Facebook Google+ Twitter

Off Festival w Mysłowicach - zapowiedź w odsłonie pierwszej

Nadszedł czas rozgrzać zmysły i umysły polskiej publiczności przed nadciągającym wydarzeniem - biorę pod lupę mysłowicką ofertę na sierpień i sprawdzam, co w ciągu czterech dni będzie zdecydowanym "musisz-to-zobaczyć".

El Perro del Mar / Fot. Materiały prasoweEl Perro del Mar. Podobno hiszpański pseudonim artystyczny Sarah Assbring można luźno przełożyć na polszczyznę jako "morski pies" tudzież "pies z morza". Co artystka miała na myśli wybierając to właśnie miano, pozostaje zagadką - nie znajduję na jej rozwiązanie podpowiedzi w płytach, być może jednak odnaleźć ją można będzie w jej sierpniowym koncercie w Mysłowicach.

Czym zachęcić was do wizyty 6 sierpnia w Kościele ewangelickim, by dać szwedzkiej artystce szansę zawłaszczenia waszej uwagi na półtorej godziny, a być może znacznie dłużej? Jest kilka powodów, dla których warto. Zaczynając od obiecujących frazesów, że to niekwestionowana gwiazda szwedzkiego popu (który to pop ostatnimi czasy ustanowił wysoką poprzeczkę, chociażby dzięki Lykke Li i Loney Dear, złamał stereotypy i schematyczne myślenie o komercyjnej, produkowanej na masową skalę piosence radiowej). Można tu podeprzeć się wieloma pochlebnymi recenzjami zachodnich mediów, kilkoma ciekawymi trasami koncertowymi czy splitem z wielkiego formatu popowym song writerem, Jensem Lekmanem. Ale niezbitym argumentem pozostają albumy.

El Perro del Mar to dziewczę urodziwe i subtelne, natchnione i religijne, której pseudokonceptualny album "From the valley to the stars" poruszał delikatną strunę miłości boskiej. Pozostałe płyty to poetyckie opowieści o miłości, samotności i innych, bliskich kobiecemu sercu sprawach. Zaznaczam jednak, że nie brzmi to jak zgrany banał - ciekawych, poetyckich tekstów, zaśpiewanych miękkim, ciepłym głosem Sarah i ubranych w koronkową oprawę delikatnej muzyki słucha się bardzo dobrze.



Sarah potrafi zbudować nastrój nie tak daleki od slow-core'owego Low (tak było na fantastycznej, smutnej płycie debiutanckiej) i rozdzierać serce uroczym, płaczliwym, wypełnionym po brzegi emocjami zawodzeniem.

Innym razem zapuszcza się w przepyszne rejony wraz z muzykami Gothenburg Symphony Orchestra (tak jest na wspomnianej "From the valley..."), by zachwycić słuchacza różnorodnością brzmień - od gospelowych organów, poprzez radosne fujarki i wielość dęciaków, aż po elektroniczne, niemalże ambientowe efekty.

Na najnowszej płycie natomiast brzmią echa shoegaze'owych tuz lat 80. - echa Cocteau Twins. Skojarzenie z Bliźniakami bierze się z rozmytych, ekspresyjnych brzmień gitarowych, delikatnych syntezatorowo-elektronicznych dodatków i nakładających się na siebie partii wokalnych.

Będzie więc w czym wybierać przy ustalaniu mysłowickiego repertuaru. W którąkolwiek stronę artystka pójdzie - śmiem twierdzić, że w kameralnym, obiecującym doskonałą akustykę kościele koncert ten musi zabrzmieć fantastycznie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.