
Zakładamy hełmy i rękawice, ostatnia wymiana spojrzeń i, za sprawą jednego magicznego zielonego przycisku, cała maszyneria zostaje wprawiona w ruch. Gigantyczny huk, masa dymu, szarpnięcie i unosimy się w powietrze! Wciśnięci w fotele, widzimy przez szybę kokpitu jak znany nam świat kurczy się niczym pęknięty balonik, by za chwilę całkiem zniknąć.
Odruchowo zamykam oczy, a gdy je znów otwieram, zapiera mi dech w piersiach – czy to możliwe, że żyjemy na tej małej zielononiebieskiej kulce? Na to wygląda. A ten snujący się wąż to słynny mur chiński, którego nigdy nie spodziewałam się zobaczyć z góry? Ależ tak! I gwiazdy! Ba, całe galaktyki! Czy może istnieć coś tak pięknego?
I być może, dalej tak rozmyślając, napisałabym po powrocie fascynującą książkę, zdobywając pochwały czytelników i nagrody literackie krytyków. Być może, patrząc na te wspaniałe gwiazdozbiory, stworzyłabym cały system filozoficzny i została słynną myślicielką. Być może... Być może, zdarzyłoby się wiele innych rzeczy, gdyby nie fakt, że moje wzruszenie i refleksje nad małością istoty ludzkiej we Wszechświecie postanowiło przerwać przeraźliwe wycie.
Sytuacja należy do tych z szufladki "nieciekawe". Lampa alarmowa migocze niepokojąco, Franek naciska nerwowo poszczególne przyciski, czuję jakiś swąd, jakby palonych kabli. Spadamy! Zamykam oczy – tym razem z przerażenia. Hałas, wycie, szarpnięcie, strach i... pas bezpieczeństwa okazuje się zerwaną zasłoną, stery - pustą butelką po winie, swąd uszkodzonej rakiety – zapachem chińskiego żarcia, rozrzuconego po całym pokoju, a ukochanym pilotem - leżąca koło mnie Baśka, z którą świętowałyśmy wczoraj nadejście dzisiejszego, samotnego niestety, Dnia Kobiet...
Nie ma już galaktyk, a jedyne co migocze to ekran komputera, którego zapomniałyśmy wczoraj wyłączyć... Syrena zaś tylko sobie znanym sposobem transformuje się w budzik, który za wszelką cenę chce zanihilować mój mózg wysoką częstotliwością nadawanych dźwięków. Oznacza to, że trzeba, poddane przyciąganiu kilku g, skołatane ciało wprawić w ruch z prędkością światła, by dostać się do odległej galaktyki, zwanej pracą. Świat wiruje, a i gwiazdy przed oczyma pozostały, co już nie budzi zachwytu. Nic dodać, nic ująć – kosmiczny Dzień Kobiet...
Tekst bierze udział w
konkursie Wiadomości24.pl, organizowanym z okazji Dnia Kobiet. Stawką w nim jest wycieczka dla dwojga do Werony.