Facebook Google+ Twitter

"Odwiedź mnie we śnie". Recenzja książki Leny Wilczyńskiej

"Marzę sobie tak czasami, że ojciec przestaje pić, pomagamy mu z braćmi wybudować dom. Wprowadzamy się - każdy do swojego nowego pokoju (...) Dobrze, że marzenia nic nie kosztują."

Lena Wilczyńska "Odwiedź mnie we śnie" / Fot. okładka książki

"Mamo, odwiedź mnie we śnie..."



Urodzić się i mieszkać na polskiej prowincji, nie mieć się w co ubrać i co do garnka włożyć, a na dodatek mieć na głowie ojca alkoholika... Kto chciałby mieć takie życie i żadnych perspektyw na jego zmianę?

"Rodziny się nie wybiera" mówi obiegowe powiedzenie. Gdyby tak można było zmienić członków rodziny, to z pewnością bohater książki "Odwiedź mnie we śnie" Leny Wilczyńskiej zmieniłby ojca, na takiego, który kochałby swoich bliskich, a nie alkohol. Bo to trunek jest dla niego najważniejszy. Dla niego zrobi wszystko. Sprzeda nawet prezenty komunijne dzieci i zabierze z trudem zarobione przez nich pieniądze, przeznaczone na kolonie (pozbawiając ich tym samym jedynej szansy na wyjazd).

Szczytem intelektualnych dywagacji ojca tej wielodzietnej rodziny jest dyskusja z kolegami o wynikach meczu i o przyczynach niepowodzeń polskiej reprezentacji na Mistrzostwach Europy w piłce nożnej.

Łukasz Maślonka mieszka ze swoim rodzeństwem i rodzicami w Rykach, ale takie rodziny są w każdym zakątku naszego kraju. Nie tylko na dalekiej prowincji, choć tam właśnie bywa najgorzej. Bylejakość polskiego życia widać na każdej stronie książki, począwszy od stylizowanego prostactwa wypowiadających się bohaterów, kończąc na dorosłych opiekunach, którym daleko do doskonałości.

Realia współczesnej, prowincjonalnej nędzy nie przypadkowo są zderzone z zewnętrznym pięknem, ucieleśnionym w postaci dziewczyn z wielkiego miasta. One są dla nastolatka obietnicą i nadzieją przeżycia czegoś zupełnie odmiennego. Czy uda się Łukaszowi zmienić swoje życie i nadać mu jakiś sens?

Może się zdarzyć, że rodzic zostanie skierowany na odwyk i ta kuracja zakończy się powodzeniem… Może tak być. Jednak nie tym razem, a na pewno nie w tej książce. Mały realizm wypełniony małymi ludźmi prowadzi do zakończenia, jakie jest możliwe w tych warunkach zwierzęcej egzystencji.

Warto tu wspomnieć o niezwykle sugestywnej formy narracji. Autorka posłużyła się bardzo prostym językiem. Podzielone na krótkie sekwencje epizody z okresu kilku miesięcy
układają się w przerażający obraz nędzy i rozpaczy współczesnej Polski prowincjonalnej. Z drugiej strony celowa naiwność narratora i jego bezpośredniość w opowiadaniu o swoich rówieśnikach stwarzają klimat podobny do przygód Mikołajka. Brak tu jedynie ilustracji i beztroski, jaka towarzyszyła bohaterowi francuskiego bestsellera.


Wiadomości24 to serwis tworzony przez ludzi takich ja Ty. Wiesz więcej? Zarejestruj się i napisz swój materiał, dodaj zdjęcia, link, lub po prostu skomentuj. Tylko tu masz szansę, że przeczyta Cię milion!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Anna Walczak
  • Anna Walczak
  • 28.07.2011 19:48

Na pewno sięgnę po tę pozycję, zgrabnie napisana recenzja.

Komentarz został ukrytyrozwiń
penetrator
  • penetrator
  • 27.07.2011 07:26

Wnikliwość recenzentki jest na miarę nowatorstwa autorki książki. Po pierwsze spotyka się tu kobieca intuicja wrażliwej czytelniczki i dobrze zapowiadającej się pisarki. Po drugie, piąte i dziesiąte, jest w tej analizie wiele trafnych spostrzeżeń na temat świata i ludzi wyniesionych po lekturze. Co prawda, w debiutanckiej książce Leny Wilczyńskiej to nie jest napisane explicite, ale Ewa Krzysiak należy do grupy wirtualnych odbiorców, jacy prześwietlają na wskroś strukturę poddanego ich ocenie dzieła. Tak czułym na wszelkie stylistyczne tropy krytykom możemy zawdzięczać odkrycie prawdziwych talentów literackich na miarę Andrzeja Stasiuka, czy Marka Krajewskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.