił się nim. Żadnych gestów wzniosłych, zamachów hucznych, spisków tragicznych, klęsk heroicznych. Cichy, grzeczny, uczynny, skromny, pracowity, inteligentny, zdolny, perfekcjonista, życie osobiste w normie, pieniędzy nie brał, czego też dowiodły wszystkie śledztwa. Indywidualny sukces rozumu i wytrwałości.

Nikt na świecie nie zaszkodził komunizmowi tak jak ten Polak – zaświadczał prezydentowi Reaganowi dobrze poinformowany szef CIA. A temu Polakowi nikt tak jak rodacy, frontowi i nie frontowi.

*/ Łac. Nec temere, nec timide – dewiza z Herbu Wielkiego Miasta Gdańska.
----------------
Dziennik Polski 11 lutego 2013 r.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Cudem niemal trafiłem na ten artykuł i nie żałuję. Nigdy nie miałem wątpliwości co do płk.Kuklińskiego o jego postawie patriotycznej, ale dzisiaj dowiedziałem się tak wiele. Dzięki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.