Nic nie było w stanie zrazić amatorów alternatywnych brzmień do udziału w trzydniowej przygodzie w Dolinie Trzech Stawów w Katowicach. Pomimo ulew i błota, zapał był wszechobecny. Zacznę od sceny eksperymentalnej.
Scena eksperymentalna
Trochę na uboczu, zarówno artystycznie, jak i "geograficznie" - jak jednak wiadomo, na granicy dzieje się wiele intrygujących rzeczy i każda moja nieliczna wizyta w namiocie eksperymentalnym była wielkim przeżyciem. Swoboda wyrazu, eklektyzm brzmień, odwaga ekspresji i faktycznie mocno nowatorskie podejście do muzyki charakteryzowały każdy z zobaczonych przeze mnie koncertów.
Zaczęło się od Factory Floor - w piątkową noc, prosto z gęstego i pięknego koncertu Mogwai, wybrałam zamiast Low (których uwielbiam) przygodę - niespodziankę z Brytyjczykami. Moje zaskoczenie było ogromne, bo choć prasa entuzjastycznie wypowiada się o dokonaniach tria, z dobrą prasą bywa różnie, tym bardziej w wykonaniach na żywo. Hałaśliwe kompozycje z dotychczasowych EP-ek (płyta długogrająca jest na etapie realizacji - o czym między innymi wkrótce w wywiadzie z zespołem) mogły wpisać się w dość tendencyjną skłonność do chaotycznego eksperymentu lub zlać się w jednolitą, bezsensowną całość. Udało się jednak zachować niezwykłą energię ich muzyki i potężnie ją zaprezentować w kilkudziesięciominutowym ciągu, w którym rzeżąca gitara (na której Nic rzeźbiła pojedyncze dźwięki, często przy pomocy smyczka) mieszała się z nieludzką precyzją perkusji i dyskotekowymi, transującymi bitami. Jakkolwiek Factory Floor tworzą zdecydowany, brutalny wręcz noise, gęsty od incydentalnych, improwizowanych dźwięków, to jednak czuć w nim porządkującą, schematyczną obecność wpływów minimal techno. Można ten zespół podziwiać na dwa sposoby (lub oba na raz) - poprzez analizę pojedycznych dźwięków i struktur, które na siebie nakładają, oraz poprzez ogólną radość odbierania kompletnego chaosu, który nie pozwala pozostać obojętnym. Oba godne polecenia. A więc opinie nie były przesadzone.
Następnego dnia ukoronowaniem wieczoru był występ Suuns , tym razem stojącym w mocnej opozycji do głównego występu Primal Scream (może ten kontrast między innymi pomógł zespołowi, bo po tym, nota bene, świetnym zaprezentowaniu "Screamadelici" ożywcze wrażenie dawał ich transowy hałas).