Facebook Google+ Twitter

OE: Już dziś w Poznaniu niebiesko-czerwony spektakl kibiców!

Ponad 24 tysiące kibiców może obejrzeć piątkowe spotkanie Orange Ekstraklasy pomiędzy Lechem Poznań a Widzewem Łódź. Poza kompletem fanów "Kolejorza", na trybunach przy ul. Bułgarskiej zasiądzie także imponująca liczba sympatyków gości.

Efektowna oprawa w wykonaniu kibiców Widzewa Łódź podczas spotkania z Lechem Poznań 20 października 2006 roku / Fot. Krzysztof BaraniakPojedynki Lecha z Widzewem weszły już do kanonu ligowych klasyków zarówno pod względem piłkarskim, jak i kibicowskim. Tak było 20 października 2006 r., kiedy na stadionie przy al. Piłsudskiego w Łodzi stawiła się dwutysięczna grupa poznaniaków oraz kilka miesięcy później, gdy do stolicy Wielkopolski wyruszyło ponad 3 tysiące widzewiaków. W obu przypadkach kibice zaprezentowali efektowne oprawy i głośny doping przez pełne 90 minut.

Także jutrzejsze spotkanie zapowiadane jest jako prawdziwe kibicowskie święto. Poznań już w godzinach popołudniowych zaleje czerwona fala fanów Widzewa. Ponad 3 tysiące biletów, jakie od poniedziałku sprzedawane były w klubowym sklepie przy al. Piłsudskiego rozeszły się niczym świeże bułeczki, a nieoficjalnie wiadomo, że w miejscu meczu na łodzian czeka jeszcze kilkaset kart wstępu. Komplet wejściówek na piątkową potyczkę zakupili również lechici, słynący z najlepszej frekwencji na spotkaniach Orange Ekstraklasy.

Kibice Lecha w akcji / Fot. Przemysław TrubalskiKibice obu drużyn mają w pamięci wydarzenia z rundy wiosennej poprzedniego sezonu, kiedy przy ul. Bułgarskiej Lech rozgromił Widzew, wygrywając aż 6:1. Swojego setnego gola w lidze zdobył wtedy kapitan zespołu, Piotr Reiss, który w piątek nie zagra. Popularny "Reksio" zmaga się z kontuzją mięśnia czworogłowego uda i wróci na boisko dopiero za tydzień. Jak ważną postacią w ekipie Franciszka Smudy jest 35-letni napastnik, pokazały choćby ostatnie mecze. Król strzelców minionych rozgrywek wystąpił w zaledwie w dwóch pojedynkach, dwukrotnie pokonując bramkarza rywali i zaliczając dwie asysty. Były to jedyne potyczki zakończone zwycięstwem Lecha w tym sezonie. Dorobek siedmiu punktów pozwala jednak drużynie "Kolejorza" plasować się na dobrym, trzecim miejscu w ligowej tabeli.

Ponad trzy tysiące kibiców Widzewa wybiera się na piątkowe spotkanie z Lechem Poznań / Fot. Krzysztof BaraniakO wiele mniej powodów do radości mają łodzianie. Widzew nie wygrał w ekstraklasie od dziewięciu spotkań, z dotychczasowych czterech remisując zaledwie dwa. Nic więc dziwnego, że do Poznania podopieczni Michała Probierza jadą szczególnie zmotywowani. - Gdybym przegrał z jakimś zespołem 1:6 i za kilka miesięcy znowu miałbym się z nim zmierzyć, to bym się sprężył nie na dwieście, ale na pięćset procent. Tak na pewno jest teraz w Widzewie - twierdzi na łamach serwisu Widzewiak.pl trener Smuda.

W szeregach gości na urazy narzeka Łukasz Juszkiewicz jego występ w stolicy Wielkopolski stoi pod znakiem zapytania. Na boisku na pewno zabraknie natomiast Łukasza Brozia, który pauzuje za czerwoną kartkę z pojedynku z Wisłą Kraków, a w dodatku zmaga się też z kontuzją. W ostatnich dniach łódzki klub wzmocnił się dwoma doświadczonymi zawodnikami: Łukaszem Masłowskim i Łukaszem Mierzejewskim, którzy już jutro zadebiutować mogą w nowych barwach.

Widownia na stadionie Lecha zawsze buduje fantastyczną atmosferę. Poznańscy fani zostali uznani za najlepszych w Polsce w poprzednim sezonie / Fot. Przemysław TrubalskiNie ulega wątpliwości, że zdecydowanym faworytem piątkowej potyczki są gospodarze. Lech to nie tylko poważny kandydat do walki o czołowe lokaty w tym sezonie, lecz również zespół szczególnie groźny na własnym stadionie. W dotychczasowych spotkaniach przed własną publicznością piłkarze "Kolejorza" zdobywali po cztery bramki, pokonując Zagłębie Sosnowiec i Górnika Zabrze, a w poprzednim starciu z Widzewem aż sześciokrotnie pokonywali Bartosza Fabiniaka. Czerwony sznur łódzkich kibiców jedzie jednak do Poznania z nadzieją na przełamanie fatalnej passy i sprawienie przez swoich ulubieńców niemałej niespodzianki.

Niezależnie od losów boiskowej rywalizacji, fani obu drużyn szykują się na wielkie święto na trybunach. 24 tysiące widzów stworzy przy ul. Bułgarskiej spektakl niezapomniany, całkowicie zaprzeczający wciąż przewijającemu się w mediach przykremu wizerunkowi polskiego kibica.

Rozmowa z Mateuszem Makaronem, kibicem Widzewa:

Kibice Widzewa Łódź / Fot. Krzysztof Baraniak- Podróż do Poznania nie będzie Twoją pierwszą wyprawą na wyjazdowy mecz Widzewa. Czy spotkania z Lechem mają jednak dla kibica wymiar szczególny?
- To jest kibicowskie święto, na które każdy z nas czeka cały (w tym wypadku krócej) rok. Od tygodnia wszyscy żyjemy tym wydarzeniem, a w głowie już brzmią rytmy "Broendby" i "Sevilli" (pieśni śpiewane przez fanów Widzewa - przyp. red.) Czy jest to spotkanie szczególne ? Pewnie, choć każdy wyjazd ma swój "smaczek". Ogromnie motywuje nas fakt, iż to między innymi z miłośnikami "Kolejorza" walczymy o kibicowskie podium w Polsce.
- To już kolejny pojedynek Widzewa z Lechem, który obejrzy liczna grupa sympatyków gości (tyczy się to zarówno meczów w Poznaniu, jak i Łodzi). Czyżby początek dłuższej współpracy i kibicowskiej przyjaźni obu klubów?
- Przyjaźń to zbyt mocne słowo, na razie możemy mówić o rywalizacji z dozą szacunku. Mówiąc "przyjaźń" krzywdzilibyśmy zaprzyjaźnionych kibiców z Chorzowa. Ale rzeczywiście - poznańskich fanów mamy za godnego rywala.
- Czy mecze takie jak ten, ktorych wizytówką jest wspaniała atmosfera na trybunach, pozwalają łamać wciaż obecny w Polsce stereotyp "kibica-wandala"?
- Zacytuję może jednego z kolegów: "bierzcie ze sobą Matki, Żony i Kochanki". Bliskich nam osób na pewno nie zabieralibyśmy w grono kibiców-wandali. Przed Kibicami jako społecznością jeszcze długa droga, ale da się zauważyć postęp. Najlepszym przykładem jest, że mecze takie, jak jutrzejszy cieszą się nie mniejszą popularnością niż tak zwane "święte wojny".
- Na koniec z trybun przejdźmy na boisko. Czy piłkarze Widzewa zdołają zmazać plamę z maja, kiedy ulegli Lechowi aż 1:6?
- Powiem tak - przykro było patrzeć na byłego widzewiaka, Marcina Zająca, punktującego nasz zespół. Widocznie trzy i pół tysiąca łódzkich kibiców było liczbą zbyt małą na pokonanie gospodarzy. Tym razem postaramy stawić się z Poznaniu w jeszcze liczniejszej grupie, więc może piłkarze nadążą za naszym apetytem i sprawią miłą niespodziankę. Jako kibic Widzewa nie mogę sądzić inaczej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Bardzo dobry artykuł. Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.08.2007 23:16

i tak nikt nie pobije Jagiellonii (przynajmniej nie w najbliższym czasie) :)
U nas w najlepszych latach na trybunach zasiadało 38 tys widzów. Właśnie podczas meczu z Widzewem Łódź.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.